- Nie tak, panie PANIKE. Nie tak. Obrót o 120 stopni. Ruszają się tylko biodra -wydawałoby się, że koszenie to prosta rzecz. Pan Jurek uświadomił mi, że wcale nie. I byłem naiwny sądząc, że pan Jurek po prostu pożyczy mi kosę. Pożyczy, ale po kilku lekcjach koszenia.
- Pamiętam, jak pierwszy raz skosiliśmy z bratem łąkę - opowiada. - Przychodzi sąsiad, spoglada fachowo, kiwa głową i pyta ciotki, kto to kosił. A ona mu mówi, że to bratankowie, pierwszy raz. Na co on odpowiada, że jak na pierwszy raz, to może być. Potem już szło nieźle. Jak się skosi kilka hektarów, to już można spokojnie samemu brać kosę do ręki i nie trzeba kogoś, kto będzie cały czas patrzył i powstrzymywał złe nawyki.
Złe nawyki w czasie koszenia. Tego dnia nauczyłem się, że także w tej zdawałoby się tak prostej i brutalnej czynności mozna nabrać złych nawyków. I że dobry kosiarz to prawdziwy artysta.
- A kosiarz, proszę pana - słyszę na zakończenie pierwszej lekcji. - Kosiarz, proszę pana, zawsze idzie na końcu. I nie wolno do niego pochodzić.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)