Parę dni temu byłem na Poczcie Głównej. Jedno z dwóch miejsc w Wawie, gdzie po 23-ej można nadać list czy paczkę. Kilka czynnych okienek, ŻADNE nie przyjmuje kart płatniczych. Obok wielkie sale Banku Pocztowego, nowoczesne okienka i... "płatne tylko gotówką".Od lat jestem przyzwyczajony do płacenie plastykiem, gotówki nie noszę często, musiałem biegać i szukać bankomatu (i to takiego, który nie oskalpowałby mnie za samo włożenie karty 5 złotych).
Nie chcę iść na łatwiznę i obsobaczać P.P.U.P Pocztę Polską, ale powinni pomyśleć o interesie. Wiem, znam - zaraz pojawi się argument, że poniżej 10 złotych nie opłaca się włączać terminala (jak zresztą informują w wielu miejscach).
Ale ja pamiętam, jak ten argument upadł ostatecznie w Stanach pięć lat temu. Też nie chcieli przyjmować kart przy płatnościach poniżej 5 czy 10 dolarów. Aż ktoś wyliczył, że z tych płatności od 0 do 10 dolarów kartą, mogłaby się uzbierać nisza warta 6-9 miliardów dolarów. I zaraz zaczęły przyjmować płatność kartami McDonald's i kawowy Starbucks. I okazało się, że firmy zarobiły krocie, bo zadziałał efekt skali. I nagle zaczęło się opłacać przyjmować płatność kartą "Washington Posta" (50 centów) czy najtańszy posiłek w Mac'u (0,99 dolara). Kiedy u nas?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)