To było w sobotę, w bardzo gorącą sobotę. Sadziłem wtedy wrzośce, pielęgnowałem zioła i bawiłem się z dziećmi.
- Jezusmaria, co za dyjabeł! - usłyszałem nagle przerazony krzyk sąsiadki. - Dyjabeł, prawdziwy dyjabeł.
Rzeczywiście, u pana Jurka w ogrodzie unosił się w powietrzu dyjabeł, potwór czarny i hałasujący.
- Sąsiedzie, sąsiedzie - zawołano z drugiej strony. - Pszczoły sie panu roją.
Pan Jurek wybiegł z domu, trzymając metalową pompkę i zaczął polewać biedne owady.
- Pszczoły trzeba zlać, tak mi kazał robić ojciec. Robię to pierwszy raz - tłumaczył mi potem. - Zmoczone pszczoły siadają na pniu, albo zwisają z gałęzi. Zbiera się je wtedy, najlepiej w przetak. Ojciec zawsze stawiał ten przetak przed wolnym ulem i dokładał dyktową płytę - tak, aby pszczoły mogły wmaszerować do ula.
Najpierw wchodzą zwiadowcy i sprawdzają, czy ul nadaje się do zamieszkania. Jeśli tak, wysyłają sygnał królowej i ta wchodzi na dyktę, a za nią tysiące pszczół maszeruje w szyku jak rzymscy legioniści.
Taki to, wie pan, jest porządek u pszczół.
+++
I w ulu, i w moim ogrodzie zatem - si parva licet componere magnis - praca wre. Fervet opus.
I "gdyby nie to, że kończąc dzieło, zwijam żagle
i ku lądowi kwapię się zwrócić dziób nawy,
Może bym jeszcze śpiewał o tym, jak przemyślne
Uprawa zdobi bujne ogrody
[...]
A w ile się owoców odziewały drzewa
W rozkwicie, tyle trwało jesienią dojrzałych.
On takie wyrośnięte już wiązy i całkiem
Twarde grusze, i pełną jagód tarń rozsadzal
W równe szeregi, jak i plantany miłe
Ludziom, kiedy w ich cieniu popijają wino."
(Wergiliusz, Georgiki, 4, w przekładzie Z. Kubiaka)



Komentarze
Pokaż komentarze (10)