- Niedobrze, pani K., niedobrze - mówił Adam, stojąc wyprostowany po wojskowemu na werandzie. - Kiepsko dziś pani idzie. Tylko dwadzieścia uderzeń na minutę.
Tak właśnie zapamiętałem Adama, bohatera mojego dzieciństwa. Był dla mnie daleką rodziną, ale mieszkaliśmy pod jednym dachem, gdy byłem mały. On zajmował jedną połowę domu, my - drugą.
Uwielbiałem wpadać na swoim rowerku do pokojów tego bardzo starego człowieka. Robiłem dwa okrążenia po jego pokoju gościnnym, a potem do sypialni, gdzie stał tez stolik do szachów. Przy tym stoliku Adam grywał ze swoim przyjacielem w szachy i tam też udzielał mi pierwszych lekcji historii.
- Pamiętaj, synu - tak mnie nazywał. - Zawsze pamietaj, że bolszewizm to zaraza. Dobrze wiedział, co mówił - weteran wojny z bolszewikami, później agent polskiego wywiadu. Tych lekcji udzielał mi, pokazując klaser z monetami.
- To jest marszałek Piłsudski. Umieraliśmy za niego. A to Walter, tfu..., Świerczewski. Kulom się nie kłaniał, hehehe... Swoi go dopadli. A tu moneta radziecka. Z Leninem. To dopiero była kanalia.
Tę ostatnią kwestię powtórzyłem, ja, pojętny uczeń bohatera wojny z bolszewikami, w przedszkolu. Dzięki temu, choć za młody jestem, by mieć przeszłość WINie, KORze, RMP, KPN, Solidarności i innych tajemnych stowarzyszeniach, choć urodziłem się za późno, by móc powiedzieć, że mnie internowano i nie wypuszczono na stypendium do Paryża, to jednak miałem swój wkład w obalenie komunizmu. Ten wkład objawił się w zdziwionej minie przedszkolanki, a później zamieszaniu i jej próbom wytłumaczenia innym dzieciom, że mały PANIKE na pewno żartował, nie mówił poważnie. Ot, tak mu się wymsknęło. A Lenin jest wielki i wiecznie żywy. Na nic to. Ferment i tak zasiałem. Oto mój wkład w obalenie komunizmu.
+++
Śmierć Adama była moim pierwszym spotkaniem z tą tajemniczą panią. Pamiętam go w trumnie, która stała do dnia pogrzebu na starym brązowym stole. Pamiętam zarost, który pojawił się na jego policzkach, długie paznokcie i spodnie, w które był ubrany. Eleganckie, z idealną kantką, jak lubił. Zanim zamknięto wieko pogłaskałem go po ręce i wydaje mi się, że na jego twarzy pojawił się wtedy uśmiech.
Ale przede wszystkim pamiętam go, jak stał na werandzie, jak mówił te słowa, które juz tu padły:
- Niedobrze, pani K., niedobrze - mówił je, patrząc jak sąsiadka kopie motyką w ogrodzie. Codziennie jej mierzył czas.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)