Publikacje karykatur Mahometa w prasie europejskiej spotkały się z falą krytyki i protestów świata islamskiego, ale także wywołały dyskusję o granice wolności słowa. W gruncie rzeczy jest to dyskusja o granicę dobrego smaku.
Od Danii po cały świat
Karykatury proroka Mahometa ukazały się po raz pierwszy w 2005 roku w duńskim dzienniku "Jyllands-Posten". W założeniu rysunki miały mieć charakter satyryczny i sprowokować dyskusję o jednym z fundamentów demokracji, jakim jest wolność słowa. Była to też odpowiedź w związku z trudnościami, jakie autor książki dla dzieci o islamie napotkał szukając artystów, którzy podjęliby się jej zilustrowania, czyli między innymi przedstawienia postaci Mahometa.
Publikacja duńskiej gazety wywołała masowe protesty w świecie muzułmańskim. Wyznawcy islamu domagali się przeprosin za ich zdaniem obraźliwe wizerunki proroka i reakcji ze strony duńskiego rządu. Władze tego kraju, z premierem na czele, utrzymywały, że prasa jest niezależna i państwo nie może odpowiadać za jej działania. Wobec odmowy, kraje arabskie wzywały do bojkotowania duńskich produktów i zawieszenia z nią stosunków dyplomatycznych. W wielu krajach doszło do manifestacji, w trakcie których palono flagi Danii, dochodziło do aktów przemocy i ataków na siedziby organizacji europejskich. Kilkadziesiąt osób takie demonstracje przypłaciło życiem, a za głowę karykaturzysty, który ukazał Mahometa z bombą zamiast turbanu, przewidziano wysoką nagrodę.
Solidarność prasy
W obliczu tak gwałtownych protestów i z uwagi na groźby kierowane pod adresem duńskiego pisma"Jyllands-Posten", wiele tytułów prasowych na znak protestu zdecydowało się na przedrukowanie karykatur Mahometa. Redakcje argumentowały, że ich celem nie było podsycanie międzynarodowego i międzykulturowego konfliktu, ale obrona jednej z podstawowych demokratycznych wartości w kulturze Zachodu, jaką jest wolność słowa i wypowiedzi.
W jej obronie stanęło także wielu polityków. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Josep Borrell, komentując sprawę karykatur powiedział: „Unia Europejska podtrzymuje wartości, na których jest zbudowana. Jedną z takich wartości jest wolność wypowiedzi. Powinna jednak ona respektować granice, jakimi są szacunek dla przekonań religijnych i wrażliwość kulturowa”. Przewodniczący Komisji Europejskiej, Jose Manuel Barosso dodał, że „wolności słowa nie można negocjować. To podstawowa wartość demokratycznego, europejskiego społeczeństwa. Nic nie usprawiedliwia przemocy”. Warto podkreślić, że podobne postulaty wystosowały również osoby należące do muzułmańskich elit intelektualnych. Sprzeciwiali się oni fali agresji i przemocy oraz nawoływali do rzeczowej dyskusji i poszukiwania pokojowego rozwiązania konfliktu.
Odważna „Rzeczpospolita”
W gronie pism, które zdecydowały się na przedruk karykatur, jako jedyny polski tytuł, znalazła się również „Rzeczpospolita”. W ten sposób gazeta chciała dołączyć do ogólnoeuropejskiego protestu przeciwko używaniu przemocy jako elementu dialogu. Ówczesny redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”, Grzegorz Gauden tłumaczył: „Zdecydowaliśmy się przedrukować te karykatury, bo całkowicie odrzucamy metody, do których odwołali się islamscy przeciwnicy publikacji. Wolności wypowiedzi trzeba bronić. Także wtedy, kiedy nie zgadzamy się z ich treścią”. Na podobny krok nie zdecydowała się np. „Gazeta Wyborcza”, natomiast doceniała odważne stanowisko „Rzeczpospolitej” w tej sprawie, później stając nawet w jej obronie.
Postawa „Rzeczpospolitej” była w Polsce szeroko komentowana i różnie oceniana. Szef rządu RP, Kazimierz Marcinkiewicz nie tylko skrytykował te działania, ale co więcej wyraził ubolewanie i wystosował przeprosiny w związku z publikacją karykatur Mahometa. Wybór „Rzepy” skrytykował również Kościół Katolicki. „Przez łamanie prawa człowieka wierzącego, zwłaszcza do należnego mu szacunku, uderza się w jego godność i wprowadza się dyktaturę relatywizmu" – brzmiało oświadczenie Komitetu ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi.
Europa prześladuje islam
W odróżnieniu od cywilizacji europejskiej, kultura arabska nie odcina się od swoich religijnych korzeni, lecz znajduje w nich konstytutywne oparcie. Dlatego jakiekolwiek żarty z proroków, muzułmanie odbierają jako bluźnierstwo i bezpośredni atak na ich kulturę. Mają wrażenie, że po zamachach z 11 września na nich wszystkich zaczęto patrzeć jak na terrorystów. Na karykatury reagują niezwykle gwałtownie także dlatego, że czują się nie tylko obrażeni, ale i prześladowani przez Zachód. Uogólnianie i poddawanie się stereotypom w każdym przypadku jest krzywdzące i niesprawiedliwe.
Islam zabrania przedstawiania wizerunków Mahometa w jakiejkolwiek formie. Zasada ta może dotyczyć jednak tylko wyznawców tej religii, bo trudno wymagać tego także od innowierców. Nie można też zakazać wyrażania poglądów dlatego, że jakaś grupa czuje się nimi dotknięta.Zdecydowano się na żart z tego, co dla wielu jest święte, a dla wielu kompletnie obojętne. Publikacja nie naruszała duńskiego prawa.Podjęte próby ukarania gazety przez środowiska muzułmańskie nie przyniosły rezultatu, a ich wnioski zostały odrzucone zarówno przez prokuraturę w Danii, jak i Europejski Trybunał Praw Człowieka.
Cel osiągnięty
Można pokusić się o stwierdzenie, że publikacja karykatur spełniła swoje zadanie. Wywołała bowiem dyskusję o swobodzie wypowiedzi i wolności mediów oraz ochronie uczuć religijnych. Zmusiła też do przemyślenia obecności społeczności muzułmańskich w zachodnich państwach i ich podejścia do respektowania zasad i swobód tam obowiązujących. Model laickiego społeczeństwa, który tutaj obowiązuje, jest odrzucany przez muzułmanów, którzy żądają szczególnego traktowania i ochrony dla własnych przekonań religijnych. Takiego podejścia nie można pogodzić ze współczesną demokracją i wolnością słowa, w której każdy czasami musi liczyć się ze znoszeniem obraźliwych i prześmiewczych określeń.Muzułmanie muszą pozbyć się mentalności ofiary i przestać ciągle dopatrywać się ataków wymierzonych w siebie ze strony Zachodu. Dziś każda, nawet wyimaginowana, prowokacja antyislamska jest traktowana niemal jak wypowiedzenie im wojny.
Katolików też obrażają
Wszystkie te rozważania sprowadzają się w istocie do odpowiedzi na pytanie o kwestię dobrego smaku i wyczucia, co jest sacrum i profanum. Karykatury były szczególnym przypadkiem, ponieważ sprawa dotyczyła muzułmanów, a tym samym obawy przed ich reakcją. Bo czy taką samą obrazą uczuć religijnych, tyle że katolików, nie było ustawienie na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie krzyża z puszek po piwie Lech, przy okazji wydarzeń, które miały tam miejsce po katastrofie smoleńskiej? Podobnych przykładów jest z resztą znacznie więcej. Choćby „dzieło” Doroty Nieznalskiej, przedstawiające fotografię męskich genitaliów umieszczoną na krzyżu. Takim widokiem wielu mogło poczuć się urażonych. Sąd uniewinnił autorkę, uznając, że choć chodziło jej o zszokowanie widzów, to nie miała zamiaru umyślnie obrazić czyichkolwiek uczuć religijnych. W prasie pojawiają się też karykatury Chrystusa, czy Papieża, a rzadko zdarza się by ktoś protestował, a już na pewno nie w taki sposób, jak zrobili to muzułmanie. Gdzie leży więc granica między chęcią zaszokowania, a dobrym smakiem? U każdego w innym punkcie. Nie da się wyznaczyć jej odgórnie.
Strach, nie uczucia
Wyśmiewanie czyichś uczuć religijnych jest złe i niepotrzebne. Wystarczy sobie wyobrazić, jak czułbym się, gdyby to moje przekonania były wyśmiewane. Nie można też popadać w skrajność, bo gdyby przyjąć zasadę, że nie wolno wyśmiewać się z obiektów czci religijnej, doszłoby do wielkiego paradoksu. Wymagania, by zarejestrować w Polsce nowy kościół nie są zbyt wygórowane. Wydaje się więc, że nie chodzi o uczucia, ale o zwykły strach – w końcu nikt poza muzułmanami nie ma w zwyczaju używać przemocy wobec tych, którzy ich nie szanują.Nie należy z obawy przed terroryzmem pozwalać wyznawcom islamu na wszystko. Nie można dopuścić do tego, że agresją i siłą udaje się osiągać swoje cele. W myśl zasady „dasz palec, a utną Ci rękę” można się obawiać, że ustępstwo w tej sprawie, pociągnęłoby za sobą dalsze żądania. Muzułmanie nauczyliby się też jak skutecznie domagać się swoich praw.
Poszanowanie cudzych przekonań i uczuć religijnych jest fundamentem społecznej kultury. Jej brak to np. publikacja karykatur Mahometa.Jednak szacunek dla cudzych przekonań nie oznacza ich bezkrytycznej aprobaty.





Komentarze
Pokaż komentarze (1)