Paweł Milcarek Paweł Milcarek
78
BLOG

Żeby było jeszcze mniej sprawiedliwie?

Paweł Milcarek Paweł Milcarek Polityka Obserwuj notkę 39

Przeczytałem depeszę Rząd woła do kobiet, by wyszły z kuchni.  Ręce opadają…

Ja bardzo dobrze wiem, że kobietom nie jest łatwo - także i one, nasze panie, niosą brzemię, które spadło na nas po grzechu pierworodnym. Ich brzemię jest prawdopodobnie nawet cięższe niż to nasze, męskie. A w każdym razie jest to brzemię, w którym z okrutnym bólem związane zostało szczęście macierzyństwa, zaś inne jego radości też są dokładnie przeplatane ze zmęczeniem. Widzę to od lat, i widzę to z bliska.
Wziąwszy to wszystko pod uwagę, jestem w stanie zrozumieć te panie, które od całej tej przygody się uchylają - tak jak rozumie się człowieka, którego jakaś trudna ludzka misja po prostu przerosła. Mówię to bez krztyny sarkazmu, a ze współczuciem dla ludzkiej  słabości. Zrozumieć to jednak nie znaczy, tym razem, uznać, że taka niezdolność do standardowego kobiecego heroizmu jest po prostu inną opcją życia, tak samo dobrą jak zwykły bieg rzeczy.

Teraz PiSowski rząd chce “dowartościować” kobiety marzące o tym, by “nie siedzieć w kuchni” (czy także o tym, by nie posiedzieć na fotelu w pokoju stołowym?). W praktyce rząd chce pogładzić po głowie te panie, które wolą zawodową karierę niż prowadzenie domu.

Rząd chce więc zostać owym księciem, który przybędzie do naszych pań - zamkniętych w wieży z obowiązków domowych - i uwolnić je, a potem stać się patronem czy sponsorem ich “nowego życia”.

O tym, czy taki rządowy sponsoring karier jest czymś słusznym - można by długo, i może innym razem. Przyjmijmy tymczasem, że rząd może sobie bywać takim “księciem”, gdy zechce. Jednak jest w tym wszystkim jakaś ciężka niesprawiedliwość: właśnie w tym, że spełnienie czyichś marzeń o karierze poza-domowej zostaje tutaj znów mocno postawione przeciw czyjejś wierności karierze pani domu. I nie chodzi o wymiar symboliczny: jeśli państwo zajmie się fundowaniem lepszych warunków kobietom szukającym zatrudnienia na rynku pracy, to znaczy dokładnie tyle, że kobiety zostające w domu odczują to jako jeszcze mocniejsze pognębienie ich ważnej roli. I dzisiaj nie otrzymują one bowiem od państwa żadnych oznak solidarności (o tym jak bardzo jest to odczuwalne, napisze kiedy indziej) - a teraz dodatkowo okaże się, że państwo rozkładające wobec nich ręce w geście “nic nie możemy, radźcie sobie sami” - wobec kobiet szukających spełnienia poza domem okazuje się nagle o wiele życzliwszym kompanem, a może i sponsorem.

Zdziwię się, jeśli naszych pań domu krew nie zaleje na widok tego, jak ich pozycja staje się jeszcze bardziej niesprawiedliwie określona przez państwo w IV RP. Zdziwię się, jeśli w tych warunkach znowu następne kobiety nie zdecydują się iść tam, gdzie -  mimo wszystko - będzie łatwiej, zostawiając za sobą dom i dzieci… ech, jakie tam dzieci!

Tego właśnie chcecie, dobrodzieje z rządu, który obiecywał Polskę solidarną? Właśnie tego, żeby spełniać marzenia za cenę sprawiedliwości? Co mianowicie macie do powiedzenia tym paniom, które są blisko swych dzieci, nie faszerują ich niepotrzebnie antybiotykami i nie zostawiają w ochronkach na cały dzień, odrabiają z nimi lekcje, pilnują ich rozwoju, chodzą na spacery, gotują obiady niedofinansowane przez gminę itp. itp. itp. itd.? Co im powiecie, dystrybutorzy dobra wspólnego?

Pani poseł Szczypińska jest dla nich pełna uznania, i nawet czapkę z głowy gotowa zdjąć na ich cześć. Myślę, że to nie wystarczy. Nie taka miała być nasza Polska solidarna. Miała być bardziej sprawiedliwa - a chce być niesprawiedliwa jeszcze bardziej.

harcerz-realista, zwykle w obronie - rzadko w ataku, katolicki ortodoks mający dość często swe własne zdanie odrębne w sprawach bezortodoksyjnych

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (39)

Inne tematy w dziale Polityka