22 obserwujących
403 notki
212k odsłon
  175   3

Nie federacja a konfederacja

Andrzej Owsiński

Nie federacja a konfederacja

Pojawiła się w kilku propozycjach koncepcja „federacji”, czyli połączenia Ukrainy, a w perspektywie i innych krajów, z Polską. Powrót do Unii Lubelskiej byłby z pewnością dla sfederowanych krajów, ale też i dla całej Europy, bardzo korzystny, pod warunkiem uzyskania zdolności przeciwstawienia się hegemonii niemiecko rosyjskiej.

W obecnej sytuacji próba tworzenia federacji polsko ukraińskiej, jako zalążka szerszego układu, może natrafić na takie trudności, że w konsekwencji sama idea może być pogrzebana.

Po pierwsze istnieje formalna przeszkoda w postaci polskiej przynależności do UE, która z całą pewnością nie wyrazi zgody na taką federację. Niezależnie od tego istnieją poważne, merytoryczne przesłanki uniemożliwiające stworzenie wspólnego organizmu państwowego.

Pierwszą jest kolosalna różnica w poziomie rozwoju gospodarczego, zrujnowana Ukraina, a w spodziewanej przyszłości zacofana Białoruś, muszą nie tylko odrobić zaległości, ale też stworzyć system zarządzania gospodarką zbliżony do polskiego, czyli europejskiego. Ważnym czynnikiem jest organizacja wspólnej komunikacji we wszystkich dziedzinach, a także nawiązanie działań kooperacyjnych w szerokim zakresie. Współpraca w dziedzinach polityki, administracji, szkolnictwa i kultury powinna rozwijać się w sposób naturalny z całym szacunkiem dla dorobku poszczególnych narodów.

Jest natomiast jedna dziedzina, w której współpraca musi być jak najdalej zaawansowana – jest nią wspólna obrona skonfederowanych krajów i tworzenie systemu bezpieczeństwa. Począwszy od ścisłego współdziałania w produkcji i zaopatrzeniu sił zbrojnych w niezbędny pod względem ilości i jakości sprzęt, warunkiem powodzenia jest powołanie wspólnego dowództwa z zapewnieniem rotacyjnych zmian szefostwa.

W odróżnieniu od największej słabości NATO, czyli postanowień art. 5 o skutkach zaatakowania kraju członkowskiego w konfederacji takie pojęcie jest zastąpione w każdym przypadku ustaleniem, że każda agresja obejmuje wszystkich członków i decyduje o obronnym użyciu całości jej sił, Nie stoi to w sprzeczności z postanowieniami paktu północnoatlantyckiego, zachowując wszystkie uprawnienia krajów członkowskich, ale je precyzuje i umacnia.

Czynnikiem decydującym o wspólnych postanowieniach może być tylko Rada Konfederacji, reprezentująca na równych zasadach wszystkie kraje członkowskie z wykluczeniem jakichkolwiek instytucji zarządzających, oprócz zwykłej kancelarii Rady, wprowadzającej w obieg jej postanowienia i dokumentację.

Wszelkie próby tworzenia instytucjonalnego trybu wspólnych posiedzeń rządów i parlamentów oraz nadawanie im jakichkolwiek uprawnień stanowią jedynie utrudnienie współpracy. Natomiast bieżące konsultacje mogą być przydatne w rozwiązywaniu różnych problemów.

Należy unikać odrażających przykładów funkcjonowania władz UE.

Nota bene w niektórych propozycjach wyczytałem wpływ mentalności brukselskiej, w której dbałość o biurokratyczne formy nie tylko wyprzedza, ale wręcz eliminuje troskę o wspólne dobro.

Jeżeli omawiana konfederacja by powstała, co daj Boże, to jej dalsza ewolucja powinna zależeć wyłącznie od wspólnej woli krajów członkowskich, a nie od wpływu najrozmaitszych konfiguracji międzynarodowych, lub – co najgorsze – od obecnych hegemonów Europy.

Powstanie konfederacji powinno również wpłynąć na umocnienie współpracy Trójmorza, jako silny jej element, umożliwiający pokonywanie przeszkód, tworzonych przez wspomnianych hegemonów.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale