29 obserwujących
166 notek
281k odsłon
2121 odsłon

Anty-program dla anty-partii sprzedam

Wykop Skomentuj47

Mamy wysyp inicjatyw polityczno-reformatorskich. Ludzie chcą zmiany. Korwin, Kukiz, Ruch Narodowy, Nowoczesna Polska etc. Każdy wie, że jest źle.  Ale nikt nie może nic zrobić, każda próba kończy się klęską, vide projekt Gowina czy Palikota. Jak temu zaradzić?

Obecne demokracje musza degenerować, bo zachęcają do korupcji. Już w momencie jej powstania poprawnie zdiagnozowano ten problem - Tocqueville przestrzegał, że system przestanie działać wtedy, gdy politycy zorientują się, że mogą przekupywać wyborców pieniędzmi z podatków. I właśnie to się dzieje w całym zachodnim świecie. By zdobyć głosy, politycy przekupują wyborców obietnicami fruktów budżetowych. Teoretycznie nie obiecują wiele - jednej grupie jakiś przywilej czy dodatek. Jednak by wygrywać kolejne wybory wszyscy politycy w ten sposób muszą postępować, tym samym tworząc sieć wzajemnie się wyzyskujących. Zyski - są skoncentrowane, więc dana grupa ma powód by iść głosować za danym rozwiązaniem i przeciw jego zniesieniu. Zaś koszty-są rozproszone. Przywilej zwykle dotyczy małej grupy osób - wtedy koszty jej są rozbijane na całą populację. Wzrost podatku o parę złotych nie jest czymś, co zwyczajny wyborca dostrzeże. Problem w tym, że tak każdemu coś naobiecywano, więc obywatel z zdumieniem na końcu zauważa, że podatku płaci astronomiczną ilość.

W rezultacie powstają same uprzywilejowane grupy, które może są tak ogólnie przeciwko płaceniu za przywileje innych, ale będą się bronić rękoma i nogami przed odebraniem im ich zysków z tego łupieżczego systemu.

Alegorycznie można to przedstawić tak:

Politycy są tutaj tylko reprezentantami grup społecznych i ich interesów. W końcu na takiej platformie-nam najwięcej-wygrali zaufanie swoich wyborców.

W rezultacie zmiana właściwie nie jest możliwa, choćby system się walił, a walić się będzie bo jest on oparty na przekupstwie w nieskończoność. Zmiana może się zdarzyć tylko do pewnego stopnia i tylko w momencie przedagonalnym, zawsze jednak oznacza tryumf większości broniącej swoich przywilejów kosztem mniejszości, która je traci. Na tym polegały reformy liberalne Reagana czy Thatcher - mimo pozytywnych rezultatów w realiach demokracji była to tylko faza przejściowa tej samej degeneracji państwa, z niekorzystnymi skutkami ubocznymi (powiększenie długu - Reagan, destrukcja tkanki społecznej - Thatcher). Wynikiem zawsze jest zatrzymanie zmian pozytywnych w rezultacie odrzucenia ich kosztów - czyli tego, co się dzieje z grupą której przywileje są zabierane.

W realiach polskich oznacza to ni mniej ni więcej, jak to, że partia zmian będzie popularna dopóty dopóki nie skonkretyzuje programu. Kiedy to się dzieje traci poparcie, chyba że wypozycjonuje się na mniejsze zło wobec kogoś, kto jeszcze bardziej chce naruszyć status quo wzajemnego okradania się (casus PiS i PO).

Jeśli jakiekolwiek zmiany w Polsce mają być dokonane i mają się okazać trwałe, należy podejść do tego zagadnienia inaczej. Nie tworzyć klasycznej partii z programem, ale - jak to doradzał Kukizowi Piotr Tymochowicz - anty-partie. A jak anty-partia, to również anty-program. Co to oznacza?

Użyjemy w tekście przykładu Kukiza, choć tak naprawdę każdy może użyć zawartej tu recepty i diagnozy.

Po pierwsze należy zebrać ludzi pod hasłem zmiany, zwalczania patologii systemu i wypracowania jednego, prostego rozwiązania, który jest próbą tej patologii wyczyszczenia (Samoobrona – Balcerowicz musi odejść. Kukiz - partiokracja. PiS - układ. PO - etatyzm etc.) Dzięki temu można zbudować koalicję większości przeciw wyraźniej mniejszości, do tego nielubianej. Czyli tej grupie, której przywileje kłują resztę w oczy. To kanalizuje szeroki front buntu przeciw istniejącej rzeczywistości. Łączy wiele środowisk, jest paliwem, katapultą.

Drugi jednak etap jest trudniejszy, bo idąc po władzę nie można „jechać” na jednym postulacie. Trzeba zbudować program. Ale gdy to się zrobi to automatycznie antagonizuje się wszystkich i poparcie się traci, chyba że celem nie jest realna poprawa sytuacji (populizm). Na przykład Kukiz dobrze o tym wie, sam to zdiagnozował niedawno, mówiąc że gdyby program dał na samym początku, ludzie po prostu by się podzielili i pokłócili. Taki był los projektów PJN, Ziobry czy Gowina.

Jak więc tego uniknąć na etapie budowania partii? Istnieje sposób. To kontynuacja taktyki, jaką właśnie Paweł Kukiz zastosował do JOWów. I może z niej skorzystać każdy, kto zyskał jakiś kapitał polityczny (zaufanie i wiarygodność).

Po pierwsze należy unikać twarzy znanych w polityce. Są one toksyczne. Sama „głowa” projektu może politykiem być, ale musi otoczyć się ludźmi niemającymi z wielką polityką nic wspólnego.

Następnie należy zidentyfikować kluczowe trzy, maksimum cztery kwestie, których reforma pozwoliłaby na poprawę, możliwie radykalną, jakości życia w Polsce, i od których zależy cała reszta państwa. A jednocześnie taka, która umożliwiałaby dalsze zmiany, ich kontynuację.  Można to porównać do remontu domu - zamiast próbować zmienić tapety lub obok wybudować fikuśny pałacyk dla gości, należy najpierw naprawić dach. A dlaczego tylko tyle postulatów?

Wykop Skomentuj47
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale