29 obserwujących
167 notek
290k odsłon
  2125   0

25 lat kosztu utraconych możliwości

Stuknęło naszemu państwu 25 lat niepodległości i zapanowała moda na podsumowania. Oczywiście dominuje ton optymizmu - więcej się udało niż nie udało, skok cywilizacyjny, pieniądze z Unii itepe. Problem w tym, że to "analizy" kompletnie fałszywe - z powodu metodologii.

Metodologia tych porównań opiera się bowiem na zestawieniu tego, co było wcześniej z tym, co jest dzisiaj. W takich kategoriach można myśleć potocznie, ale nie jeśli chce się napisać poważny tekst oceniający syntetycznie dorobek III RP. Bo jeśli używać tej metody, to praktycznie zawsze otrzymamy wynik pozytywny a nie negatywny. Jeśli porównamy okres sprzed I wojny światowej a okres z pierwszych lat PRL-wypadnie on pozytywnie. Jeśli porównamy II RP z latami 60-tymi - znowu wypadnie pozytywnie. Więcej mieszkań, lepsza komunikacja, więcej samochodów, radioodbiorników i telefonów, samolotów, fabryk, elektryczności, książek...i tak dalej. Powód tego jest prosty - patrzymy wtedy na linearność wzrostu, który jest normlanym stanem rzczy a nie anomalią. W normalnych warunkach gospodarka zawsze rośnie, ludzie zawsze coś zbudują, kraj zawsze coś osiąga - nawet taka Korea Północna. Proszę, 25 lat temu nie miała rakiet balistycznych i bomby atomowej - dziś ma. Ba! ma nawet nieco internetu. Sam zysk, jeśli porównać z tym, co było. Ogólny bilans - dodatni. O ile mi wiadomo nie ma ani jednego państwa na tej planecie które w ostatnich dwóch dekadach nie zanotowało wzrostu jakości życia.

To oczywiste, że jeśli sięgamy w przeszłość, zawsze będzie ona miała gorszy poziom dobrobytu. Dlatego też nie jest to żaden wskaźnik faktycznego wykorzystania szans. To tak, jakby cieszyć się, że świetnie żywiliśmy i wychowaliśmy dziecko, bo pięć lat temu miało 120 centymetrów wzrostu a dziś ma już 150 centymetrów. Albo że po trzech latach nauki w liceum nasza pociecha staje do matury. To naturalna kolej rzeczy, a nie powód do chwały. Pytanie powinno brzmieć - a jakim zdrowiem się cieszy? A jakie ma oceny? Ile wzrostu powinna mieć, jakie ocenny powinna dostawać?

W ekonomii nie mierzy się samej czynności przynoszącej zysk, bo to żadna miara. Kapitał puszczony w ruch z zasady przynosi jakiś zwrot. Wiele rzeczy przynosi profity, ale kiedy my poświęcamy się jednemu sposobowi zarabiania, ten sam wysiłek i talent mógłby zostać użyty inaczej i dać być może zyski większe. Różnica między profitem niższym a wyższym, nie osiągniętym, nazywa się kosztem utraconych możliwości. I to on decyduje o tym, czy inwestycja była trafiona czy też nie. Jeśli zainwestujemy milion złotych kapitału w przedwsięwzięcie o stopie zwrotu stu złotych na miesiąc, to powinniśmy to porównać nie z stanem braku inwestycji, ale z inwestycją alternatywną - bo ten kapitał mogliśmy użyć jeszcze na kilka sposobów, w tym taki, który pozwolilby nam na stopę zwrotu tysiąc złotych na miesiąc. To w takim razie pytanie - jeśli wybraliśmy opcję za sto złotych, to zyskaliśmy czy straciliśmy? Odpowiedź - straciliśmy. Dokładnie 900 złotych na miesiąc.

Dokładnie tak samo jest z oceną postępu jaki poczyniliśmy jako kraj. Punkt wyjścia jest ten sam - rok 1989. Ale miarą sukcesu nie jest to, że w ogóle mamy coś lepiej, lecz powinno być - porównanie kosztu utraconych możliwości. Jeśli jest on mały (np.5-10% różnicy absolutnej w PKB) lub nie występuje, wtedy możemy sobie pogratulować. Nasze decyzje były poprawne i wykorzystaliśmy nadarzające się szanse.

Czy tak jest w przypadku Polski?

Jeśli cieszymy się stanem gospodarki, to należy wskazać ile nas kosztowało złe prawo, w tym odejście od tzw. ustawy Wilczka. W USA gdy szacunkowo dokonano takich porównań (Dawson, Seater 2013) okazało się, że od lat 60-tych do dzisiaj zmarnowano potencjał ponad trzykrotnie przewyżaszający obecny PKB tego kraju. Czyli, innymi słowy, roczny PKB USA jest trzy razy niższy niż powinien być - na wskutek głupich, szkodliwych decyzji legislacyjnych nagromadzonych przez 50 lat. Koszt możliwości utraconych wręcz olbrzymi.

Także i u nas dokonano takich szacunków, ale tylko w skali roku. Zrobiło je parę lat temu Ministerstwo Gospodarki, oceniając koszta zbędnych przepisów na ponad 2% gospodarki rocznie. Gdzie byśmy byli dziś, gdyby nie ta kula u nogi? Gdzie byśmy byli, gdyby nie patologiczny system emerytalny który powoduje kryzys demograficzny, bezrobocie i masową emigrację? Gdzie byśmy byli, gdyby te prawie 3 miliony ludzi, które stąd wyjechały zostały w kraju i mogły zostać produktywnymi obywatelami? Ile żeśmy wysiłku i energii zmarnowali przez 25 lat boksując w miejscu tylko po to, by ruszyć się o centymetr do przodu?

Można to prosto pokazać. Załóżmy, że rozważamy tylko ciężar tych zbędnych przepisów z raportu Ministerstwa Gospodarki. I teraz do wzrostu gospodarczego historycznego, który wygląda tak:
 

Lubię to! Skomentuj62 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale