0 obserwujących
520 notek
248k odsłon
  501   0

Będzie nic, czyli polemika z nienapisanym tekstem HareM -a

Wypada zacząć od stwierdzenia porządkującego.

Wszystko, co wydarzy się na euro2012 i wokół euro2012, ze szczególnym uwzględnieniem reprezentacji Smudy, będzie papierkiem lakmusowym "systemu Tuska", jako takiego.

To logika, zaprezentowana ostatnio przez wyrusa vel Liverpoola, będąca zarazem twórczym rozwinięciem koncepcji samego Donalda Tuska z czasów jego opozycyjności, jakoby każdy śmiertelny wypadek na polskich drogach, szedł na konto bezdzietnego kawalera, bez prawa jazdy, który, tak się złożyło, iż był wówczas premierem. Oto jak dzisiejsza opozycja, równa do standardów wyznaczonych przez poprzednią. Pogratulować.

 

A teraz do rzeczy.

Reprezentacja Polski na euro 2012, wypadnie fatalnie, ba napisać fatalnie, to nic nie napisać. To będzie katastrofa, której nie przebiją nawet "wyczyny" kadry Beenhakkera sprzed czterech lat.

W trzech meczach grupowych, nie zdobędziemy choćby punktu, nie strzelimy gola.

Dlaczego?

Bo jesteśmy wciąż futbolowym trzecim światem. Wciąż szorujemy po dnie pełnym mułu, zachłystujemy się remisami w gierkach z Niemcami, czy Portugalią, którzy grę z nami traktują w przerwie rozgrywek klubowych, jako zło konieczne, zbędny wysiłek. A przy okazji sami piłkarze dostarczają coraz to nowych argumentów za tak postawioną tezą.

 

Wszystkie drużyny biorące udział w tym turnieju, za ostatnich przeciwników w grach towarzyskich, wybrały sobie reprezentacje o których można powiedzieć wiele, ale bynajmniej nie to, że są futbolowymi kelnerami.

Zaraz, zaraz...Wszystkie? No tak, tylko Polska grała z Andorrą, by, uwaga - strzelić kilka bramek, poczuć siłę i się wyluzować w miłej atmosferze przed euro. Był co prawda kilka dni wcześniej "sprawdzian" ze Słowacją, ale okoliczności rozegrania tego meczu, urągały jakiemukolwiek widowisku piłkarskiemu.

Czy tak zachowuje się gospodarz turnieju, pewny swojej siły? Nie. Tak zachowuje się zakompleksiona, niestabilna, rozwydrzona grupa ludzi, którzy nie mogąc wygrać w zasadzie z żadną z topowych drużyn europejskich, funduje sobie przeciwnika na którego tle, może pokazać swoją "siłę" i leczyć kompleksy słabeusza.

Sam mecz, także dostarczył kilka "kwiatków".

W przerwie nasi zawodnicy wprost żalili się do kamer, że przeciwnicy grają na poważnie i miast drogę do bramki bramkarza Andorry, wyściełać czerwonym dywanem, ci złośliwcy nie tylko postanowili się bronić, ale w dodatku bezczelnie w tym celu używali fauli na polskich gwiazdorach, jako środka obronnego.

Nie wiem, ile są teraz warte drogocenne nogi Roberta Lewandowskiego, ale wiem, że na treningu reprezentacji Anglii nikt nie kalkulował, nikt się nie oszczędza. Jeden z zawodników złamał drugiemu szczękę, a Frank Lampard tak naciągnął mięsień, że jego występ w turnieju jest wykluczony.

Oczywiście, że lepiej jest, gdy w kadrze do kontuzji nie dochodzi, gdy wszyscy najlepsi są zdrowi, ale to, co mówią i wyprawiają w tej kwestii Polacy, już nawet nie ociera się o groteskę, to jest coś jeszcze gorszego.

Ekipa kilkunastu wyrobników, co najwyżej solidnych rzemieślników, rębajłów, dopomina się dla siebie szacunku, atencji godnej najwybitniejszych mistrzów, wirtuozów tego sportu. Świat staje na głowie.

Błaszczykowski zasapany za pośrednictwem kamery apelujący, do ludzi, którzy w piłkę kopią pół - amatorsko, bądź amatorsko, aby "nie faulowali, nie kopali po kostkach, bo przecież wszyscy wiemy, po co tu jesteśmy", to jest kpina z tego zawodu. Jeśli takie słowa mówi jeden z dortmundzkich gwiazdorów, który na niemieckich murawach potrafi zostawić serce i płuca, zdrowie. Jeśli te słowa padają z ust kapitana reprezentacji Polski, to ja nie mam więcej pytań. Wiem, że w tej roli, zostawił swój rozum, gdzieś głęboko w szatni, ukryty w treningowej torbie.

Często mówi się, a bryluje w tych stwierdzeniach redaktor Szpakowski, że oto Polacy odkąd pierwszy raz prosto kopnęli piłkę na poziomie rozgrywek międzynarodowych, preferują grę z tak zwanej kontry (i są w tym elemencie ponoć groźni!).

Jak są groźni, pokazali na tle Andorry, nie kto inny, jak Lewandowski z Błaszczykowskim. Takie "kontry", przeprowadzałem z kolegami, gdy ledwo odrastałem od ziemi. Biegliśmy we dwóch, trzech, naprzeciwko nas osamotniony bramkarz, a my chcieliśmy strzelić jak nabardziej efektowną bramkę. Ja podaję do ciebie, ty do mnie, ja do kolegi.... Chyba nie muszę dodawać, że w 99% przypadków takiego kombinowania, piłka lądowała w rękach bramkarza, albo gdzieś obok bramki.

Dlaczego po tym, co zobaczyliśmy przy Łazienkowskiej, mam wychodzić z założenia, że przeciwko Grecji pojutrze, ta kadra zagra diametralnie inaczej, skuteczniej, ciekawiej, z pomysłem, po prostu lepiej?

Przecież nikt, nie zafunduje nam w tym meczu karnego z kapelusza. Grecy są mistrzami świata i okolic w przeszkadzaniu, zanudzaniu przeciwnika, a przy tym posiedli sztukę nieznaną naszym piłkarzom. Są bardzo konsekwentni przy stałych fragmentach gry i to zarówno, gdy bronią, a już przede wszystkim, gdy atakują.

Czarno to wszystko widzę. Ipiszę to ze świadomością tego, że być może przesadzam, prowokuję i burzę idylliczną procedurę nadmuchiwania balona narodowych oczekiwań, który to balon pękał z hukiem po każdym pierwszym meczu reprezentacji Polski na wielkim turnieju w XXI wieku.

Teraz będzie podobnie.

Mecz z Rosją, będzie niestety przypominał ten z Portugalią z 2002, a Czechy staną się dla nas Chorwacją z 2008.

Jeśli się pomylę, oczywiście odszczekam. Z miłą chęcią to zrobię. Tylko niech w końcu, ta grupa nabrylantowanych, wydepilowanych mazgajów, pokaże wreszcie na wielkim turnieju, u siebie w domu do diaska, że mają jaja!

Na wszelką okoliczność, szczypta wybitnej muzyki nie zaszkodzi :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale