0 obserwujących
273 notki
125k odsłon
  491   0

Prawicowa publicystyka środka w formacji młyna

 


Mętlik jest niezły. Świat się chyba kończy, skoro nawet redaktor Sakiewicz usłyszał pod swoim wpisem, w Salonie, znaną śpiewkę o "siedzeniu na barykadzie", tradycyjnie intonowaną przez partyjnych dogmatyków dla dodania sobie animuszu. Umiarkowani prawicowi publicyści - jeszcze parę lat temu, wydawało się, swobodni gracze dużego kalibru - uformowali zaś coś na kształt połówki młyna, charakterystycznego dla gry w rugby, i przemieszczają się, napierani z różnych stron, po rynku prasowym to tu, to tam, niebezpiecznie w kierunku narożnika. Komplikacji dopełnia fakt, że zdeklarowani zwolennicy PiS trzymają teraz stronę byłej załogi "Uważam Rze", choć do tytułu odnosili się zawsze z rezerwą, a właściciel deklaruje, że właśnie w nowym wydaniu tygodnik celniej trafi w ich oczekiwania.


Jeśli z tego chaosu można wysnuć jakieś klarowne wnioski co do przyszłości "czwartej władzy" w Polsce, to są to wnioski niewesołe. Utrwala się tendencja do politycznej polaryzacji mediów, a co za tym idzie, degradacji ich jakości. "Powstanie" autorów "Uważam Rze" przeciw wydawcy wpisuje się w ten trend, obciążone bowiem grzechem pierworodnym "sprawy trotylowej" nie może uchodzić za wojnę jednoznacznie sprawiedliwą. Cokolwiek by złego nie domniemywać na temat pana Hajdarowicza i jego intencji, Cezary Gmyz napisał dwa fatalne, nieprofesjonalne teksty, nielicujące zwłaszcza z pierwszą stroną tak poważnej gazety, jak "Rzeczpospolita", a jeszcze gorzej zachował się potem, konsumując solidarną postawę kolegów bezrefleksyjnie i bezwstydnie. Załoga tygodnika, podnosząc w sporze kwestie natury etycznej i zawodowej, popada w sprzeczność z używanym jednocześnie argumentem, iż właściciel "zarzyna kurę znoszącą złote jajka". Niebezpiecznie modne staje się określenie "tekst źle napisany", rozmywające odpowiedzialność za publikację. W ten sposób, umiarkowani prawicowi publicyści tracą bezwzględną sympatię swojej dotychczas najlepszej publiczności - umiarkowanych prawicowych czytelników. Można to porównać do sytuacji PiS w roku 2007 i później, gdy partia straciła poparcie bardziej wymagającej, krytycznej części wyborców, dzięki której wygrała w 2005. Publicyści prawicowego "środka" są jednak w o tyle gorszej sytuacji, że jeśli stracą zaufanie tych odbiorców, nie pozostanie im już żaden "twardy elektorat".


Marzeniem wielu czytelników jest uniwersalna, niepartyjna gazeta lub inne medium, szanujące wartości konserwatywne, lecz otwarte na różne poglądy i dyskusję, proponujące pogłębione analizy zamiast ideologicznych bijatyk. Tytuł, którego "niezależność" polegałaby na czymś innym, niż promowanie płytkich, wpisujących się w partyjną wojnę tekstów "z lewa" i "z prawa". "Uważam Rze", choć w sposób wielce niedoskonały, częściowo spełniało te wymagania. Co teraz? Wielu naczelnych redaktorów pism pozostających na rynku próbuje wykorzystać sytuację, puszczając do osamotnionej publiczności oko. Są to jednak gesty zbyt nieśmiałe lub pozorne. Dla Zaremby, Semki i ich kolegów nie widać jak na razie dobrej konkurencji. Póki co, pozostaje trzymać kciuki, aby nie dali się wypchnąć, czy to całkiem z rynku, czy na pozycje skrajne. Być może, jednak, powinni w tym celu rozluźnić uścisk i przegrupować się w inną formację.
 

 

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale