Jeszcze nie obeschły łzy na szlachetnych obliczach Millera, Wunderlicha, Urbana, tow. Czesława i innych licznie zgromadzonych na Powązkach towarzyszy z centrali, województwa, powiatów, resortowych weteranów pracy, zastępów wiernych sekretarek i tych pochlipujących z cicha pod lewym skrzydłem formacji Donalda Tuska po tym, jak towarzysza nieboszczyka co socjalizmu zamierzał bronić jak niepodległości zakopali, a już nowe nieszczęście gotowe. Czerwone do ziemi, jak gigantyczny głaz, przygniotło pod postacią politycznego ataku Mariusza Kamińskiego na pana na Kazimierzu Dolnym i jego szlachetną małżonkę Jolantę. Trzeba będzie zadeklarowaną nad wykopem walkę o cześć towarzysza nieboszczyka zarzucić na czas jakiś, a pomyśleć o własnej.
Wprawdzie przysłowie mówi, że nieszczęścia chodzą parami i ich limit z przysłowia wynikający wydawałoby się został dwoma omówionymi wyżej nieszczęściami jakby wyczerpany, to mimo wszystko drżę cały na myśl, że ten socjaldemokrata nasz dyżurny, Oleksy, albo jaki "pan ambasador" Ciosek, mógłby sobie skręcić nogę w kostce. Bo kto wtedy, bez skutków ubocznych dla organizmu, zniesie ten bezmiar boleści?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)