0 obserwujących
102 notki
275k odsłon
  2558   0

Do Marka Migalskiego w sprawie marszów

 

Drogi Marku,

jednak najważniejsze w jakiej sprawie się idzie. Tak już w Polsce jest, że nie wszyscy w szeregu każdemu się podobają. Przecież właśnie z tą wzajemną niechęcią walczymy jako PJN. Czy nie byliśmy oburzeni zaledwie tydzień temu, że pogrzeb prezydenta Kaczorowskiego został potraktowany marginalnie (brak chociażby jednego członka rządu i liderów opozycyjnych partii z Sejmu), także a może właśnie dlatego, że zmarły nie był z żadnego z wojujących plemion?

Może dzisiaj szczególnie jest tak, że potrzeba Polsce i Europie pokazać, że nam jednak na czymś zależy i potrafimy być razem 11 listopada, skoro i tak każdego dnia maszerujemy osobno? Niezastanowiło Cię dlaczego Polacy tak dobrze przyjęli słowa skierowane przez Romneya do Obamy, po tym, jak ten drugi zwyciężył? Jak dobrze przyjęli jego zapewnienie o modlitwie za konkurenta a właściwie za jego pracę dla dobra Ameryki? Może trzeba nie tylko wspólnego marszu ale i znaku pokoju czasami, szczególnie w chrześcijańskim kraju? W jakimś sensie lekcja Smoleńska polega i na tym, przynajmniej dla mnie, że nie z wszystkimi zdążyliśmy zakopać wojenny topór. Lepiej byłoby, by był jeden marsz, skoro jest kilka - jest wybór, jeśli ktoś nie chce iść z Janem Kobylańskim (potrafię to zrozumieć) pójdzie inną trasą w nieco innym towarzystwie, ale, jak mniemam, w podobnej sprawie. 

Jeśli chodzi zaś o marsz organizowany przez prezydenta, to sprawa jest poważniejsza pamiętam jak traktowano inicjatywy Lecha Kaczyńskiego, bo byłem na tyle blisko, by także osobiście doświadczać różnych afrontów. Pamiętam oddawanie orderów, demonstracyjne odmawianie przyjmowania zaproszeń itd., pamiętam słynny Bal Niepodległej właśnie z okazji listopadowej rocznicy w 2008 roku czy 15 sierpnia 2009, gdy do Belwederu nie przyszedł prawie nikt z opozycji.

Moje zdanie jest takie: stosunek do głowy państwa jest jednak wyrazem stosunku do kraju i jego historii i troski o jego przyszłość, także, a nawet szczególnie wówczas, kiedy głosowało się na innego kandydata niż ten, który został wybrany. To powód dla którego trzeba uznać, że oficjalne imprezy, w których uczestniczy prezydent mają wyjątkowy status i nie są po prostu jednym z wielu wydarzeń. Taka jest ich natura, że ktoś może nie lubić osobiście czy gospodarza czy któregoś z jego gości, ale powinien spróbować oddzielić emocje od stosunku do urzędu który jeśli kiedyś znajdzie się w rękach polityków mu bliższych, tym lepiejjeśli będzie obdarzony autorytetem i respektem.

Dlatego szczególnie dla tych, którzy sprawują inne niż prezydencki urzędy w państwie czy są wybrani na posłów lub senatorów, zadanie obrony majestatu Rzeczpospolitej pozostaje do wykonania nawet kiedyw opozycji. Prezydent reprezentuje całe państwo wybacz proszę odrobinę patosu, także wtedy, gdy nie wszystkie jego decyzje popieramy. Wybacz też, że skorzystałem z Twoich dzisiejszych wpisów, by nieco szerzej napisać co sadzę o nowej polskiej dyscyplinie, czyli walce na listopadowe marsze.

Przyjaciołom powiedziałbym tak: szkoda 11 listopada na siedzenie w domu, to dobry dzień na spotkanie na ulicach miast i wsi, nawet gdyby nasze marsze miały się zaledwie skrzyżować. 

Prawicę ściskam,

Paweł Kowal

 

Lubię to! Skomentuj66 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale