Piszą do mnie czytelnicy z pytaniem, skąd ta moja obsesja na punkcie pomidora i dlaczego o nim piszę nawet wtedy, gdy o nim nie piszę, wciskając, na przykład, w tagi, informację, że brak w tekście wzmianki na temat pomidorów.
Pani Irmina z Lublina pisze: "Drogi Panike, czytam wszystkie Twoje wpisy. Po mnie czyta je moja rodzina. A kiedy już moja rodzina zapozna się z treścią, drukujemy wszystko i pożyczamy sąsiadom, albowiem oni nie mają neta. Lubimy informacje na temat różnych pożywnych roślin, a także mięsa, jest to bowiem interesujące uzupełnienie lektury "Przyjaciółki". Mamy tylko problem z tymi pomidorami. Kiedy piszesz Pan o nich, to nam już naprawdę zbiera się na [przekreślono: rzyganie] mdłości. Proszę juz z tym skończyć!!! Nadmienię, że siostra moja, Stachoska Eulalalia, zamieszkała od wielu lat czasowo w Niemczech, a dokładnie mówiąc: w Monachium, jest uczulona na pomidory. Z poważaniem Irmina z Lublina".
A Janina z Konina domaga się tego samego w sposób o wiele bardziej zdecydowany: "Dość, dość, dość!!! Ja tego dłużej nie wytrzymam. Z tym trzeba skończyć!!! W czasach, gdy narasta tak wiele problemów społecznych, o czym pisze prasa, a także donoszą media, nie można pisać ot tak o pomidorach, udając, że nic człowieka nie obchodzi. Podłość! Janina Z., Konin".
Otóż oświadczam, wobec tak zmasowanych ataków, wobec rozlicznych gróźb i zniewag adresowanych do mnie osobiście, że tematu pomidora nie porzucę. Nie chodzi tylko o to, ze w tamacie pomidora mam wiele do powiedzenia, ale uważam również, że pomidor jest wielkim tematem, epickim tematem. Epickość pomidora jest dla mnie tak jasna i oczywista, że nie będę dalej argumentował. Jeśli Janina z Konina nie może tego zrozumieć, wprowadzę się do niej na tydzień, a może i nawet podejmę w jej domu głodówkę, do czasu, gdy nie ustapi.
Uważam, że pomidor jest nieodłączną częścią literatury. Jest w niej obecny nawet wtedy, gdy nie jest obecny. Może wtedy jest obecny jeszcze bardziej przez swoją nieobecność. W swojej skromnej twórczości, pisarstwie internetowym z nadzieją na sprzedanie się jakiejś gazecie po 3 tysiące za felieton, w beznadziejnym pisaniu o sprawach mi najdroższych, w tym wszystkim staram się wydobyć obecność tego nieobecnego.
PANIKE
Ps. Bardzo dziekuję za list Wacława z Racława i informuję, że nie zamirzam kpić z jego odmnennosci, ale... No, Panie Wacławie, sam Pan wie...



Komentarze
Pokaż komentarze (36)