No, tak. Niusa nie będzie. Jak już doniósł jeden z bloggerów, gościłem w sobotę i niedzielę Bazaka z Lubelskim oraz Lubelskiego z Bazakiem. I jak już wiecie, kroiliśmy ziółka [Bazak jest w tym naprawdę niezły], skręcaliśmy szafy i jedliśmy hot dogi. Myli się jednak prof. Sadurski, dopatrując się w tym szatańskiego tła. Otóż nie, Panie Profesorze, w tym nie ma nawet zdziebka satanerii. Bezy to co innego, ale na te nawet nie patrzyliśmy.
Wszelako, jeśli już się rzuciło temat i w demoniczny kontekst wrzuciło hot dogi, to trzeba to pociągnąć dalej. Nie można, Panie Profesorze, tak poprzestać na kalumnii, a potem zniknąć z lubelskiego bloga. Proszę wiec tu, z tego miejsca, o rozwinięcie swoim znakomitym piórem kwestii diaboliczności hot doga.
Ze swej strony pragnę zaznaczyć, ze hot dog nie jest diaboliczny, przeciwnie, jest jakiś nasz, polski i katolicki, a warunkach szczególnych - posiedzenie naszej redakcji w mojej bibliotece było czymś szczególnym - może stanowić znakomity ersatz wódki. I dodam tu, że w pochłanianiu hot dogów jestem mistrzem, Bazaka z Lubelskim i Lubelskiego z Bazakiem powaliłem w tej dziedzinie i zjadłem dwa więcej od nich.
Zrobienie mistrzostwa świata z czegoś pozornego i nieznacznego, to umiejętność wielka i rzadka. Zrobić dobrego hot doga - to jest wyzwanie.



Komentarze
Pokaż komentarze (29)