18 obserwujących
165 notek
292k odsłony
890 odsłon

ACTA2: Piractwo obroną wolnej wypowiedzi

Wykop Skomentuj43

Z filtrami treści, które narzucił europarlament nic złego się nie może wydarzyć? No to pomyślmy. Nie ma kar dla osób, które zarejestrują w filtrach jako własne utwory będące w domenie publicznej. Dzieła Szekspira czy Sienkiewicza. Albo twarze Jakiego lub Trzaskowskiego. Na przykład w środku kampanii wyborczej. Ciekawe co powiedzą europosłowie PO, którzy głosowali za dyrektywą, gdy ich wizerunki i słowa nagle znikną z internetu?

Ochrona prawa niematerialnej własności nie wymaga totalnej inwigilacji. A teraz właśnie rozszerza się inwigilację, pod szczytnymi hasłami pomagania kulturze i twórcom.

Dziś to ty jesteś odpowiedzialny za to co wrzucasz do sieci. A duże socmedia stają się odpowiedziane dopiero, gdy na wezwanie władz lub właściciela utworu nie usuną nielegalnych treści. Po wejściu w życie dyrektywy sytuacja się zmieni. Odpowiedzialni staną się właściciele dużych socmediów i portali. To jest zniesienie domniemania niewinności dla właścicieli elektronicznych bibliotek.

Co prawda litera dyrektywy już nie narzuca obowiązku filtrowania treści. Ale filtrowanie jest jedynym sposobem uniknięcia kar wynikających z dyrektywy dla dużych socmediów. Filtrowanie, czyli: przebadanie zawartości wklejanej do internetu treści, kim jest wklejający oraz jego historii wklejania treści w sieci — zanim jeszcze zamieści treści w sieci.

Filtrowanie treści w internecie zmarginalizuje małych graczy internetowych. Stworzenie „contenet ID” systemu filtrującego stosowanego przez Yahoo kosztowało 60 milionów dolarów. Zgłaszać do niego utwory jako zastrzeżone, mogli tylko „zweryfikowani partnerzy medialni”. Do filtrów wymaganych przez ACTA2 zgłaszać treści będzie mógł każdy.

Błędne identyfikowanie jako treści zastrzeżonych tylko ułamka procenta wpisów, przy miliardach wpisów dodawanych dziennie w socmediach, oznacza dziesiątki milionów legalnych wpisów zakwestionowanych jako nielegalne.

A gdy filtr zablokuje twój wpis będziesz mógł złożyć odwołanie do platformy stosującej filtr i liczyć, na to, że platforma która ma miliony bądź miliardy użytkowników pozytywnie rozpatrzy twoje odwołanie. Powodzenia! Zwłaszcza jeśli jesteś osobą fizyczną czy grupą niezależnych producentów. Oczywiście duże koncerny medialne mają dojścia i regularne komunikacje z platformami internetowymi, ich to nie zaboli.

Taki mechanizm prędzej niż później zostanie, przechwycony przez zamordystów, silnych graczy internetowych i ustosunkowanych lobbystów. Powyżej opisane felery, to tylko obowiązek filtrowania. Jest jeszcze podatek od linków. Ale o nim być może kiedy indziej.

Jest jeszcze cień szansy, że uchwalona dyrektywa nie uzyska poparcia większości państw w radzie UE. Ale raczej, cudu nie będzie. Wtedy 28 państw europejskich będzie miało dwa lata, by wdrożyć dyrektywę. Każde po swojemu. Bo na przykład w Niemczech umowa koalicyjna rządzących partii przewiduje, zakaz wprowadzenie filtrów treści internetowych. Ale już, we Francji, politycy i urzędnicy twierdzili, że dyrektywa nie wprowadzi obowiązku filtrowania treści. Teraz te same władze dzień po przegłosowaniu dyrektywy w europarlamencie rozpoczęły oficjalnie prace nad prawami przewidującymi obowiązek filtrowania treści.

Będzie niezły burdel. Bo jeśli na przykład na tle cenzurowania sieci albo opodatkowania linków powstanie spór prawny pomiędzy obywatelem zamordystycznej Francji i wolnościowej Polski, to spór zapewne skończy w sądach UE, które staną się ostatecznym arbitrem.

Póki co jedyne co pewne, to że internet się zmieni. Na gorsze. A jak dokładnie to nikt nie wie, bo dyrektywa jest tak niejasno i ogólnie napisana. Więc na razie pozostawiam, cię z obrazkiem, który zaczął się pojawiać europejskim użytkownikom internetu, gdy usiłowali wchodzić na niektóre amerykańskie strony po uchwaleniu RODO:

image

Wykop Skomentuj43
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka