Gillette to ma przerąbane! Najpierw długoręki Thierry Henry "załatwił" rączką Francuzom awans do mistrzostw świata RPA 2010. Co bardziej wkurzeni postępkiem wezwali do bojkotu maszynek do golenia firmy Gillette - bo przecież piłkarz to jedna z trzech twarzy tzw. Gillette Champions.
Kilka dni temu wielką wizerunkową wpadkę zaliczyła... druga twarz Gillette - Tiger Woods. Jego dziwna kraksa samochodowa oraz medialne szaleństwo z nią (romanse, ach romanse) już wywołała nerwowe reakcje reklamodawców. Jak na razie, z trójki czempionów G. trzyma się tylko Roger Federer. Ale co będzie jak się okaże np. że głosował w ostatnim referendum w Szwajcarii przeciw minaretom?
Na poważnie. Przypadki Henrego i Tigera pokazują, że firmy podpierające się w sprzedawaniu towarów wizerunkami ludzi sławnych sporo ryzykują. Jeden fałszywy krok i... są kłopoty.Sprzedawani w mediach przez marketerów sportowi herosi są przecież są ludźmi jak my i też czasem upadają.
Pewnie w przypadku Gillette zyski i tak przewyższają znacznie ewentualne straty. Ale opieranie sprzedaży produktu na wizerunku ludziach sławnych to nie jest przepis na pewny sukces.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)