24 obserwujących
426 notek
221k odsłon
  145   0

Inflacja i "inflacja"

Inflacja i „inflacja”

Andrzej Owsiński

Dla przeciętnego Polaka najgorsza ze wszystkich niedogodności, które go obecnie prześladują, jest inflacja. Kilkuprocentowy wzrost zarobków nie może nadążyć za kilkunastoprocentową inflacją. Co gorsze, zwyżka cen produktów żywnościowych jest najwyższa, a to daje się odczuwać na co dzień.

Stosowane przez rząd środki walki z inflacją są nieskuteczne i wywołują tylko irytację, szczególnie tych najbardziej dotkniętych, czyli o najmniejszych dochodach, pochłanianych w dużej mierze przez rosnące wydatki na zakup żywności.

Zjawisko, z którym mamy do czynienia, nie jest klasyczną inflacją polegającą na nadmiarze ilości pieniądza na rynku w stosunku do podaży dóbr.

Doszukuje się w nim różnych źródeł, z jednym, co do którego wszyscy są przekonani, a mianowicie – wzrostem cen nośników energii, tylko, że to nie jest inflacja, a po prostu drożyzna. Powszechnie ludzie narzekają na wzrost cen paliw niezależnie od poziomu ceny ropy na rynkach światowych. Rzeczywiście coś takiego istnieje, chociaż „specjaliści” pokpiwają z „braku wiedzy” o mechanizmach powstawania ceny, używając nawet porównania do ceny „krowy i steku”.

Wystawiają tym sobie jak najgorsze świadectwo, trzeba bowiem odróżnić elementy rzeczowe wzrostu ceny od świadczeń na rzecz fiskusa, chciwego na każdy grosz. Sprawą zasadniczą jest bowiem stosowanie specjalnych obciążeń w stosunku do cen nośników energii, na wzór używek czy towarów rzeczywiście luksusowych.

Kiedyś w istocie samochód był przedmiotem luksusu i można było tak traktować zarówno cenę samego pojazdu jak i paliwa.

Jak pamiętam, w roku 1956, kiedy PRL dostał chwilowego obłąkania i wydano mi paszport (zresztą nie na długo), skorzystałem z okazji i pojechałem do Anglii, gdzie akurat niemalże świętowano ogłoszenie, że do „koszyka” kosztów utrzymania wliczono koszty posiadania samochodu, który stał się przedmiotem powszechnego użytku.

Nie godzi się zatem traktować cenę benzyny na zasadzie ceny alkoholu i pamiętam kiedy jako przewodniczący zespołu programowego AWS zgłosiłem postulat zniesienia akcyzy na paliwa, zostałem potraktowany jako awanturnik, gdyż wiadomo, że produkty naftowe muszą być obciążone akcyzą.

Mało tego, że wydobycie ropy związane jest z opłatą „royalty”, czego nie stosuje się wobec innych kopalin, to jeszcze po drodze kto tylko żyw z rządzącej biurokracji usiłuje coś uszczknąć dla siebie. W ten sposób już na wstępie zadaje się cios „wolemu rynkowi” w którym ceny powinny być kształtowane na równych zasadach (z wyłączeniem wspomnianych wyżej używek i artykułów zbytku). W sumie mamy wypaczony rynek i tylko ze łzą w oku możemy przypominać te czasy, gdy o cenie ropy decydował koszt wydobycia i dlatego baryłka kosztowała 1-2 dolary, a nie 130, do czego obecnie dochodzi, podobnie jak przed dziesięciu laty.

Współcześnie do kosztów wydobycia przyznają się tylko ci, którzy mają najwyższe, a z wielkich producentów to, jak sobie przypominam, tylko Iran przyznał, że ze sprzedaży na eksport blisko 100 mln ton ropy uzyskał 80 mld dolarów przy koszcie 5 mld. W tej sytuacji nie można liczyć na obniżenie cen, jednak można mieć nadzieję, że zastąpienie kopalin przez inne źródła energii zmusi do obniżenia poziomu ich cen.

W Polsce do wzrostu cen, szczególnie żywności i artykułów codziennego użytkowania, przyczynia się znaczne zwiększenie liczby konsumentów.

Wprawdzie z przybyłych do nas ponad 7,5 mln uchodźców z Ukrainy na stałe chyba nie pozostaje więcej niż 2,5–3 mln (brakuje dokładniejszych danych), ale i to wystarczy, żeby zwiększyć nacisk na rynek, a w konsekwencji wywołać zwyżkę cen.

Mając jednak na względzie skalę inflacji i jej trwanie trzeba szukać i innych przyczyn. Jako naturalny odruch można zaliczyć wojnę za ścianą, która może w każdej chwili zawitać do nas. Taka reakcja społeczna jest naturalna, jednakże powinna ona objąć w większym stopniu artykuły trwałego użytkowania, tymczasem wzrost ich cen notowany był na długo przed pojawieniem się inflacji. Pewną wskazówką może być fakt niezmienionej podaży, ale to i tak nie tłumaczy ciągłości zjawiska. Jak zwykle w takich przypadkach ma w nich swój udział czynnik psychologiczny, a szczególnie podsycana przez media groźba wojny europejskiej.

Chcąc prowadzić skuteczną walkę z inflacją trzeba przede wszystkim oddziałać na nastroje społeczne przez podkreślanie w dyspozycyjnych mediach perspektywy bliskiego zakończenia wojny i demonstrując środki przyśpieszonej odbudowy. Niezbędne jest też dokonanie posunięć finansowych przez ograniczenie podaży pieniądza na rynek i wskazania możliwości inwestycyjnych. To co się dzieje w tej chwili, czyli dorzucanie pieniędzy, służy dalszemu postępowi inflacji.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka