29 obserwujących
167 notek
286k odsłon
314 odsłon

Kaczaffi wspiera wolne Internety i dostaje plusa

Wykop Skomentuj3

Kaczaffiator pozamiatał. "Piątka plus" to coś, co jest tak genialne w swej prostocie, że powinno się za to przyznać puchar.

Przegłosowanie "ACTA2" to klasyczny przykład oligarchizacji w natarciu. W momencie gdy stary biznes nie jest w stanie radzić sobie z konkurencją ze strony nowego; kiedy zastane układy nie potrafią wygrać rywalizacji z nowymi graczami - wtedy w ruch idzie państwo pod pozorem "obrony konkurencji". W istocie chodzi o to by zaklajzdrować istniejący stan rzeczy, broniąc to co niewydolne przed tym, co jest lepsze. Nic się do tego nie nadaje lepiej niż państwo.  

W historii już przerabialiśmy tego typu skoki i efekty tego widać do dzisiaj. Czy raczej - nie widać, bo wynikiem zaklajzdrowania w imię obrony interesu oligarchii jest zawsze stagnacja. Oligarchia nie ma intersu w tym by dynamicznie cokolwiek rozwijać, dynamiczny rozwój wymaga przełomowości, przełomowość zaś ma tendencje do wywracania wszystkiego do góry nogami. Jak jest się wywróconym do góry nogami łatwo stracić swoją pozycję - nie da się przewidzieć wyniku. Więc lepiej jest nic takiego nie robić, a jak już coś ulepszać to tak by nic nie zmienić. Efekty: produkcja energii? Od stulecia nic się nie zmieniło. Samochody? To samo od pół wieku, kosmetyczne zmiany, drobne usprawnienia i koniec. Samoloty? Gwałtowny rozwój został zatrzymany. Ponoć "nic się nie opłaca" i "nie da się". Telewizory, radia i tym podobny sprzęt? No koniec, stoi w miejscu. Chemia, farmaceutyki? Stoją w miejscu, te same koncerny królują niezmienie. Metaluriga, huty, kopalnie? Od dawna stoją w miejscu. 

Tak, w każdej z tych dziedzin są jakieś zmiany, ale są one tak powolne i "rozsmarowane" na linii czasu że praktycznie się nie liczą. Nie umywają się nawet do tempa zmian sprzed uregulowania tych branż, i są spowodowane w większości implementacją osiagnięć IT, aniżeli rozwojem technologii podstawowych. W momencie jak je uregulowano - kto był na szczycie na szczycie pozostał, kto chciał wejść - już nie wszedł. 

Efekt tej stagnacji był niewidoczny dla tych, którzy dorastali w latach 50tych czy 60tych, którym obiecywano - na podstawie tempa ówczesnych zmian, trwających już 2 pokolenia; że zaraz nastąpi przyszłość jak z kreskówkowych "Jetsonów". Lata jednak mijaly i wszystko wyhamowało. Ludzie którzy dorastali o pokolenie później zaczęli jednak się temu stanowi rzeczy dziwić. Nastały lata 90te i wszystko jakby przyklapło. Te same samochody, sprzęty AGD, nic się nie zmieniało - było tylko odrobinkę lepsze, ale też nic specjalnego. Często ten sam sprzęt był sprzedawany w nowej obudowie i innym kolorze, to wszystko. To pokolenie zaczęło się zastanawiać wtedy na serio - gdzie ten postęp? Gdzie te kosmiczne miasta i latające samochody? Co jest, do diaska? 

Ich zdziwienie było tym większe gdy sięgnęli do swojej kieszeni i znaleźli tam smartfona. Wyglądało to tak, jakby cały postęp poszedł w to jedno małe pudełko. Tysiące aplikacji, programów, świat algorytmów i bitów. Jedynym, co wydawało się rozwijać był świat czipów i przede wszystkim software'u. Tutaj kolejne procesory przebijały bariery wydajności z regularnością tak wielką, że nawet ukuto na tej podstawie prawo, przewidujące podwojenie się możliwości sprzętu co półtora roku. Rozwój całej branży IT był oszałamiający, a wraz z nim eksplodował wkrótce Internet i jego kolejne coraz to bardziej nowatorskie zastosowania.  

Problemem nie jest brak innowacyjności w innych dziedzinach - stosy wynalazków, patentów i pomysłów kurzą się na półkach. Po prostu "nie opłaca się", "nie da się". Co jest więc grane? 

Ano to jest grane, że oligarchia. To, że nie ma sensu wdrażać czegoś nowego, skoro to ryzyko, koszty, a stare nadal się sprzedaje. Jeśli nie ma konkurencji próbującej przebić sie z czymś nowym, to niewiele trzeba, by pozostać na wierzchu. Imperium Rzymskie znało podstawy pozwalające na rozpoczęcie rewolucji przemysłowej - ale nie było sensu stosować pary do wykonywania pracy którą za darmo robili niewolnicy. Brak konkurencji powoduje stagnację. Brak konkurencji w starożytności był raczej czymś normalnym ze względu na ogólny brak wolności, i tym samym jej produktów. W świecie kapitalizmu jest czymś sztucznie wytworzonym – przez interwencję państwową. Przez zmianę prawa. Tak, by chronić interesy tych, co się już nachapali przeciwko tym, którzy wchodzą z nowymi pomysłami i mogą zabrać rynek, załamać zyski i odstawić na boczny tor, niszcząc w ten sposób prestiż, pozycję i wpływy. Status quo więc się broni. Za pomocą państwowej pałki. 

Dokładnie taka sytuacja jest teraz z technologiami IT, w tym z Internetem i przepływem informacji. Nieskrępowany przepływ informacji powoduje, że wygrywają nowe modele tworzenia treści i jej rozpowszechniania, stare zaś schodzą na margines i przestają być tak dochodowe. Koncerny medialne stworzone w schyłkowej fazie industrializacji i tuż przed erą cyfrową nie potrafiły i nadal nie potrafią wykorzystać rewolucji IT i zostają w tyle za gigantami z Doliny Krzemowej. Ale nie tylko za nimi. Byle "chłystek" z kamerą i darem wymowy "kosi" uznane gazety, telewizje, zgarniając absurdalnie wielką widownię. Gadające głowy z formaliny, jakimi są dziennikarze z telewizji, radia i innych przestarzałych mediów nie są w stanie konkurować, a rynek internetowy jset wbrew pozorom znacznie trudniejszy do opanowania niż ten tradycyjny, mimo iż to ten tradycyjny potrzebuje ogromnych nakładów pieniężnych by się udać. To właśnie brak konieczności tych nakładów tutaj (niskie bariery wejścia) powoduje, że konkurencja jest nieziemska. Profity indywidualne więc są znacznie mniejsze, stacji telewizyjnej z tego się utrzymać nie da. Cały ten kram koncernów medialnych więc musiałby pójść pod młotek i wszyscy ci zatrudnieni w nich ludzie musieliby zostać zwolenieni... ktoś wyobraża sobie taką restrukturyzację? No oni właśnie też nie. Dlatego się przed nią bronią. 

W kontekście światowym przepychanie"ACTA2" ma służyć temu by (głównie) niemieckie analogowe koncerny medialne i ich kopie z krajów Centrum Unii mogły się obronić przed konkurencją cyfrową z Doliny Krzemowej; na rynek wchodzą brutalnie też Chińczycy z gigantycznymi sukcesami. Europa w tym wyścigu się nie liczy bo nie ma żadnych firm z tej fazy rozwoju cywilizacji które cokolwiek by się liczyły. Jest zaściankiem. Politycznie jest jeszcze inny skutek - tak jak Chiny bronią się przed wpływem social media i Internetu jako czynnika destabilizującego ład polityczny; deligitymizującego władzę komunistyczną - tak samo dzieje się w UE. Koncerny medialne po dekadach koncentracji, wykupów - są wielkimi konglomeratami, mnogość tytułów i stacji jest tylko iluzją bo wszystkie są w posiadaniu garstki korporacji. Te korporacje zaś są sprzęgnięte z rządami swoich państw, które za ich pomocą moderują nastroje opinii publicznej. Wolna prasa nie umarła, tylko została wzięta pod narkozę. Jest ciężką ręką kontrolowana za kurtyną wolności słowa. Łatwość, z jaką można wykluczyć daną opinię z obiegu medialnego, uniemożliwić przeciwnikom politycznym dotarcie do wyborców - jest zatrważająca. Sytuacja pogarszała się z każdym rokiem; zmuszając do zyskania alternatywy wobec establishmentu polityczno-medialnego. Znaleziono ujście w postaci "internetów", gdzie niskie bariery wejścia i brak filtracji innej niż popularność umożliwiały dotarcie z swoją perspektywą do wielkiej ilości odbiorców. Wprowadzając "ACTA2" kraje Starej Unii upiekłyby dwie pieczenie przy jednym ogniu - wprowadziły de facto miękką cenzurę do sfery, która pozostawała poza ich kontrolą oraz broniły swój ład korporacyjny przed konkurencją z zewnątrz. Ten krok zaś umożliwiłyby następne, zacieśniające ten efekt. 

Kaczyński wychodząc i oświadczając, że rząd dyrektywę zastosuje, ale tak by jej nie zastosować - wykonał ruch niezywkle sprytny. Tak naprawdę nie powiedział nic, czego już by PiS nie zapowiedział; ale czyniąc z tego deklarację programową i wbijając ją w ramy walki o wolność i przeciw oligarchizacji osiąga kilka rzeczy na raz. Po pierwsze, PiS skorzystał na rewolucji internetowej - zbudował drugi obieg medialny który pozwolił mu przetrwać i wygrać wybory; bez kampanii w internecie, memów i przede wszystkim stron internetowych z prawicowym punktem widzenia które pozwoliły zbudować zaplecze dziennikarsko-gazeciane w późniejszych latach; nie wygrałby wyborów.  

Po drugie główne siły medialne w Polsce są zasadzone na starociach, i są jak z formaliny - opierają się na telewizji (lol), gazetach (lol lol) i radiu (lol lol lol) i są to siły PiS conajmniej nieprzychylne. Wszystkie one jak jeden mąż poparły dyrektywę. Uderzenie w nie to podwójny ruch, bo osłabia je w przyszłości wobec konkurencji internetowej a po drugie powoduje że ustawia je w pozycji interesownych graczy którzy krytykuja rząd nie dlatego bo jest za co krytykować ale dlatego bo mają w tym finansowy intereses – chcą zalazjdrować rynek i zagarnąć go dla siebie.  

Po trzecie PiS w ten sposób kontynuuje - czy raczej powraca do - narracji w której jest podział na naród oraz oligarchię która go wyzyskuje i z która PiS walczy, "Have and have nots". Po czwarte umieszcza to w międzynarodowym kontekście, wskazując że Unia jest po stronie oligarchii i ją wspiera, szkodząc narodowi a wspierając oligarchię; i że sama UE jest taką oligarchią (fakt iż połączoną niebezpośrednio z koncernami medialnymi Niemiec tylko ułatwia sprawę). Co uzasadnia spory z nią i słowa o obronie suwerenności. Obrona ta staje się kwestią życiową dla "have nots" bo to jedyny sposób w jaki mogą stać się "have".  

Po szóste wysyła w ten sposób wiadomość do innych antyestablishmentowych sił na Zachodzie i w Europie szczególnie, pozycjonując się na siłę, która broni wolności. Jeśli chodzi o drugi obieg na Zachodzie to Polska wyrosła tam na kraj godny naśladowania, który niczym paladyn broni wartości na których został zbudowany tenże Zachód; jest stawiana za wzór i uznaje się ją za przyszłość; służy też za inspirację. Wobec tego, że te antyestablishmentowe siły są ogólnie za walką z oligarchizacją UE i przeciw dogmatom lewicowo-liberalnym, wpisuje się to w ogólną strategię PiS która próbuje zmienić funkcjonowanie instytucji europejskich na takie które uzwględnią interesy Polski w większym zakresie niż było to do tej pory. Wzrost nastrojów anty-establishmentowych w innych krajach członkowskich, nieustanny marsz kolejnych partii "populistycznych" jak je nazywają media korporacyjne; wskazuje na to że istnieje duża szansa na zmianę układu sił. Jeśli populiści będą nadal wygrywać i rosnąć w siłe, a jest to wielce prawdopodobne, tedy Polska uzyskuje szersze pele manewru w nowym rozkładzie politycznym. Jeśli nie będą wygrywać, to nadal będą pełnić jednak rolę języczka u wagi zmieniając ton debaty publicznej w swoich krajach - bo jedyny sposób na utrzymanie władzy przez establishment jest albo dalsze zwalczanie populistów – które jest kontrproduktywne bo tylko ich wzmacnia długookresowo (brak adresowania problemów i zastrzeżeń potęguje problemy i zastrzeżenia); albo skaptowanie części ich postulatów by odbić wyborców. W tym drugim wypadku Polska będzie dysponowała większym kapitałem negocjacyjnym i punktami wejścia w politykę każdego kraju i wpływania na nią. Ograniczoną, bo jesteśmy jednak krajem bez instytucji i pieniędzy, ale jak się nie ma co się chce to starcza to, co jest.  

I wreszcie, po siódme, PiS oddziela się tym w sposób bardzo wyraźny od swoich konkurentów poltiycznych którzy jak jeden mąż poparli dyrektywę, chociaż PO miało pewne z tym problemy i jest wewnętrznie podzielone (jak zawsze, mimo oligarchicznej natury PO przyciągnęło też ludzi widzących interes publiczny, ale będąc uwikłanymi w strukturę oligarchiczną ich autonomia jest ograniczona). Jednak w świat informacja o tym że zagłosowało za dyrektywą już poszła. Opozycja więc postanowiła się w pozycji tego złego w narracji PiS, i ogłoszeniem "plusa" Kaczyńskiego dała się włożyć do trumny i zabić gwoździami. Z tego się już nie wykaraska. Została zapędzona do narożnika i musi bić się sama z sobą i tłumaczyć z tego jak się zachowała; dała się więc zamknąć w narracji PiS i musi działać zgodnie z jej logiką. Zaprzeczy - nic nie ugra; odrzuci - wyjdzie na głupków; pójdzie w zaparte - jeszcze bardziej straci. Może tylko minimalizować straty. 

Kaczaffiator pozamiatał. Fakt, że to on wyszedł i ogłosił "plusa" jest już ruchem dekapitującym opozycję i media; w ich narracji bowiem funkcjonuje jako dyktator, opresor, stary dziad nic nie ogarniający; zapluty karzeł reakcji i takie tam; więc fakt że padło to z jego ust tym bardziej ich rozwścieczy z jednej i zabije ćwieka z drugiej strony. Efekt ten nie byłby tak skuteczny gdyby to zrobił. np.Morawiecki. Zamiast tego Symbol Zła i Pisiorstwa wychodzi i mówi, że ma być wolność.  

Szapoba, panie Kaczyński.

Sulfur

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka