6 obserwujących
10 notek
25k odsłon
1445 odsłon

Archiwum Historii Mówionej: Wytworzyliśmy modę na historię mówioną

Powstaniec warszawski Witold Kieżun podczas Powstania i po latach.
Powstaniec warszawski Witold Kieżun podczas Powstania i po latach.
Wykop Skomentuj25

– Toczyliśmy bój do godziny 22, rozproszeni w różnych zabudowaniach. Nie było jednolitego frontu i zginęło wielu naszych kolegów. Byliśmy z kimś, rozmawialiśmy, a za chwilę tego człowieka nie ma… Gdy ma się 15 lat, człowiek nie bardzo jest przygotowany na takie rozstania. To duże przeżycie. To człowieka hartuje, jakby bardzo wydoroślał – opisuje swój pierwszy powstańczy dzień Wiktor Walasiak „Lopek”, strzelec zgrupowania „Żyrafa”. 1 sierpnia 1944 roku jako nastolatek walczył na Żoliborzu. 

To fragment jednego z czterech tysięcy wspomnień, które zgromadziło Archiwum Historii Mówionej (AHM). Od początku istnienia (2004) Muzeum Powstania Warszawskiego nagrywa rozmowy z żołnierzami Armii Krajowej, bohaterami wydarzeń z 1944 roku, żyjącymi w kraju i za granicą. Ale też z cywilami, którzy byli wtedy w Warszawie i mimowolnie zostali świadkami wstrząsających historii. Ma ostatnie chwile na zebranie ich relacji, bo to pokolenie osiemdziesięcio- i dziewięćdziesięciolatków.

– Matematyka jest bezwzględna i o ile kiedyś bywały lata, że nagrywaliśmy 400 wywiadów rocznie, o tyle od dwóch–trzech lat udaje nam się nagrać może 10–20 rozmów w roku. I to już nie z samymi powstańcami, ale osobami cywilnymi, często pamiętającymi te czasy z dzieciństwa – przyznaje kierownik AHM Jan Radziukiewicz.

Na początku świadkowie czasów bali się kamery, że źle wypadną, że się skompromitują. Dziś – jeśli jeszcze mają siły – sami nalegają, by ich nagrać. – Wytworzyliśmy modę na historię mówioną. Oswoili się trochę z technologią, dzięki wnukom wiedzą, że Internet nie jest straszny. Często też jest to presja rodziny, która chce utrwalić te wspomnienia, mając świadomość, że ich bliscy się starzeją i za chwilę może zabraknąć ich relacji bezpośredniej – dodaje szef AHM.

Te osobiste historie składają się na poruszającą opowieść o śmierci, bólu, strachu, rezygnacji, ale też o wcześniejszej radości z podjętej walki i gasnącej nadziei, gdy bezskutecznym oczekiwali na wsparcie aliantów. Opis powstania przez jego uczestników jest o wiele bardziej przejmujący, niż najlepsze przekazy historyków.

Irena Gadzińska (w Powstaniu: Sobiecka, ps. „Irena”), łączniczka, zgrupowania „Róg”, batalion „Bończa” (szlak bojowy: Wola, Śródmieście): – Kiedy się spodziewałam [dziecka], byłam najbardziej przydatna w zgrupowaniu. Bez przerwy kursowałam, przenosiłam krótką broń i prasę. Po przyjściu na świat mojej córki, nie wycofałam się nawet na moment. Razem z wózkiem i z dzieckiem wędrowałam. 1 sierpnia wieczorem wyruszyłam tam, gdzie się zbierało nasze zgrupowanie, na Elektoralną 2, do Ministerstwa Przemysłu i Handlu. Tam szykowałyśmy dla swoich chłopców jedzenie, przygotowywałyśmy bandaże. (…) Wkroczyli do nas „ukraińcy”. Nawet na samą myśl, co się działo, mam w tej chwili na sobie gęsią skórę. Wyprowadzili nas (…) do kościoła Świętego Karola Boromeusza. (…) Idąc tam, zatrzymali nas przy ulicy Solnej i wybrali młode dziewczyny do domu publicznego. (…) Mężczyzn zabrali, rozstrzelanych i powieszonych widzieliśmy w Hali Mirowskiej. (…) Pognali nas do kościoła Świętego Wojciecha. Z lewej strony teraz stoi kapliczka, zresztą stała, tylko w innym miejscu. [Tam] były tak potworne sterty trupów, że to się nie da opisać. Rozstawili nas do rozstrzelania. Mordowali nas kilkanaście minut. Wszyscy się cofali do tyłu, a ja stanęłam na przedzie z dzieckiem i sobie [myślę], żeby najpierw Ewunię, a potem mnie, żeby ona nie została, broń Boże, [sama]. Mordowali nas kilkanaście minut, żeby nam powiedzieć, że zabrakło naboi. (…)

Wojciech Borsuk „Kajman”, plutonowy podchorąży, batalion „Sokół” (szlak bojowy: Wola, Śródmieście): – W momencie wybuchu powstania, czy też przed samym wybuchem, miała przyjechać riksza i przywieźć nam broń. Nie przyjechała, broni nie przywiozła. Deszcz zaczynał padać, drewniany barak, tam byliśmy skoncentrowani. Cisza, nie wiemy co dalej robić. Jakiś dozorca z sąsiedniego bloku zorientował się, że my jesteśmy bez broni, powiedział, że on wie gdzie są butelki zapalające. I na wózku przywiózł nam ze 30 tych butelek. Każdy dostał tą butelkę.

Wiesław Klempisz „Brzeziński”, strzelec zgrupowania „Żniwiarz” (Żoliborz): – Leżeliśmy sobie u mnie na strychu przed zaśnięciem, mówię: „No, chłopaki, prawdopodobnie będzie powstanie, jakie kto ma przeczucie?”. No i tak – jedni mieli, drudzy nie mieli. Tak sobie zapamiętałem, że mój kolega „Bronek”, ni z gruchy, ni z pietruchy, mówi: „A ja bym nie chciał dostać w brzuch”. I pierwszego dnia dostał.

Wolontariusze Muzeum, którzy prowadzą wywiady, często sami są wstrząśnięci opowieściami, choć w 60 procentach to już nie są ani nasto-, ani dwudziestolatkowie. – Założenie na początku było takie, że rozmowę prowadzi wnuk z dziadkiem, jednak okazało się, że zaufanie budzą i najlepiej prowadzą wywiad osoby starsze i z jakimkolwiek doświadczeniem dziennikarskim. Mają większą cierpliwość, wiedzę, dobrze poruszają się po Warszawie, a czasami przypomnienie adresu, ulicy, pozwala pociągnąć opowieść dalej – mówi Radziukiewicz.

Wykop Skomentuj25
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura