Paweł Milcarek Paweł Milcarek
50
BLOG

Wielka afera znika

Paweł Milcarek Paweł Milcarek Polityka Obserwuj notkę 0

Jeśli nie ma cię w matrixie - nie istniejesz. To znaczy: istniejesz, owszem, istniejesz sobie, ale praktycznie nie ma cię dla innych, dla tych samych, których mijasz w realu. Celowo trochę przesadzam, ale to kwestia tej stadnej wspólnoty spostrzeżeń, która została zrealizowana po raz pierwszy na właściwą sobie masową skalę dopiero w medialnej elektronicznej nowoczesności. Kiedyś, w średniowieczu, o "jednym wspólnym intelekcie wszystkich ludzi" mogli sobie roić arabscy filozofowie (ostro karceni za to przez wielkich łacińskich scholastyków, opowiadających się za indywidualnym intelektem i osobistą odpowiedzialnością moralną każdego) - dziś w coraz większym stopniu mamy "wspólne oczy i uszy", jeden wspólny zmysł centralny zbijający wrażenia w spoty i headlinesy, no i właśnie jedno wspólne pole myśli, w którym kłębią się frazy mainstreamowych komentatorów.

Dzisiaj ten jeden wspólny elektroniczny aparat poznawczo-analityczny pełen jest tylu innych konwulsji społecznych, że przecedzając komara połykamy zgrabnie wielbłąda: krztusiliśmy się więc na taśmach Maksymiuka, a teraz materiały z szafy Lesiaka to prawie bułka z masłem. Upublicznienie dyrdymalskich rozmówek z hotelu poselskiego mało co a zmiotłoby rząd - za to wulgarne i otwarte legitymizowanie nielegalnych działań służb przez Wałęsę i Wachowskiego przechodzi bez reakcji porównywalnie stanowczych.

A przecież w innej sytuacji, gdyby pole naszego "wspólnego umysłu" przypominało choćby przez chwilę tabula rasa, sprawa Lesiaka wywołałaby z pewnością trzęsienie ziemi. Lektura tych materiałów robi wrażenie "solidnej roboty", a wciąż dość żywe wspomnienia pozwalają potwierdzić, że te "roboty analityczne" miały swe kontynuacje "operacyjne".

Czas po "nocnej zmianie", do dnia rozwiązania sejmu w 1993, zapamiętałem jako czas utajonej rewitalizacji komunistów: zanim wrócili do władzy z rozwiniętymi sztandarami, wyhamowali próby rekonstrukcji państwa polskiego z samego początku lat 90. To się działo na poziomie służb, a mogło się dziać głównie dzięki zdradzie Lecha Wałęsy. Mówię o zdradzie - bo dokładnie tak to się czuło w moim środowisku. Trudno powiedzieć, czy ta zdrada była efektem jakiegoś misternego "montażu" wykonanego przez dobrze wyszkolonego osobistego kierowcę, czy może wystarczyła sama dynamika lęków wyzwolonych przez teczkę Macierewiczową u człowieka nazwanego "Bolkiem".

Z tamtego czasu pozostał mi w pamięci jeden mocny obraz, zawsze traktowany przeze mnie jako znaczący: idąc Krakowskim Przedmieściem 4 czerwca 1993 (szedłem załatwić sprawy formalne w przeddzień ślubu), byłem świadkiem rozpraszania maniferstacji zwołanej przez prawicę antywałęsowską w rocznicę "nocy teczek". Każdy wie, że rozpraszano tę niewielką manifestację przy pomocy "środków przymusu bezpośredniego" - tak, że przypominały się widoki zomowców biegających za ludźmi kilka lat wcześniej. No i nagle stanąłem jak wryty: od strony Starego Miasta szła grupka ludzi wołających "precz z komuną!" - a z przeciwnej strony stali policyjni hoplici. Pomiędzy plątała się ekipa telewizyjna, zbierając obrazy i dźwięki. Manifestanci krzyczeli ile tchu w piersiach, hoplici stali tak jakoś niezdecydowanie, aż tu jeden facet z ekipy kamerowo-mikrofonowej podbiegł do policjantów i wskazując manifestantów ryknął do dowódcy hoplitów: "I co, tak im pozwolicie przejść!!!!!?????" Na to wódz posłusznie wskazał swym wojom manifestantów, no i zaraz się tam zakurzyło. Nie przeszli. No pasaran!

Pamiętam dobrze, że wszystko to zrobiło na mnie wrażenie jakiejś nieoczekiwanej dekonspiracji: dziennikarz w roli oberpolicjanta. Być może, że był to zwykły zbieg okoliczności - może jakiś reporter był zwyczajnie nadgorliwy.

Dziennikarze rzadko kierują pałkami policjantów - może nawet to, co widziałem, było jakimś ewenementem w skali światowej. Za to dziennikarze kierują naszymi oczami, czasem też myślami. Na ważnych skrzyżowaniach stoją ze swoimi lizakami - i kierują cały ruch np. w stronę taśm Begerowej; a na ulicy z szafą Lesiaka chwilowo ruch wstrzymany... nie całkiem wstrzymany? no ale ulica zwężona, ruch po jednym pasie.

Jeśli czegoś nie ma w matrixie - jakby nie istniało. To znaczy: istnieje, owszem, istnieje sobie, ale praktycznie nie ma tego dla innych, dla tych samych, którzy codziennie przechodzą w realu obok takich "nieistniejących" spraw.

harcerz-realista, zwykle w obronie - rzadko w ataku, katolicki ortodoks mający dość często swe własne zdanie odrębne w sprawach bezortodoksyjnych

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka