16 obserwujących
132 notki
94k odsłony
459 odsłon

Broń masowego rażenia dla Polski

Wykop Skomentuj21

Kiedy kończyła się II Wojna Światowa i oczywiste było, że Polska stanie się kolonią sowiecką, wśród polskiej lewicy, która zawsze zdradziecko wysługiwała się sowietom, ukształtowały się trzy grupy. Pierwsza, to kompletnie pozbawieni hamulców moralnych łajdacy, którzy - jak pisał ich apologeta K.I. Gałczyński - by zarobić na „bułeczkę i szyneczkę”, sprzedali się Moskwie. Przykładem tej grupy był J. Putrament, który wydał NKWD własnego ojca. Druga grupa, to dogmatycy lewicowi, dziś zwani lewakami. Jak rodzina Mołojców, czy W. Gomułka. Trzecią, ale z biegiem czasy najliczniejszą grupę stanowili różnego rodzaju Konrady Wallenrody, do której grupy zaliczali się: E. Gierek, P. Jaroszewicz, A. Zawadzki, H. Jabłoński, czy St. Kania. Usiłowali oni znaleźć sposób, by wyzwolić się z kolonialnego położenia.
Cała lewica zdawała sobie sprawę, że Polska jest kolonią sowiecką, ale - jako alibi dla swojej kompradorskiej postawy, podawała dwa argumenty. Po pierwsze: Anglosasi nas sprzedali moskalowi. Po drugie: Polska odzyskała prastare ziemie polskie, na których przez wieki łapę trzymał Niemiec. Ten drugi argument był dość słaby, bo Polska jednocześnie straciła ponad połowę swojego terytorium. Jednak lewica usiłowała tak zwanymi ”Ziemiami Odzyskanymi”, jak tarczą, bronić się przed zarzutem całkowitej zdrady narodowego interesu. Atoli po zabójstwie Stalina, Beria zaczął sondować Niemców, czy za oddanie im Polski Zachodniej i Berlina, nie byliby skłonni wspomóc sowiety i zdystansować się od USA przechodząc na pozycje neutralne. Po zabójstwie Berii, Chruszczow poprzez swojego zięcia znów powrócił do tematu oddania Niemcom Berlina i Polski Zachodniej. Był to już 1956 rok i PRL administrował, jako przedstawiciel sowietów, W. Gomułka. Ów ortodoksyjny, dogmatyczny socjalista przestraszył się, że Moskwa dogada się z Bonn i nawet tak rachityczne alibi, jak Polska Zachodnia przestanie funkcjonować w orężu propagandowym lewicy. Oczywiście, jak każdy tchórz, postanowił się zasłonić przed taką perspektywą „papierami”. Dlatego podpisał z Niemcami dość żałosną umowę, która w jakiś sposób, niby komplikowałaby ruchy Moskwy. Jednak zarówno defensywa, jak i wojsko w PRL, wiedziały, że te „papierowe armaty” nie są warte nawet papieru, na którym je spisano. Dlatego, gdy tylko władzę objął E. Gierek, przystąpił on do budowania polskiego potencjału nuklearnego w oparciu o reaktor „Maria”, w Świerku pod Warszawą. E. Gierek nie miał do Moskwy żadnego zaufania. W rozmowach z Prymasem Stefanem Wyszyńskim, gdy Prymas powiedział, że w Polsce zawsze jest przeciąg, bo drzwi na wschód i na zachód są ciągle otwarte, Gierek odpowiedział, że te na wschód trzeba zamknąć. W efekcie tej polityki i działań późniejszych prezydentów - Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego, do 2009 roku Polsce udało się zgromadzić 700 kilogramów materiału wystarczającego do zbudowania 32 – 35 bomb atomowych. Jednocześnie Polska znalazła się w ekskluzywnym gronie 10 krajów, które są w stanie błyskawiczne zbudować arsenał atomowy. Sytuacja ta przerażała zarówno Berlin, jak i Moskwę. Ostatecznie pozycja tych krajów, w znaczeniu międzynarodowym, zależy od tego, czy Polska jest „wycieraczką świata”, czy nie. Posiadanie broni masowego rażenia, czy błyskawiczna możliwość jej zbudowania, wyklucza szansę na traktowania danego kraju, jako „pole niczyje”. Dlatego w Berlinie i w Moskwie zabiegano o to, by Polaków pozbawić szansy na jakąkolwiek suwerenność militarną. W 2009 roku D. Tusk zawarł poufną umowę z Putinem, przy całkowitej obojętności prezydenta L. Kaczyńskiego, na wywiezienie z Polski do miejscowości Majak w Rosji, 700 kilogramów plutonu. Po objęciu rządów przez J. Kaczyńskiego w 2015 roku, w Polsce było jeszcze 32 kg materiału, co dawało możliwość szybkiego odbudowania potencjału atomowego. JK nie tylko pozwolił wywieść owe 32 kilo, ale jeszcze wpuścił „specjalistów”, by zablokowali możliwość reaktora „Maria” produkowania materiału rozszczepialnego. Amerykanie to zachowanie nazwali „kreatywnym i ekscentrycznym” podejściem establishmentu polskiego do bezpieczeństwa własnego narodu. W ten sposób Polska spadła z pozycji państwa suwerennego na miejsce „pola niczyjego”, jak Włochy, Belgia lub inna Ghana. Znów staliśmy się żałosnym przedmiotem polityki międzynarodowej. Państwem, które byle chujek może skopać.
Szczególnie ujawniło się to w konflikcie o Ukrainę, gdy Polska - kraj najbardziej zainteresowany w pomyślności Ukrainy, została wyrzucona przez Niemcy i Rosję od dyskusji o swoim najbliższym sąsiedzie.
Oczywiście, Ukraina znalazła się w stanie grabienia jej przez Rosję, gdyż zrezygnowała z broni masowego rażenia, a swoje terytorialne bezpieczeństwo oparła o „ szpargały”, jakie podpisały mocarstwa atomowe kłamiąc w nich, że gwarantują całość terytorialną Ukrainy. Dziś Ukraina nie ma już Krymu, wschodnia Ukraina jest regularnie okupowana przez Rosję, a Moskwa proponuje w ogóle rozbiór Ukrainy argumentując, iż państwo to jest tworem sztucznym. Podobnie zaczęła bredzić Moskwa na temat Polski Zachodniej, proponując Berlinowi nowy rozbiór Polski, czemu na razie bardzo chętnie przyklasnęliby wieczni „przyjaciele” Moskwy - socjaldemokraci wszelkiej maści. Oczywiście sytuację tę zawdzięczamy „wielkim polskim patriotom”. Owi, pytani o ich haniebne zachowanie, tłumaczą, jak magnateria w XVII i XVIII wieku, iż słabość Polski jest najlepszym gwarantem bezpieczeństwa kraju. Oznacza to, że najbezpieczniej jest w takim domu, który miast drzwi ma wielkie dziury, przez które każdy bandyta może się dostać do środka. Wysnuwają również brednie, że Polska nie mając możliwości riposty nie zostanie zaatakowana przez Moskwę. Zaś gdyby Polska miała możliwość odwetu, to wówczas na kraj nasz, Moskwa uderzyłaby bronią masowego rażenia. Oczywiście, ta argumentacja, to stek bzdur. Moskwa nie przewiduje ataku atomowego tylko na jeden kraj w Europie, czyli Francję, gdyż ta jest trzecią potęgą nuklearną i jest w stanie zaatakować zarówno z lądu, jak i z nuklearnego lotniskowca, czy ze swoich super nowoczesnych łodzi podwodnych, również o napędzie atomowym, które - wyposażone w głowice atomowe - nieustannie krążą po oceanach. Ależ głupi ci Francuzi, przecież mogliby się rozbroić i już tam Rosjanie by o nich zadbali pospołu z Niemcami.
W przypadku konfliktu, Moskwa przewiduje pierwsze uderzenie na Warszawę, Poznań i Rotterdam. Moskwa przyjęła taktykę salami i błyskawicznych uderzeń. Tak, by przeciwnika unicestwić natychmiast. Polska zostanie, w przypadku nie posiadania broni masowego rażenia, natychmiast zaatakowana bronią atomową, gdyż według Moskwy, to gwarantuje poddanie się Polski, błyskawiczne. Dwa, w takiej sytuacji: rozpad NATO oraz przejęcie Europy - wieczny cel polityki rosyjskiej - przez Moskwę. Rosjanie liczą na to, że Amerykanie w obliczu rozpadu Polski nie zaryzykują konfliktu nuklearnego z Rosją. Tym bardziej, że dezinformacja sowiecka/rosyjska działająca w USA, zmitologizowała broń atomową i nuklearną, jako przysłowiowy koniec świata, gdy tymczasem wiadomo od czasu wojny koreańskiej, że jest to środek militarny, jak każdy inny i bez udziału regularnej armii, gdy druga strona również posiada broń masowego rażenia, uderzenie atomowe nie gwarantuje sukcesu, a koszty odwetu mogą być dla agresora koszmarne. Tylko kraj pozbawiony możliwości odwetowych jest łatwym łupem dla atomowego bandyty. Dlatego Izrael posiada broń atomową, czym skutecznie odstrasza wszelkich agresorów i ich możnych przyjaciół. Dlatego też Iran ryzykując całym swoim istnieniem dąży do posiadania broni masowego rażenia, gdyż tylko ta uczyni z Persów równoprawnych partnerów wobec ich przeciwników.
Obecnie w USA zarysowuje się tendencja do obdarowania swoich najwierniejszych sojuszników możliwościami riposty atomowej wobec bandytów i wichrzycieli światowych. Przyjęcie takiej taktyki przez demokrację amerykańską odciąża USA od konieczności ciągłego monitorowania i reagowania w sytuacji, gdy atomowy bandyta uruchamia swój potencjał. Poza tym USA zostaje uwolnione, od konieczności zadania uderzenia odwetowego. Operację tę może wykonać koalicjant we własnym zakresie. Jednocześnie, sojusznik USA uzyskuje możliwość skutecznej obrony własnej w oczekiwaniu na wsparcie Waszyngtonu. Bandyta atomowy musi cofnąć się w swych zapędach.
Moskwa dobrze wie, że atomowa riposta natychmiast spowodowałaby rozpad ich totalitarnego państwa na suwerenne republiki, które chciałyby uchronić swój potencjał. Pani Ambasador USA Georgette Mosbacher - nota bene najlepszy ambasador USA w Polsce od wieku, osoba, która rzeczywiście wspaniale kompiluje interesy USA z interesami RP – ujawniła, że broń atomowa będąca w Niemczech mogłaby spokojnie znaleźć się w Polsce, a to by tylko scementowało wieź naszych dwóch państw. Obecność broni masowego rażenia w RP zwiększa potencjał obronny NATO i USA, zwłaszcza w sytuacji, gdy Moskwa wysuwa roszczenia terytorialne wobec Waszyngtonu oraz buduje dwadzieścia lodołamaczy atomowych, które w każdej chwili mogą posłużyć w ataku na kraj Lincolna od północy. USA już zrozumiały, że tożsamość ideowa i kulturowa między Moskwą a Pekinem powoduje, że te dwa kraje w razie konfliktu z potęgą demokratyczną, połączą siły, gdyż celem głównym tych podmiotów, jest zniszczenie demokracji, jako stałej alternatywy dla ich kultury niewolnictwa. Dlatego Polska z bronią masowego rażenia jest dla Moskwy stu procentowym zapewnieniem, że wszelkie wichrzycielstwo spotka się z adekwatną odpowiedzią. Polska staje się w ten sposób swoistym lotniskowcem USA w kontrolowaniu tej części świata. Jednocześnie, marudzenie Berlina i różne fochy czynione przez Niemców, którzy chcą mądrzyć się w zakresie polityki zagranicznej, czy nawet wewnętrznej w USA, skutecznie zostaną zlikwidowane. Dla Polski i USA budowanie międzymorza stanie się o wiele szybsze i skuteczniejsze, bo kraje naszego regionu otrzymają namacalny dowód, że amerykańska demokracja przestała tkwić w XX wiecznych hamletycznych dylematach i zrozumiała, że na wschód od Odry istnieje potężna siła, którą skutecznie można użyć w razie zagrożenia demokracji.
Federalizacja Polski, Ukrainy, Słowacji i Czech oraz możliwość przystąpienia do tej federacji innych krajów naszego regionu, stałaby się o wiele atrakcyjniejsza, gdyby w naszym regionie istniał parasol ochronny broni masowego rażenia, którego możliwość użycia byłaby w rękach federacji. Powstanie takiej siły pokrzyżowałoby plany tym siłom, które dążą do usunięcia USA z pozycji, jaką to mocarstwo demokratyczne słusznie obecnie zajmuje. Pierwszym skutecznym krokiem do realizacji celu – dalszego poszerzania obszarów demokracji i bezpieczeństwa oraz rozwoju kapitalizmu – jest wyposażenie Polski w możliwość posiadania szeroko rozumianej broni atomowej. Tak jak to uczyniono w Pakistanie i skutecznie zniwelowano możliwość agresji ze strony Indii, nie mówiąc o zbliżeniu między tym azjatyckim mocarstwem a Rosją.
Pomijając agenturę niemiecką, czy rosyjską, Polacy, jako naród zdają sobie sprawę z konieczności posiadania skutecznych środków obrony i jako kraj boleśnie doświadczony przez brak możliwości adekwatnej obrony - tym chętniej powitają broń atomową w Polsce.             


Wykop Skomentuj21
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka