Obiecałem, że będę na bieżąco informował o losie pomidorów, a tu nic. Jestem w podróży, z dala od krzaków i ogrodowego ziela.
Podzielę się więc pewnym marzeniem. Moją ukochaną książką jest "Ojciec chrzestny", a idolem don Corleone. Otóż ten stary i poczciwy mafioso uwielbiał zajmować się swoimi pomidorami. Śmierć dopadła go, nie jak na wojownika przystało, nie w polu walki, ale w trakcie podwiązywania krzaków.
"Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie."
Czy jest jakieś powinowactwo duchowe między wierszem Miłosza, a powieścią Puzo - tego nie wiem, ale pociągająca jest ta powszednia apokaliptyka obu autorów. Trąby anielskie wyciszone w słonecznym skwarze, demon południa i koniec świata. Koniec świata nastapi z pewnością i będzie jeden, ostateczny - inaczej niż wydawało się Miłoszowi, ale przyjdzie w duchu jego poetyki. Po cichu i niepostrzeżenie. Nie zauważą go ludzie nasłuchujący trąb anielskich, czytelnicy prasy i wierni widzowie Wiadomości.
Zauważą go ludzie, którzy w południowym skwarze będą podwiązywać pomidory. Aby dostrzec koniec, potrzebna jest wrażliwość, której nabiera się, patrząc na wolno rosnący krzak. Trzeba wytężać uwagę, aby uchwycić ten moment, gdy roślina zacznie nas potrzebować, a my - jakby wbrew naturze, której nauczyliśmy się słuchać - wesprzemy ją na ociosanym kawałku drewna.
Podwiązywanie pomidorów jest więc ćwiczeniem duchowym, które pozwala nam dostrzec zdawałoby się nieuchwytny moment, uwrażliwia nas na przełom. Chciałbym nauczyć się od don Corleone tej wrażliwości, która pozwoliła mu spokojnie odejść. W czasie podwiązywania pomidorów.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)