Dziś w moim cyklu „Krótko i na temat”, do którego sięgam co kilka miesięcy, trzy krótkie zdarzenia z lokalnego podwórka.
Paradoksy rzeszowskiego MPK
Kiedyś pisałem o tym, że gdy ktoś w rzeszowskim autobusie chce nabyć bilet u kierowcy, musi zapłacić dodatkową opłatę manipulacyjną wynoszącą 50 gr. Prowadzi to czasem do śmiesznych sytuacji. Siedząc na przednim siedzeniu usłyszałem ostatnio taką krótką wymianę zdań między uczniem, który akurat wsiadł na przystanku, a kierowcą. Uczeń: Bilet za złoty dwadzieścia. Kierowca: Złoty siedemdziesiąt proszę. Warto zaznaczyć, że słowo „proszę” w wypowiedzi kierowcy dodałem wyłącznie dla lepszego zrozumienia tekstu, bo że rzeszowscy kierowcy „magicznych słów”, których uczą w pierwszych klasach szkoły podstawowej raczej nie używają, to rzecz powszechnie znana. Zdecydowanie lepiej opanowali łacinę. Choć nie koniecznie dokonali tego podczas szkolnej edukacji.
Kultura osobista rzeszowskich kanarów
Nie lepiej jest, gdy chodzi o kulturę osobistą rewizorów. Byłem bodaj dwa tygodnie temu świadkiem sytuacji, gdy kolesie złapali gostka, troszkę wstawionego (choć nie specjalnie) – nie miał przy sobie ani kasy, ani biletu, ani nawet dokumentu. W związku z tym musiał zostać odwieziony na policję, w celu ustalenia tożsamości. A że policja była po drodze owego kursu, to kanary jechali z nami dobre 20 minut. Stojąc opodal słyszałem w jaki sposób jeden z nich traktuje „złapanego”. Walił do niego cały czas przez „ty”, choć warto zaznaczyć, że gość cały czas mówił do rewizorów per „pan”. W dodatku czymś tam go jeszcze straszył, że coś mu zrobi, jeśli tamten się będzie odzywał. Patrząc na kanara i pijaczka nie miałem wątpliwości, który z nich miał wyższą kulturę osobistą.
O próbie zakupu gazetki dla Żony
Kilka tygodni temu chciałem kupić dla mojej Żony gazetkę „Mamo, to ja”. W ciąży Ania rozczytuje się w tych klimatach. Wszedłem do jednego z salonów prasowych i zapytałem: „Czy jest «Mamo, to ja»?” Na co sprzedawca odpowiedział: „«Moto ja»? Nie ma. Chyba tego nie prenumerujemy, mamy tylko «Auto Świat»”. Nie prostując (w międzyczasie zdążyłem już zauważyć, że czasopisma, którym zainteresowany byłem nie ma rzeczywiście), podziękowałem i opuściłem salon. Stwierdziłem, że to chyba nie jest normalne, gdy mąż kupuje prasę dla Żony, bo Pani w jednym z kiosków też jakoś dziwnie zareagowała… A może po prostu niewyraźnie mówiłem.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)