14 obserwujących
108 notek
70k odsłon
365 odsłon

Czy fellatio zniszczy Polski Naród?

Wykop Skomentuj38

Dla niezorientowanych: fellatio, to fachowe określenie stymulacji męskiego członka oralnie – ustami, językiem, etc.
Przez Polskę - za sprawą genialnej artystki, konceptualistki Natalii Lach – Lachowicz i jej dzieła „Sztuka Konsumpcyjna”, zrealizowanego w roku 1972 - biegnie medialny front między siłami wolności i demokracji, a kohortą totalitaryzmu i zniewolenia.
W czasach PRL, na które przypada wspaniały rozwój konceptualizmu, sztuki plastyczne zostały podporządkowane zadaniom propagandowym socjalizmu i wszelkie przejawy prawdziwej twórczości artystycznej były bezwzględnie tępione. Jednak prawdziwi artyści nie poddawali się i tworzyli swój fenomenalny, wysublimowany świat, który podejmował dyskurs z totalitaryzmem i problemami ówczesnej współczesności.
Konceptualizm był tym rodzajem twórczości, który nie dawał się łatwo zaszufladkować, a co za tym idzie - poddać cenzurze. Dlatego konceptualiści wystawiali swoje prace, a one były zazwyczaj z wrzaskiem socjalistycznych biurokratów zdejmowane z galerii wystawowych. Jednak prawdziwi artyści nie dawali się zastraszyć. Ich prace są dla nas dziś nadzwyczaj cenne, gdyż już wówczas sztuka konceptualistów, zwłaszcza w dziełach Natalii LL, nie tylko walczyła o przestrzeń wolności, co było oczywiste w kraju skolonizowanym przez Azjatów moskiewskich, ale również podejmowała dyskurs, który przenikał sztukę w krajach wolnych od totalitaryzmu. To za sprawą artystów plastyków, polska sztuka była równoprawnym partnerem artystów w krajach wolnych.
Totalitaryzm w gruncie rzeczy dobrze służył sztuce plastycznej, gdyż pogłębiał zagadnienia, z którymi bój toczyli artyści spoza „żelaznej kurtyny”. Ich sztuka dotyczyła kondycji człowieka, ale w sferze relacji człowiek – człowiek. Tymczasem w PRL genialni artyści plastycy pogłębiali ten dyskurs o przestrzeń: człowiek – człowiek – wolność – zniewolenie, etc. Przez to ich twórczość nabierała cech prawdziwej tragedii antycznej.
W „Sztuce Konsumpcyjnej” genialna artystka znajduje przełożenie na język wyrafinowanego przekazu posługującego się metaforą plastyczną, zarówno stawiając pytania o wolność artystyczną, jak i granice przenikania się erotyki, pornografii oraz ukazania przemian w postrzeganiu związków między kobietą a mężczyzną. Za sprawą niewinnego rekwizytu, artystka budzi u odbiorcy całe spectrum jego doświadczeń w odczytywaniu kodu piktograficznego. Równocześnie kod ów uświadamia nam przemiany, jakie w owych latach (60 – 70 XX wieku), poprzez rewolucję seksualną, zachodziły w postrzeganiu się wzajemnym obu płci. Kobieta w „Sztuce Konsumpcyjnej”, ze zwyczajowego obiektu pasywnego seksualnie – zabawki, staje się aktywna, a mężczyzna przekształca się w obiekt pasywny - gadżet. Ta zamiana ról jest doskonale opowiedziana przez Natalię LL, bez używania ikonografii pornograficznej. Niewinny rekwizyt jest i nie jest wyuzdany, w zależności od wrażliwości odbiorcy i jego doświadczenia percepcji piktografii. 
Seks był w owych czasach bardzo tępioną sferą ludzkiej działalności. Dopuszczano seks, tylko w wymiarze pornograficznym lub prokreacyjnym. W filmie Jana Batorego „Dancing w kwaterze Hitlera” (1968 rok - produkcja, publiczny pokaz - 1972 rok), seks pełnił rolę oczywistego wabika dla spragnionych nagości, zwłaszcza, że dopuszczono również męską nagość. Jednak nagość ta była rubaszna, pornograficzna i nie niosła z sobą żadnego przesłania artystycznego, a więc z punktu widzenia reżimu była bezpieczna.
Tymczasem „Sztuka Konsumpcyjna” obnażała wszystkie te zabiegi totalitarystów. Natalia Lach – Lachowicz dalej poszła tą drogą, gdyż jak sama twierdzi, pod wpływem dzieł Markiza de Sade oraz Georges`a Bataille zaczęła tworzyć takie prace jak „Strefy Intymne”, czy „Fotografie Intymne”, by przejść do produkcji filmowej, jak słynny film „Rejestracja Permanentna Czasu” lub aktualne dzieła „Erotyzm Trwogi”, czy „Miękkość Dotyku”. Postrzeganie sztuki, jaką reprezentują współcześni artyści, jest odrzuceniem pasywności artysty na rzecz aktywności. Na rzecz permanentnego uczestnictwa. Uczestnictwa, w którym sztuka staje się wyzwoleniem z wszelkich kajdan.
Doskonałym przykładem jest tu artystka performerka z byłej Jugosławii. Otóż ilekroć tyran Tito przybywał z jakiś zagranicznych wizyt, główne ulice Belgradu były szczelnie zamykane, a mieszkańcy kamienic przy tych ulicach stawali się więźniami we własnych mieszkaniach. Artystka performerka postanowiła czynnie uderzyć w ten świat tchórzliwych mężczyzn, z których żaden nie miał odwagi przeciwstawić się tyranowi. Tuż przed przejazdem satrapy wyszła na balkon swojego mieszkania całkowicie naga i usiadła na leżaku oddając się masturbacji. Goryle z ochrony Tity siedzący na dachach kamienic, miast pilnować bezpieczeństwa tyrana, zaczęli gapić się na artystkę, co zdezorganizowało przejazd dyktatora. Artystka w ten sposób pokazała, że mężczyźni w Jugosławii są eunuchami i kobieta sama musi się zaspakajać, gdyż owa podległość tyranowi czyni ich niegodnymi kobiety.
Ja sam również odwołałem się do tego typu oporu, na II roku reżyserii, gdy Mariusz Walter polecił nam przygotować audycję publicystyczną o gospodarce. Był rok 1985 i nie było sensu robić audycji publicystycznych o gospodarce, gdy już  dziesięć lat wcześniej, premier rządu PRL P. Jaroszewicz mówił, że jeżeli ma być socjalizm - to musi być klęska. W związku z tym przygotowałem audycję publicystyczną: „Czy pornografia umila życie codzienne”, bogato ilustrowaną występami dwóch wschodnioniemieckich blondynek i mojej skromnej osoby. Program wywołał histerię u „czynników”, a Mariusz Walter przestał polecać nam realizację programów publicystycznych o gospodarce PRL.
Jednak obecnie konflikt - między konceptualną, genialną artystką a biurokratą reprezentującym aktualny reżim - jest o wiele głębszy, niżby się pobieżnie to wydawało. Profesor J. Miziołek, który przegnał Natalię LL z Muzeum Narodowego, jest przedstawicielem XIX-wiecznej koncepcji sztuki, jako pasywnego opisywania, na ogół imaginacyjnej przestrzeni sakralnej lub para sakralnej. Dla Miziołka, tak jak dla Lenina, sztuka kończy się tam, gdzie poczyna czynnie opisywać rzeczywistość, włączając się w dyskurs bieżący. Ów profesor od włoskiego renesansu, swoją decyzją pokazał, że akceptuje tylko pasywną sztukę, tak ulubioną przez wszelkie satrapie. Dyktatura lubi się pławić w blichtrze czasów minionych, zwłaszcza, gdy są one odzwierciedleniem określonych fiksacji ideologicznych, a nie czynnym uczestnictwem w dzianiu się. Gdy obraz, jaki dana sztuka plastyczna pokazuje, jest już całkowitą nierealnością. Lenin, Stalin, Hitler uwielbiali tego typu przekaz piktograficzny i nic dziwnego, że rodzime miniaturki, na zawiadującego polskim MN, wybrały profesora od XIX wiecznego postrzegania społecznej roli sztuki. Niebagatelną rolę ma tu fakt, że piktografia renesansu jest taka pasywna. Jej twórcy są tylko i wyłącznie tubami tych, którzy zamawiają dany produkt. W żaden sposób nie uczestniczą w zmienianiu otaczającego ich świata. Jeżeli pozwalają sobie na jakąś niezgodę, czynią to w sposób infantylny, głęboko ukryty, jak Leonardo da Vinci w „Mona Lizie”, czy w przedstawieniu Jana Chrzciciela. Nigdy jednak nie jest to śmiałe i brutalne operowanie znakiem, jako orężem artysty, jak to czynią obie artystki przepędzone z MN. Szczególnego aktu nabiera tu fakt, iż profesor od renesansu wykopał obie genialne artystki, gdyż legł mu na „sercu” list mateczki gołąbeczki, która dotknięta została strząśnięciem puszku niewinności ze swego dziesięcioletniego syna, który o dziwo konsumpcję banana skojarzył w sposób jednoznacznie erotyczny, a tyle się mówi, że dziatki nie są wyedukowane w zakresie seksualnym.
Również drugi obiekt piktograficzny, nawiązujący do znanej fotki słynnego filozofa niemieckiego - dzieło Katarzyny Kozyry, która - podobnie jak jej nobliwa i genialna poprzedniczka – drąży, za pośrednictwem wyrazu plastycznego, naszą egzystencję, wchodząc, poprzez swój kunszt, w najistotniejsze zakamarki naszego bytowania, musiał być usunięty z owej totalitarnej koncepcji przyswajania sztuki. Koncepcji, która tak naprawdę narodziła się w dziewiętnastym wieku wśród bogatego, ale niewyedukowanego mieszczaństwa i stała się pożywką dla wszelkiej totalitarnej biurokracji. Sprowadzenie sztuki plastycznej do prymitywnej oglądalności, jest dla totalitarystów bardzo korzystne, gdyż w społeczeństwach podbitych, biurokracja dąży do stanu hibernacji wspólnoty, dlatego sztuka plastyczna drażniąca, jest jak wiązka dynamitu z płonącym lontem. Profesor J. Miziołek mówi o tym wprost.   
Fakt, iż atak przypuszczono na dwie wybitne artystki świadczy, że postanowiono zawalczyć z samodzielnością „feminy” i przywołać do porządku zarówno urodzoną w roku 1937 Natalię LL, jak i urodzoną w 1963 roku Katarzynę Kozyrę, tak by obie Panie przemyślały swoją postawę twórczą. Osobiście polecałbym obu Paniom, jako kierunek ekspresji twórczej - wycinanki łowickie, zwłaszcza, że profesor J. Miziołek wywodzi się z owego biskupiego grodu. Poza tym należy zaznaczyć, że osobisty gust Szanownego Pana Profesora jest wielce ekscentryczny, co objawia się zachwalaniem twórczości H. Siemiradzkiego, który to malarz wspaniale wypełnia swoją twórczością postulat jałowej oglądalności dzieła plastycznego, które to dzieło wbrew zamiarom artysty staje się krotochwilnym pastiszem tematu, który ma przedstawiać. Można odnieść wrażenie, że Profesor J. Miziołek jest przewrotnym post postmodernistą, bo przy takim dorobku naukowym, jaki posiada dyrektor MN, trudno posądzać o trywialny brak gustu. 
Zanosi się na to, że polskie artystki, nie tylko dwie wyrzucone z MN artystki, ale wszystkie Panie parające się sztuką w RP, muszą pod rządami aktualnego reżimu przemyśleć sobie swoje miejsce w przestrzeni społecznej. Zapewne, jako posłuszne i pasywne rezonatory męskiej dominacji, mogą się uchować w przestrzeni medialnej, zaś innej roli dla nich XIX-wieczny dogmat nie przewiduje. Jednocześnie, atak na Natalię LL oraz jej młodszą koleżankę Katarzynę Kozyrę dowodzi, że ich dzieła nie są li tylko rodzajem publicystyki plastycznej dla danego czasu, ale pokazują, że mamy do czynienia z pełnowymiarowymi dziełami sztuki, bo tylko takie dzieła budzą wściekłość barbarzyńców i w ten sposób dowodzą, że przetrwały pomyślnie próbę czasu, a przecież zawsze chodzi o potomność.
Gratuluję obu wybitnym artystkom, gdyż dziś, być wyrzuconym przez Profesora J. Miziołka, to absolutny dowód genialności.                          

Wykop Skomentuj38
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura