15 obserwujących
58 notek
75k odsłon
  1217   1

Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to na nic wasza wiara

Rembrandt (bądź jego uczeń), „Chrystus z uczniami w drodze do Emaus”
Rembrandt (bądź jego uczeń), „Chrystus z uczniami w drodze do Emaus”
„A może z rozpaczy oszukiwali sami siebie? A może męczony wyrzutami sumienia postanowił w ten sposób zrekompensować krzywdy, które wyrządził? A tak w ogóle czy ta wiara to aby nie piramidalny wymysł, ułatwiający rządzenie elitom władzy? Czy ktoś to kiedyś chociaż próbował udowodnić?”

Takie pytania zadałam sobie wiele lat temu, a nie umiejąc znaleźć na nie przekonującej odpowiedzi przyznałam szczerze sama przed sobą, że nie mogę się uznać za osobę wierzącą w nauki chrześcijaństwa. Ba, że nie umiem nawet przekonać samej siebie, iż Bóg istnieje.

Jednak -- to make a long story short -- nastał taki dzień, że uwierzyłam. Nie dlatego, że ktoś bezsprzecznie udowodnił mi zmartwychwstanie, lecz mocą dynamiki zupełnie innego rodzaju. Po jakimś jednak czasie powyższe pytania powróciły, ale już nie jako konieczność mająca umożliwić mi wiarę, tylko jako chęć przekonania się, jakie oparcie w faktach znajduje autentyczność mojej wiary.


Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to próżne jest nasze głoszenie i próżna jest wasza wiara”

„Bracia! Przypominam wam Ewangelię, którą wam głosiłem. [...]

„Przede wszystkim przekazałem wam to, co sam przyjąłem, że Chrystus umarł za nasze grzechy zgodnie z Pismem, że został pogrzebany i trzeciego dnia zmartwychwstał zgodnie z Pismem.

„Ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu. Następnie ukazał się ponad pięciuset braciom równocześnie. Większość z nich żyje do dziś, niektórzy już umarli. Następnie ukazał się Jakubowi, potem wszystkim apostołom, a w końcu ukazał się mnie, ostatniemu ze wszystkich, jakby poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy spośród apostołów, niegodny nawet, by nazywać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. [...]

„Tak głosimy: i ja, i oni, a wy w to uwierzyliście.

„Jeśli się więc naucza, że Chrystus zmartwychwstał, jakże mogą mówić niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania?

„Jeśli bowiem nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. Jeśli zaś Chrystus nie zmartwychwstał, to próżne jest nasze głoszenie i próżna jest wasza wiara” (1 Kor 15,1-14 ESP).


Ale jakie to ma znaczenie? -- zapyta ktoś

Czy prawdziwość bądź nieprawdziwość zmartwychwstania Jezusa ma jakikolwiek wpływ na nasze życie?

Ma -- zarówno w wymiarze osobistym, jak i społecznym.

Ponieważ gdyby zmartwychwstanie Jezusa rzeczywiście nastąpiło i gdyby istniał Bóg, władny je sprawić, to być może warto byłoby wiedzieć, czy ma on wobec nas jakieś oczekiwania. Dlatego że mogłoby to mieć wpływ na to, jak będzie wyglądało nasze życie już po naszym zmartwychwstaniu.

W wymiarze społecznym odpowiedź na pytanie: „Czy zmartwychwstanę?” tworzy fundament dla ładu moralnego. Tak, wiem, że wielu ateistów postępuje etycznie i swoją szlachetnością mogłoby zawstydzić wielu chrześcijan. Lecz czynią to niejako pomimo swojego światopoglądu, który nie pozwala im odpowiedzieć na pytanie: „Dlaczego właściwie miałbym postępować szlachetnie, skoro lada dzień mój byt zakończy się na zawsze, a przede wszystkim skąd mam wiedzieć, co jest szlachetne, a co nie? Czy moje wewnętrzne przeczucia to miarodajne kryterium i czy pojęcie szlachetności jest czymś, co w ogóle należy brać pod uwagę?”.

Apostoł Paweł też wskazuje na to, że jeśli zmartwychwstania nie ma, to cały jego wysiłek opowiadania Dobrej Nowiny kosztem własnego komfortu, zdrowia, wolności, a ostatecznie nawet życia nie ma żadnego sensu: „Gdybym tylko z ludzkich względów walczył w Efezie z dzikimi zwierzętami, jaką miałbym z tego korzyść? Jeśli umarli nie zmartwychwstają, jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy”.


Książę Pokoju czy książę tego świata?

Mamy rok 2022 i chyba pozbyliśmy się złudzeń, że po wieku Wielkich Wojen i totalitaryzmów poczynając od roku 1989 ludzkość  wkroczyła w erę końca historii. Wiek XXI miał być triumfem człowieczeństwa w najlepszym wydaniu, lecz zgodnie z najlepszymi tradycjami -- zarówno tymi znanymi od tysiącleci, jak i tymi opisywanymi przez historyków XX wieku -- jest epoką żądzy władzy, obłudy, małostkowości, odczłowieczania, okrucieństwa. Erą ludobójstw, tortur, klasycznego niewolnictwa, obozów koncentracyjnych i obozów pracy, zamykania w więzieniach milionowych miast i narodów, tworzenia armii z porywanych kilkulatków, nieoszczędzania nawet paroletnich dziewczynek i staruszek oraz wielkodusznego wyrywania paznokci gwałconym kobietom, przy znanej i wypróbowanej obojętności międzynarodowych gapiów, gdy stosunki handlowe i gospodarka prosperują w najlepsze.

Wprawdzie liczba ofiar śmiertelnych wojen w naszym stuleciu do roku 2018 była przeszło dziesięciokrotnie mniejsza niż w analogicznym okresie ubiegłego wieku, lecz nie uwzględniono w tych rachunkach ani obecnej napaści Rosji na Ukrainę, ani zajmowania obszarów północnej Syrii przez Turcję, coraz większego rozzuchwalania się islamistów w Afryce, zaciskającego się uścisku reżimu chińskiego na własnych obywatelach, w tym mniejszościach (Ujgurzy, chrześcijanie), konfliktu w Tigraju, sytuacji w północnym Iraku, położenia chrześcijan i innych mniejszości w krajach islamskich. Nawet jeśli nie wszędzie tam trup ściele się gęsto, to morze krzywd zadawanych ludziom przez ludzi zapiera dech. Poza tym nie są znane dane ze wszystkich wojen toczących się w ciągu tych pierwszych osiemnastu lat nowego tysiąclecia. Słowem, na ogólnoświatowy pokój się nie zanosi. No chyba że mówimy o nowym Pax Sinica, kiedy to pokój panuje tylko dlatego, że ludzi pozamykano bez jedzenia w zaplombowanych mieszkaniach.

Lubię to! Skomentuj77 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo