6 obserwujących
10 notek
29k odsłon
  2048   0

Piechotkowie - powstańcza młoda para, która zbudowała kraj

Maria i Kazimierz Piechotkowie.  Fot. Michał Dmitruk, źródło: Facebook/Piechotkowo/
Maria i Kazimierz Piechotkowie. Fot. Michał Dmitruk, źródło: Facebook/Piechotkowo/

Kazimierz: – Jeszcze w dniu wybuchu Powstania Jankowski był w punkcie na Elektoralnej, w lokalu, gdzie nocowałem, z zawiadomieniem, że Powstania nie będzie. A wkrótce potem poszliśmy o godzinie „W” na mobilizację na Karolkową, na Wolę.

Był starszym strzelcem, a potem podchorążym Zgrupowania „Radosław” batalionu „Pięść”, plutonu „Agatona”, który po powrocie ze Starego Miasta stanowił ochronę „Bora” Komorowskiego. Kazimierz walczył na Woli, Starym Mieście i w Śródmieściu. Wędrował kanałami tam i z powrotem, przeprowadzał ludzi z Kampinosu i wyprowadzał z Warszawy.

Kazimierz: – Jedno z najokropniejszych wspomnień, to jak nam kazali po nieudanym ataku na Dworzec Gdański zarejestrować stany oddziałów, które się uratowały. Przychodziło się do takiej siedzącej pod domem na WSM-ie grupy zmordowanych ludzi i tam się okazywało, że straty wynoszą dziewięćdziesiąt procent. To był szaleńczy pomysł, żeby z tym uzbrojeniem kazać zdobyć bunkry w Alei Wojska Polskiego. Bunkry żelbetonowe, karabiny maszynowe, a na to młodzi ludzie z parabelkami.

Maria: – Wciąż się miało nadzieję, wciąż się patrzyło na drugą stronę Wisły i na niebo. Z jednej strony czekało się, że Zachód coś pomoże, że będą jakieś desanty, z drugiej, że nareszcie ci zza Wisły się ruszą. I ta nadzieja tak opadała, opadała, opadała…

Pod koniec powstania Kazimierz zachorował na szkarlatynę. Maria czuwała przy nim w szpitalu. Pomagała rannym. Kiedy przyszli Niemcy, zapakowali ich w wagony i wieźli do obozu jenieckiego . Jak pamięta, załogi pociągów nazywały ich „Freiheitskämpfer”– „bojownicy o wolność”. 

Stanęli na bocznicy w Łodzi. Gestapo usiłowało ich zabrać do obozu koncentracyjnego, ale władze transportu się stanowczo się sprzeciwiły: „To są jeńcy wojenni”.

Wtedy były to tereny Rzeszy, ale przyszły ich zobaczyć tłumy ludzi. – Jechaliśmy z opaskami i ze sztandarami, w furażerkach, oni po tylu latach po raz pierwszy zobaczyli polskie orzełki i flagi. Wzruszenie było niesłychane. Śpiewali pieśni patriotyczne, przynosili nam mnóstwo paczek z jedzeniem, manifestowali, płakali. Na nas to robiło też ogromne wrażenie – relacjonowali Piechotkowie.

Wywieziono ich do obozu szpitalnego w Zeithain (Stalag IV B). On numer jeniecki 299878, ona 299561. Pracowała jako sanitariuszka, a następnie jako tłumaczka kart chorobowych. Mąż, po wyzdrowieniu, jako personel szpitalny.

Po wojnie nie wahali się, czy wracać do Polski – miała chorych rodziców. Zaryzykowali, wiedząc, że mogą „wylądować gdzieś na białych niedźwiedziach”.

Przyjechali do Warszawy już w 1945 roku. Zabolały ich plakaty, że „AK to zapluty karzeł reakcji”.  

Kazimierz: – To był wybór: albo las, albo w konspirację, albo do odbudowy.

Wybrali to ostatnie. Od początku zdecydowali, że się ujawnią. We wszystkich dokumentach pisali, że są z AK. Nie spotkały ich żadne represje, jak sądzili – zapewne miał na to wpływ ich fach. Warszawa była zupełnie nie do poznania: gdy ją opuszczali, była zrujnowana, ale jeszcze coś stało. Teraz zastali morze ruin.

Prof. Zachwatowicz zaoferował im pracę. Wspólnie opracowali nawet projekt odbudowy warszawskiej katedry św. Jana. W 1948 roku Piechotkowie założyli we dwoje spółkę autorską. Zaprojektowali m.in. zespół osiedli Bielany I-III (1951-1963), Instytut Doskonalenia Kadr Lekarskich przy ul. Marymonckiej (1958-1965), osiedla na Słodowcu (1963-1964) i w Alei Zjednoczenia (1964-1965). Napisali książki z historii architektury, m.in. poświęcone bóżnicom drewnianym. 

Wymyślili też autorską formę bloków W-70: „W” od Warszawy, „70” od roku, w którym miały powstać. Stawiało się je z modułów różnej wielkości i można było dopasować do miejsca. Oparta na zachodnich wzorach forma pomogła uchronić Polskę przed „leningradczykami” – topornym budownictwem architektów radzieckich.

Piechotkowo

image
Osiedle Piechotkowo na warszawskich Bielanach. Fot. Facebook/Piechotkowo 


Ich bielańskie dzieło zostało wpisane przez Stowarzyszenie Architektów Polskich na listę Dóbr Kultury Współczesnej. Dziś mieszańcy Starych Bielan nazwali ich fragment – między Aleją Reymonta a ulicami Żeromskiego, Przybyszewskiego i Schroegera – „Piechotkowo” - na cześć architektów. W 2016 roku na jednym z placów powstał mural przestawiający portret pary z powstania warszawskiego na tle biało-czerwonej flagi.  

Jego odsłonięcie nastąpiło 30 sierpnia – dokładnie w 72. rocznicę ślubu państwa Piechotków. Oboje, pytani po dziesiątkach lat, zupełnie niezależnie, co było dla nich najważniejszym momentem powstania, odpowiedzieli: – Nasz ślub.

– Obrączek do tej pory nie mamy. Sześćdziesiąt lat. Mimo wszystko te okoliczności wpłynęły pozytywnie na dalszy ciąg naszego małżeństwa – mówił Kazimierz w 2005 roku, rok po tym, jak obchodzili tak zwane brylantowe wesele, a na pięć lat przed śmiercią. Maria była przy odsłonięciu muralu. 


---

W tekście przytoczono m.in. wspomnienia powstańczej pary utrwalone przez Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego.



© Wszelkie prawa zastrzeżone.


image

Tekst ukazał się w ramach programu "Parasol Historii - Wspomnienie '44", którego organizatorem jest Grupa Maspex. Partnerem projektu jest Muzeum Powstania Warszawskiego.






Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura