24 obserwujących
426 notek
221k odsłon
  249   0

Do czego jesteśmy gotowi?

Andrzej Owsiński

Do czego jesteśmy gotowi?

Pan Ryszard Surmacz napisał, że nie jesteśmy gotowi ani na wojnę ani na pokój z racji naszego położenia państwowego, ale też i poziomu ducha narodu. Określił to jako skutek fizycznej utraty elit, których nie dało się odrobić zarówno w czasie zniewolenia bolszewickiego, jak i 32 lat wyzbywania się naszej tożsamości. Jest to oczywista racja skrupulatnie omijana przez czerpiących określone korzyści z istniejącego stanu.

Trzeba jednak wyraźnie wyjaśnić przyczyny obecnego naszego położenia. Ustanowienie w Polsce sowieckiego władania zostało dokonane przy pełnej akceptacji ze strony mocarstw zachodnich. Istnieją nawet wskazówki, że zostało to uzgodnione z między Francją i Sowietami jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Francuzi bowiem nie wierzyli w polską zdolność do obrony przed Niemcami, stąd ograniczali wszelką pomoc Polsce, piętrząc trudności i zwykłe szykany. Liczyli natomiast na wojnę niemiecko-bolszewicką, która ich uratuje.

Stalin natomiast liczył na wojnę francusko-niemiecką, która jemu pomoże w realizacji marszu na zachód, oczywiście z Francją włącznie. Tak oto spotkały się ze sobą dwa nikczemne plany, a który z nich został w większym stopniu wykonany, to już sprawa drugorzędna w zestawieniu z olbrzymim kosztem, nie tylko Polski, lecz całej ludzkości, jaki płaci się do dziś na skutek promocji rozrostu stalinowskiego imperium. My ponieśliśmy największy ciężar tego ułożenia świata.

Zwracam na to uwagę, gdyż cały, proces rozwoju stosunków powojennych, trwający już prawie 80 lat, jest zjawiskiem ciągłym. Głoszone zwycięstwo demokracji i wolności w wyniku formalnego upadku Sowietów, nie jest iluzją, ale zwykłym i perfidnym kłamstwem. Prymitywny terror bolszewicki został zastąpiony bardziej wyrafinowanym terrorem libertyńskim, zwalczającym całość dorobku europejskiej kultury. O ile indoktrynacja leninowsko stalinowskiego marksizmu była odruchowo odrzucana przez Polaków, o tyle pułapka nieograniczonej swobody obyczajowej, a także “życia dla użycia” okazała się bardziej skuteczna dla ludzi zapatrzonych w blichtr zachodniego świata.

Zamach na naszą kulturę nie jest zjawiskiem nowym, na ogół wiąże się jego początek z rewolucją francuską, możemy też znaleźć jego objawy już znacznie wcześniej. Polska okazała się odporna na ten zamach przez ciągle aktualną misję przedmurza chrześcijaństwa. W tej walce zahartowaliśmy się mimo wielkich ofiar i klęsk, natomiast nie odrobioną stratą okazała się fizyczna eksterminacja przez obu okupantów polskiej elity intelektualnej i duchowej.

Rydz-Śmigły, oceniając ich działania, stwierdził, że Niemcy mogą zabrać nam niepodległość, ale będziemy walczyć o jej odzyskanie, natomiast bolszewicy odbiorą nam duszę. W jakimś stopniu to się sprawdziło, z tym że bolszewicy duszy nie zdołali nam zabrać, ale ją mocno uszkodzili. Potworne straty fizyczne jakie ponieśliśmy w czołówce narodu, zostały dodatkowo spotęgowane zdradą wielu z tych, którzy przeżyli wojnę.

Umęczeni przeżyciami wojennymi, a w wielu przypadkach i powojennymi, ulegali pokusie składania hołdu cezarowi w zamian za jego łaskawość. Wprawdzie nie był to już “cezar”, ale zwykły cham, niemniej rozporządzający możliwościami rozdawania różnych dobrodziejstw, oczywiście nie ze swojej kieszeni.

Najbardziej bolesne i deprymujące były objawy ugięcia się wobec reżymu ze strony autentycznych przedstawicieli polskiego parnasu z Marią Dąbrowską i Gałczyńskim na czele, nie mówiąc już o wielu innych, a ze świata polityki Cata-Mackiewicza, a nawet w jakimś stopniu Mikołajczyka.

Godna postawa wybitnych przedstawicieli Polski, znajdujących się na uchodźstwie nie jest niczym nadzwyczajnym, chociaż w niektórych przypadkach wiązała się z kłopotami materialnymi i szykanami, sterowanymi przeważnie z sowieckiego obozu.

Z należnym uznaniem należy odnieść się do niezłomności tych wszystkich, którzy przebywając w kraju nie zgodzili się na kolaborację, a szczególnie przeciwstawiających się swoją twórczością bolszewickiej indoktrynacji. Kosztowało to wiele wyrzeczeń, nie można było liczyć na publikację swoich dzieł i niejednokrotnie trzeba było imać się byle jakiej pracy żeby się utrzymać. Symbolem takiej postawy jest Zbigniew Herbert, pracujący jako podrzędny księgowy, najwybitniejszy polski poeta drugiej połowy XX wieku. Zgodność jego wielkiego dorobku z zachowaniem osobistym, jest nie tylko drogowskazem, lecz też wyrazem nadziei, że przecież nie upadliśmy, pokazując całemu sparszywiałemu światu, że można uratować godność człowieczeństwa nawet w takich warunkach.

Jest też w tym dziedzictwo postawy młodego pokolenia polskich poetów z czasów wojny, które odmiennie od swoich wielkich poprzedników epoki romantyzmu postępowało zgodnie z głoszoną ideą niosąc w ofierze swoje życie.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka