29 obserwujących
163 notki
276k odsłon
284 odsłony

Kaczaffi wspiera wolne Internety i dostaje plusa

Wykop Skomentuj3

Kaczaffiator pozamiatał. "Piątka plus" to coś, co jest tak genialne w swej prostocie, że powinno się za to przyznać puchar.

Przegłosowanie "ACTA2" to klasyczny przykład oligarchizacji w natarciu. W momencie gdy stary biznes nie jest w stanie radzić sobie z konkurencją ze strony nowego; kiedy zastane układy nie potrafią wygrać rywalizacji z nowymi graczami - wtedy w ruch idzie państwo pod pozorem "obrony konkurencji". W istocie chodzi o to by zaklajzdrować istniejący stan rzeczy, broniąc to co niewydolne przed tym, co jest lepsze. Nic się do tego nie nadaje lepiej niż państwo.  

W historii już przerabialiśmy tego typu skoki i efekty tego widać do dzisiaj. Czy raczej - nie widać, bo wynikiem zaklajzdrowania w imię obrony interesu oligarchii jest zawsze stagnacja. Oligarchia nie ma intersu w tym by dynamicznie cokolwiek rozwijać, dynamiczny rozwój wymaga przełomowości, przełomowość zaś ma tendencje do wywracania wszystkiego do góry nogami. Jak jest się wywróconym do góry nogami łatwo stracić swoją pozycję - nie da się przewidzieć wyniku. Więc lepiej jest nic takiego nie robić, a jak już coś ulepszać to tak by nic nie zmienić. Efekty: produkcja energii? Od stulecia nic się nie zmieniło. Samochody? To samo od pół wieku, kosmetyczne zmiany, drobne usprawnienia i koniec. Samoloty? Gwałtowny rozwój został zatrzymany. Ponoć "nic się nie opłaca" i "nie da się". Telewizory, radia i tym podobny sprzęt? No koniec, stoi w miejscu. Chemia, farmaceutyki? Stoją w miejscu, te same koncerny królują niezmienie. Metaluriga, huty, kopalnie? Od dawna stoją w miejscu. 

Tak, w każdej z tych dziedzin są jakieś zmiany, ale są one tak powolne i "rozsmarowane" na linii czasu że praktycznie się nie liczą. Nie umywają się nawet do tempa zmian sprzed uregulowania tych branż, i są spowodowane w większości implementacją osiagnięć IT, aniżeli rozwojem technologii podstawowych. W momencie jak je uregulowano - kto był na szczycie na szczycie pozostał, kto chciał wejść - już nie wszedł. 

Efekt tej stagnacji był niewidoczny dla tych, którzy dorastali w latach 50tych czy 60tych, którym obiecywano - na podstawie tempa ówczesnych zmian, trwających już 2 pokolenia; że zaraz nastąpi przyszłość jak z kreskówkowych "Jetsonów". Lata jednak mijaly i wszystko wyhamowało. Ludzie którzy dorastali o pokolenie później zaczęli jednak się temu stanowi rzeczy dziwić. Nastały lata 90te i wszystko jakby przyklapło. Te same samochody, sprzęty AGD, nic się nie zmieniało - było tylko odrobinkę lepsze, ale też nic specjalnego. Często ten sam sprzęt był sprzedawany w nowej obudowie i innym kolorze, to wszystko. To pokolenie zaczęło się zastanawiać wtedy na serio - gdzie ten postęp? Gdzie te kosmiczne miasta i latające samochody? Co jest, do diaska? 

Ich zdziwienie było tym większe gdy sięgnęli do swojej kieszeni i znaleźli tam smartfona. Wyglądało to tak, jakby cały postęp poszedł w to jedno małe pudełko. Tysiące aplikacji, programów, świat algorytmów i bitów. Jedynym, co wydawało się rozwijać był świat czipów i przede wszystkim software'u. Tutaj kolejne procesory przebijały bariery wydajności z regularnością tak wielką, że nawet ukuto na tej podstawie prawo, przewidujące podwojenie się możliwości sprzętu co półtora roku. Rozwój całej branży IT był oszałamiający, a wraz z nim eksplodował wkrótce Internet i jego kolejne coraz to bardziej nowatorskie zastosowania.  

Problemem nie jest brak innowacyjności w innych dziedzinach - stosy wynalazków, patentów i pomysłów kurzą się na półkach. Po prostu "nie opłaca się", "nie da się". Co jest więc grane? 

Ano to jest grane, że oligarchia. To, że nie ma sensu wdrażać czegoś nowego, skoro to ryzyko, koszty, a stare nadal się sprzedaje. Jeśli nie ma konkurencji próbującej przebić sie z czymś nowym, to niewiele trzeba, by pozostać na wierzchu. Imperium Rzymskie znało podstawy pozwalające na rozpoczęcie rewolucji przemysłowej - ale nie było sensu stosować pary do wykonywania pracy którą za darmo robili niewolnicy. Brak konkurencji powoduje stagnację. Brak konkurencji w starożytności był raczej czymś normalnym ze względu na ogólny brak wolności, i tym samym jej produktów. W świecie kapitalizmu jest czymś sztucznie wytworzonym – przez interwencję państwową. Przez zmianę prawa. Tak, by chronić interesy tych, co się już nachapali przeciwko tym, którzy wchodzą z nowymi pomysłami i mogą zabrać rynek, załamać zyski i odstawić na boczny tor, niszcząc w ten sposób prestiż, pozycję i wpływy. Status quo więc się broni. Za pomocą państwowej pałki. 

Dokładnie taka sytuacja jest teraz z technologiami IT, w tym z Internetem i przepływem informacji. Nieskrępowany przepływ informacji powoduje, że wygrywają nowe modele tworzenia treści i jej rozpowszechniania, stare zaś schodzą na margines i przestają być tak dochodowe. Koncerny medialne stworzone w schyłkowej fazie industrializacji i tuż przed erą cyfrową nie potrafiły i nadal nie potrafią wykorzystać rewolucji IT i zostają w tyle za gigantami z Doliny Krzemowej. Ale nie tylko za nimi. Byle "chłystek" z kamerą i darem wymowy "kosi" uznane gazety, telewizje, zgarniając absurdalnie wielką widownię. Gadające głowy z formaliny, jakimi są dziennikarze z telewizji, radia i innych przestarzałych mediów nie są w stanie konkurować, a rynek internetowy jset wbrew pozorom znacznie trudniejszy do opanowania niż ten tradycyjny, mimo iż to ten tradycyjny potrzebuje ogromnych nakładów pieniężnych by się udać. To właśnie brak konieczności tych nakładów tutaj (niskie bariery wejścia) powoduje, że konkurencja jest nieziemska. Profity indywidualne więc są znacznie mniejsze, stacji telewizyjnej z tego się utrzymać nie da. Cały ten kram koncernów medialnych więc musiałby pójść pod młotek i wszyscy ci zatrudnieni w nich ludzie musieliby zostać zwolenieni... ktoś wyobraża sobie taką restrukturyzację? No oni właśnie też nie. Dlatego się przed nią bronią. 

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka