5 obserwujących
160 notek
66k odsłon
435 odsłon

Alternatywa dla września 1939 roku

Wykop Skomentuj4

W imieniu nie tylko własnym, ale też i mojego pokolenia którego paru przedstawicieli jeszcze żyje, muszę zareagować na niedopuszczalne dywagacje na temat okoliczności wybuchu II wojny światowej.
O wyborze polskiej postawy wobec spisku dwóch bandyckich mocarstw zmierzającego do zniszczenia świata zaczynając od podboju Europy decydował naród a nie Beck, Rydz czy Mościcki.
Postawienie przez Becka tamy dla łatwych sukcesów Hitlera było również wynikiem rozpoznania stanowiska całej polskiej wspólnoty obejmującej nie tylko Polaków, lecz też znacznej części obywateli polskich innych narodowości.

Dywagacje na temat możliwości zaprzęgnięcia Polski do niemieckiego rydwanu uwłaczają pamięci tych milionów które poświęciły wszystko z własnym życiem włącznie dla obrony, jak się okazało nie tylko swojego narodu, ale też i całej ludzkości.
We wrześniu 1939 roku Polacy nie mieli pretensji do rządzących z racji wyboru wojny niż poddania napastnikowi, mieli natomiast uzasadniony żal, a nawet oskarżenie o „zaleszczycką szosę” zamiast trwania do końca w walce.
Tym się różniła nasza postawa od postawy Francuzów czy Anglików wiwatujących na cześć Daladier i Chamberlaina po podpisaniu przez nich haniebnego układu w Monachium/
.
To jest prawda o której przynajmniej w części ludzkość się dowiedziała z racji 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej.

Nie zmienia to możliwości krytycznej oceny ówczesnej polityki  wobec narastającego, śmiertelnego zagrożenia dla człowieczeństwa.
I wojna światowa została wywołana przez Niemcy dla zrealizowania konkretnych interesów, nie był to jednak celowy zamach na naszą kulturę, ani nawet na byt narodowy podbitych ludów. Narzekano wprawdzie na pruską brutalność i grabież, nie było jednak objawów totalnego ataku na istotę naszej kultury.
II wojna toczyła się o uratowanie świata przed bolszewickim lub hitlerowskim zniewoleniem, a także unicestwieniem całych narodów.
Aż dziw bierze że cele jednych i drugich zostały ujawnione na wiele lat przed wybuchem wojny w „Mein Kampf” i programie WKP/b/, a nikt praktycznie nie dostrzegł rzeczywistego zagrożenia łudząc się w stosunku do Niemców że uda się zaspokoić ich apetyt kolejnymi ofiarami, a w stosunku do Sowietów przyjmując ich do grona wolnych narodów, udzielając pomocy i oferując cudzym kosztem zdobycze terytorialne.

Za tę kolejną tchórzowską i zdradziecką postawę rządzących „wolnym światem” ludzkość zapłaciła następną cenę wojen, terroru, zniewolenia i mordów.
Ofiar okresu powojennego nie było wcale mniej niż podczas wojny, a ze skutkami uległości wobec zła spotykamy się do dziś i to dość powszechnie.
Rozpatrywanie naszej przeszłości ma sens  w poszukiwaniu błędów przeszłości, a nie budowaniu sztucznych alternatyw.

Wbrew temu co się powszechnie głosi o dobrodziejstwach traktatu wersalskiego z niepodległością Polski na czele, ten traktat nie dał nam niepodległości, którą zdobyliśmy sami przed rozpoczęciem konferencji pokojowej. Również uznanie świata dla naszej suwerennej państwowości wyprzedziło traktat.
Główną treścią traktatu w odniesieniu do Polski było ograniczenie naszych naturalnych praw uznanych w jego preliminarzu i wyrzeczenie się jakichkolwiek postanowień w odniesieniu do granic wschodnich w oczekiwaniu na stanowisko przyszłej wolnej od bolszewików Rosji.
Afirmując z góry rosyjskie żądania określono jedynie hipotetyczną linię „graniczną” między Polską i Rosją w postaci „ linii Curzona”.
Nie oszczędzono nam oczywistej kpiny z kraju dwudziestoparumilionowego obdarowując go dostępem do morza w Pucku, a odwieczny polski port w Gdańsku nie został zwrócony nam mimo że wbrew swojej woli był zagarnięty przez Prusy dopiero w II rozbiorze. Nawet dwumilionowa Litwa dostała port Memel, który nigdy litewskim nie był.
Polska, uchodząca za kraj aliancki i beneficjenta Wersalu, została w tym traktacie nie lepiej potraktowana jak przegrane Niemcy, obciążona na dodatek nie swoimi długami.
Ówczesne polskie władze obarcza fakt zbyt łatwego pogodzenia się z oczywistymi niesprawiedliwościami w odniesieniu do granic zachodnich i północnych Polski nie zdobywając się na taką determinację jak Piłsudski i Żeligowski w odniesieniu do Wilna czy lwowskie „Otlęta” do miasta „Zawsze Wiernego”.

Stan niezadowolenia z traktatu był dość powszechny i dotyczył nie tylko przegranych, ale też i zwycięzców z Francją na czele włączając w to Polskę.
Dla Polski okazją do rewizji na naszą korzyść były systematyczne łamania przez Niemcy warunków traktatowych, począwszy od 1920 roku w czasie wojny bolszewickiej.
Wytłumaczeniem na ówczesne zaniechanie była dramatyczna sytuacja wojenna, natomiast nie można było pominąć Rapallo w roku 1922 i już wtedy skorzystać z nie ostygłych jeszcze nastrojów francuskiego poczucia oczywistych niedostatków traktatu.
Sprawa była warta najwyższych kosztów i wytężonej pracy i nie można było tego pominąć mając w żywej pamięci zachowanie Niemców czasie naszych walk o granice, a nawet egzystencję.
 
Następną okazją było dojście Hitlera do władzy z jawnym zerwaniem traktatu, próby poczynione przez Piłsudskiego świadczyły jedynie o braku podstawowych wiadomości o sytuacji we Francji, a także o amatorszczyźnie dyplomatycznej /misje Morstina i Wieniawy/.
Wobec Francji można było zastosować równy jej arogancji w stosunku do Polski – poziom przebiegłości. Okazja zjawiła się już w 1920 roku po zwycięskiej bitwie niemeńskiej, kiedy Francuzi z tęsknoty za „swoją” Rosją proponowali kontynuowanie marszu na Moskwę.
Piłsudski wtedy, merytorycznie dość słusznie, odpowiedział: - a co ja będę w tej Moskwie robił?
Dyplomatycznie było to bez sensu, jedyną reakcją było pytanie: - a co w zamian?
Żądania mogły być tylko jedne: - Gdańsk i tereny plebiscytowe z utrzymaniem francuskiej okupacji Nadrenii przynajmniej przez 20 lat, wsparcie materialne i to wszystko płatne z góry.

W przypadku gdyby te wszystkie kolejne starania nie wypaliły Francuzi musieli być powiadomieni że Polska musi szukać innych zabezpieczeń.
Okazją dla Polski był pakt antykominternowski, jego niedobrą stroną była dominująca pozycja Niemiec, jednakże Polska ze względu na swoje kluczowe położenie i fakt zwycięskiej wojny z bolszewikami mogła przejąć inicjatywę i wciągnąć do tej idei wiele innych państw na warunkach stwarzających zabezpieczenie przed niemiecką hegemonią. Nawet Włosi i Japończycy woleli polską wiodącą rolę niż niemiecki dyktat.
Dla Polski było to istotne ze względu na bardziej proniemieckie stanowisko Kominternu niż oficjalnie głoszone przez Niemcy.
Nie uznawał on bowiem „zaboru Śląska” na terenie którego działała komunistyczna partia Niemiec, Pomorza, a nawet Działdowa, które bolszewicy w momencie chwilowego zdobycia w 1920 roku „zwrócili” Niemcom, ponadto na Kresach działały komunistyczne partie zachodniej Białorusi i Ukrainy.
Beck tłumaczył że Polska nie może przystąpić do paktu antykominternowskiego ze względu na obowiązujący od 1932 roku sowiecko polski pakt o nieagresji.
Było to nieporozumienie, Komintern nie reprezentował państwa sowieckiego i nie zmieniało to w niczym wzajemnych i innych zobowiązań państwowych.
Poza możliwością tworzenia bloku zainteresowanych państw i stosowania odpowiednich nacisków na Sowiety, ten pakt stwarzał dla Polski jedyną gwarancje że nie dojdzie do zmowy niemiecko sowieckiej.
Wartość tej gwarancji nie była oczywiście bezwzględna, ale znacznie wyższa aniżeli wszystkie inne umowy.
Dla Polski był to naczelny priorytet polityczny, pozostałe sprawy znajdowały się zawsze w jego cieniu.

Należało się liczyć z niemieckim naciskiem na zorganizowanie wyprawy wojennej przeciwko Sowietom, ze strony polskiej odpowiedź mogła być tylko pozytywna, nie wcześniej jednak niż w latach czterdziestych ze względu na niezbędny okres przygotowawczy. Podobne było zresztą stanowisko Włoch nie mówiąc już o innych krajach, a i w samych Niemczech koła wojskowe również przewidywały gotowość wojenną na te lata.
Granie na zwłokę w takich warunkach miało zupełnie inną wartość niż to co się działo w przypadku bez alternatywnego trzymania się  Francji jako jedynego sojusznika.

Na taką grę Polska mogła sobie pozwolić jeszcze w połowie lat trzydziestych, każde opóźnienie zmniejszało nasze szanse.
Podobnie jest dzisiaj, zagranie na „egzotyczny” sojusz z USA zaowocowało przybyciem do Warszawy prezydenta i kanclerz niemieckich z wygłoszoną ekspiacją w imieniu narodu niemieckiego. Odznacza to z całą pewnością podniesienie wagi stosunków niemiecko polskich z poziomu protektoratu za czasów poprzednich do wejścia na drogę równorzędności.
Można to sprawdzić stawiając problem odszkodowań wojennych w określonych etapach, zaczynając od zwykłego złodziejstwa jakim było okradzenie polskich banków w 1939 roku na sumę obecnych około 20 mld zł.
Jako drugi etap, bardzo mocno umotywowany – to zniszczenie Warszawy nie w walkach, ale w celowym działaniu wbrew warunkom kapitulacji popowstaniowej.
Niezależnie od dalszego biegu wypadków jest okazja do wykorzystania dla poprawy naszego położenia zarówno w UE jak i w stosunkach bilateralnych z Niemcami.
Można z góry założyć że wpłynie to na zmianę stosunków z Rosja, która musi się liczyć z niemieckimi zabiegami o pozytywne relacje z Polską.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura