24 obserwujących
425 notek
220k odsłon
  525   2

Czym grozi przegranie wyborów przez PiS

Andrzej Owsiński

Czym grozi przegranie wyborów przez PiS

Media powszechnie, niektóre ze szczególną satysfakcją, odnotowują każdy spadek wyborczych notowań PiS, lub ZP (chyba chodzi o „zjednoczoną prawicę”). Składa się na to wszystko co można tylko użyć jako kija, a więc zarówno zdechłe ryby w Odrze, książeczka o historii i teraźniejszości, a nawet traktor za 1,5 mln/zł.

Od dawna istniejące sprawy poważne, takie jak:

- szykany ze strony UE i wstrzymywanie należnych wypłat,

- postępująca inflacja,

- nieuzyskanie poparcia dla naszego zaangażowania w sprawę Ukrainy,

- kłopoty z węglem,

nie wpływały na obniżenie relatywnie wysokiego notowania PiS.

Przede wszystkim chciałbym się odnieść do tych „wysokich” notowań.

Trzeba zwrócić uwagę, że niezależnie od oceny partii, stanowiącej kontynuację Porozumienia Centrum, a więc ugrupowania raczej środka, aniżeli prawicy, nie ma ona konkurencji w zakresie prowadzonej polityki społecznej, poza przygarniętymi z nicości drobnymi fragmentami prawicy i centrum. Próby wygrywania przeciwko łaskawym sojusznikom elementów programowych są żałosne i prowadzą wprost do pozycji LPR, „Samoobrony”, czy „kanapy” Gowina.

Zaistniała zatem sytuacja, mając jeszcze na względzie demonstrowanie postawy niezależnej w niektórych sprawach, posiadania przez PiS monopolu w obrębie tego co się nazywa „polską sceną polityczną”, a co praktycznie jest raczej „obsceną”.

W tych okolicznościach pozycja wyborcza tej partii powinna być niezachwiana i niepotrzebne jej są sztuczne i niebezpieczne twory w postaci jakiegoś bloku. Dowodów na to w postaci jawnych i ukrytych dywersji z przeszłości i teraźniejszości aż nadto.

Niestety w ciągu ostatnich trzydziestu lat nie dorobiliśmy się tego, co charakteryzuje demokracje parlamentarne – wykształconego poglądowo społeczeństwa. Najbliższy tego jest ten fragment dawnej Galicji, który pozostał przy Polsce, a którego polityczne wyrobienie sięga jeszcze czasów zaborczych. Ten odsetek elektoratu, najczęściej mniej niż połowa, który bierze udział w wyborach parlamentarnych, też w przeważającej mierze nie kieruje się programami stronnictw, a bardziej emocjami i to głównie negatywnymi – głosując raczej przeciw niż za.

Winę za ten stan rzeczy ponoszą, obok dziedzictwa po PRL, zarówno wychowanie młodzieży jak i działalność informacyjna stronnictw, skupiająca się na bezwzględnym wzajemnym zwalczaniu się, przybierającym cechy rynsztokowe. Nic też dziwnego, że w tych warunkach wielu przyzwoitych ludzi odwraca się od „polityki” ze wstrętem.

Jest to zjawisko dość powszechne, ale i bardzo niebezpieczne, w ciągu ostatnich trzydziestu lat w większości władza parlamentarna w Polsce wpadała nie tylko w niepowołane, lecz wprost wrogie ręce. I nie chodzi tu o jakieś programy polityczne, ale wysługiwanie się obcym, wrogim siłom.

Skutkiem tych działań są nasze niedostatki w rozwoju gospodarczym, brak świadomości politycznej społeczeństwa i jako najgorsze – destrukcja moralna.

Wśród brylujących, szczególnie na ekranach telewizji celebrytów, amoralność i antypatriotyzm obnosi się jako świadectwo wyższego stopnia rozwoju przeciwstawiając je „zaściankowości i zacofaniu” wszystkiego co polskie. Uderzająca jest dysproporcja w posiadaniu środków przekazu informacji.

Niestety, te będące w dyspozycji rządu nie wykazują ani odpowiedniego zaangażowania, ani poziomu intelektualnego, a także obciążone są objawami ugodowości w stosunku do bezwzględnej agresji obcych najemników. Dopuszcza się do tego, że ambasadorzy krajów rzekomo nam sprzyjających pozwalają sobie na wtrącanie się w sprawy wewnętrzne, wyraźnie po stronie antyrządowej. Tolerowanie takiego stanu jest niedopuszczalne w żadnym kraju uważającym się za suwerenny.

Brakuje w Polsce niezależnego głosu, który swoją wymową, poważnym nastawieniem i świadomością otaczającej nas rzeczywistości geopolitycznej – przemówił by przekonująco do narodu.

Warunkiem wiarygodności jest prezentowanie postawy ponad toczoną walką polityczną w Polsce, obciążoną narzuconym celowo, odstręczającym stylem.

Niestety, PiS dał sobie narzucić ten styl, oddając w ten sposób pole przeciwnikowi, który śladem swoich peerelowskich poprzedników nie potrafi zrobić niczego pożytecznego, ale w destrukcji jest prawie doskonały. Dowodem na ten stan rzeczy jest fakt, że najbardziej nagłaśnianą osobą rzekomo polityczną w Polsce jest osobnik nie wart nawet wspomnienia jego nazwiska.

Może natomiast warto zwrócić uwagę na okoliczność, że życie prawdziwie polskich rodzin toczy się na marginesie tego, co się publicznie demonstruje. Są to młodsze i starsze małżeństwa wychowujące dzieci w polskiej tradycji i wierze, ciężko pracujące i nie korzystające z przywilejów. Nie należąc do żadnych układów o charakterze sitw, lub nawet mafijnym, częstokroć będącymi spadkobiercami „właścicieli Polski ludowej”, nie mają dostępu do zastrzeżonych dobrodziejstw, jak choćby do „reprywatyzowanych” dóbr. PiS zapewne rade byłoby przypisać ich sobie, ale narzucona formuła partii politycznych w Polsce na to nie pozwala.

Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale