PANIKE  - Nowy Ogród PANIKE - Nowy Ogród
35
BLOG

O tym, jak mściłem się za starszą panią (jest już całość)

PANIKE  - Nowy Ogród PANIKE - Nowy Ogród Kultura Obserwuj notkę 14

 

I.

I znów w mieście bardzo krótko. Na tyle krótko, żeby załatwić sprawy w pewnym państwowym banku i z tego państwowego banku szybko wyjść. Chociaż szybkie wyjście z tego państwowego banku do spraw najłatwiejszych nie należy, ale trudno, tu wziąłem kredyt i tu muszę wpadać.

Stoję więc w tym państwowym banku i jest mi naprawdę dobrze. Po raz pierwszy w tym państwowym banku było mi naprawdę dobrze i już prędko pewnie tak dobrze nie będzie. Otóż stanie w tym przegrzanym państwowym banku było dziś dla mnie rodzajem sjesty. A skoro mam sjestę, to znaczy, że wcześniej zjadłem naprawdę dobrze i dlatego jest mi teraz tak przyjemnie i czuję, jak odpływam, ba, już płynę i jestem daleko.

Ten dzień zapamiętam długo, bo w tym dniu zjedliśmy z rodziną dzieło sztuki, prawdziwy rembrandt sztuki kulinarnej, czyli szynkę, którą wczoraj zaprawiłem w ziołach.

Stoję więc w banku, a jednoczesnie płynę gdzieś, chyba po Ocenanie Spokojnym. Przede mną ładna dziewczyna, przed ładną dziewczyną pani z Lalką Prusa i podręcznikiem szkolnym w siatce, a przed panią z Lalką Prusa i podręcznikiem szkolnym w siatce babuleńka w fioletowej chustce. Nie wiem, dlaczego mój Florian nie lubi babuleniek w chustkach i szczeka na nie zajadle, ale ja lubię, więc babuleńka w chustce dodała jedynie posmaku mojej sjeście i przyjemnie wypełniła krajobraz mojego Oceanu Spokojnego.

[dygresja: To nie była babuleńka z mojej wioski, bo inaczej napisałbym, że to pani Gęgotkowa, albo jakaś inna. To była całkowicie obca babuleńka w fioletowej chustce.]

Nadszedł czas na babuleńkę, podchodzi więc wolno do okienka i dowód podaje, a pani w najlepszej garsonce ten dowód sprawdza i przegląda, bo dowód jest stary, ma zatem, co przeglądać.
 - Ten dowód jest stary - mówi do babuleńki w chustce i ze starym dowodem. - Ten dowód jest bardzo stary ergo nieaktualny. I w dodatku ten nieaktualny dowód ma wyrwane kartki, o proszę, a tu plama, to mi brzydko pachnie, to mi się nie podoba, to musi być coś nie tak. Nie, nie, to równie dobrze może być cudzy dowód, to musi byc cudzy dowód, to nie jest pani dowód.
- Ale... - babuleńka zaczyna się tłumaczyć, to jednak nie pomaga.
I tu widzę, jak zmieniają się rysy starszej pani, marszczą się coraz bardziej, i nawet jakby cicho warczy, i tu spluwę wyciąga i w oczy kasjerki celuje...

II.

 - He, he, przejrzałaś mnie! - Wykrzykuje ochrypłym głosem. - Wniknęłaś we mnie tak głęboko, jak ja sama wniknąć nigdy nie zdołam.  Twe prznikliwe urzędnicze oczy, te oczy, które widzą wszystko... Widzą one znacznie więcej niż oczy wszystkich podpisanych pod wszystkimi listami otwartymi świata. Tak, przejrzałaś mnie, nazwałaś, zdefiniowałaś, wciągnełaś na swoją listę wszystkich zdeprawowanych babć świata. Ale teraz płać za to, płać słono.
I tu padamy wszyscy, my - sjestujący klienci pewnego państwowego banku - padamy wszyscy na podłegę i nakrywamy głowy rękami.
 - Ona jest szalona - szepce pani z Lalką Prusa i podręcznikiem szkolnym w siatce.- Ona jest szalona.
- Na, na - nuci cicho ładna dziewczyna.

III.

Ale nie. Babuleńka nie robi tego. Szkoda. Spuszcza głowę, odchodzi.


I tu pojawia się zadanie dla mnie, bezimiennego konsumenta wyśmienitej szynki, który wpadł na sjestę do pewnego państwowego banku. Jeszcze tylko dwie osoby przede mną, jeszcze tylko dwie osoby i będę miał okazję pomścić babuleńkę. Jeszcze tylko pani z Lalką Prusa i podręcznikiem szkolnym w siatce, a po niej ładna dziewczyna i babuleńka będzie pomszczona. I zobaczy ta wyfiokowana krowa w nowej garsonce, co znaczy zemsta człowieka, który zjadł dobrą szynkę i sjestuje teraz w pewnym państwowym banku. Tak, jestem pewien, że muszę to zrobić, że ta zniewaga nie może zostać zapomniana.
Ja to czuję. Czuję pragnienie zemsty w całym ciele, w całym umyśle, nawet moje włosy to czują. I myślę o tym intensywnie, i chusteczką ścieram pot z czoła i patrzę na zegar w banku, jest 17.30. Do 17.50, jeśli dobrze pójdzie, babuleńka będzie pomszczona. Wiatrak próbuje mnie ostudzić, ten wiatrak podejmuje ostatnią próbę powstrzymania zemsty. Ma już na to niewiele czasu, bo pani z Lalką Prusa i podręcznikiem szkolnym w siatce została obsłużona. Teraz podchodzi ładna dziewczyna.

Moje myśli są coraz bardziej krwawe. Moje myśli już panują nade mną.

Ładna dziewczyna odchodzi od kasy. Ja nabieram powietrza w płuca i wolnym krokiem zbliżam się do okienka. Kasjerka jeszcze niczego się nie spodziewa, wykorzystuje krótką przerwę między klientami na zamieszanie kawy. Dwie łyżeczki cukru. Być może to jej ostatnie dwie łyżeczki cukru w życiu. Ostatnie ziewnięcie.

Podaję w milczeniu swój dowód osobisty. Robię to tak, żeby nie zorientowała się jeszcze, o co chodzi. Robię to tak, żeby myślała, że jeszcze nieraz zamiesza kawę i dosypie do niej cukru.
- Na swoje konto chciałbym wpłacić - mówię ostro. Zaczyna się akcja. - Na to we FRANKACH - może i trochę zaszalałem, ale gra jest warta świeczki.
I już wiem, że ona jest moja, że już mi się nie wymknie, że zaraz padnie nieżywa. Że osunie się na tym swoim krzesełku, ale osuwając się, zdąży włączyć alarm, więc rozlegnie się dźwięk syren. Że wszystkie pozostałe kasjerki padną na podłogę i będą szeptać, że to wariat, żeby uważać, żadnego nieostrożnego ruchu. Ale jesteśmy bez szans, my, pracownice pewnego państwowego banku. Nic nam nie pomoże...
Tak, kiedy wypowiedziałem swoje słowa, ona już wiedziała, że przegrała. Wiedziała, że zaraz osunie się na krzesło, a osuwając się na krzesło, zdąży włączyć alarm.
I wtedy, chyba w odruchu rozpaczy, wiedząc, że nie ma szans, sięgnęła po broń ostateczną, po broń, której powienienem się spodziewać. Po broń zabójczą:
 - Ile? - zapytała.
Padłem nieżywy.


 

Dużo śpię i czytam Tomasza z Akwinu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Kultura