pazdziernikowa pazdziernikowa
1311
BLOG

J.Wojciechowskiemu o śp.J.Kaczyńskiej pod rozwagę

pazdziernikowa pazdziernikowa Polityka Obserwuj notkę 34


Na początek wyjaśnienie.
Tekst ten nigdy by nie powstał w tych dniach, gdyby nie Janusz
Wojciechowski i jego "twórczość", czyli włażenie za wszelką cenę tam,
gdzie większość ludzi nie wejdzie, nawet za cenę takich apanaży jak te
pana posła.
Ale Janusz Wojciechowski nie umiał się powstrzymać, przed dokopaniem
rządzącym i nie czekając na pogrzeb śp.Jadwigi Kaczyńskiej prowokuje.
Myślę, że poseł zrobił to celowo, licząc na ostre ataki, by potem
wskazać brak szacunku w stosunku do zmarłej. No więc ja celowo
powstrzymam się od wielu złośliwych uwag, które mogłabym napisać, a i
z cytowanych tekstów pousuwam fragmenty, których dziś pisać nie
wypada.
Pan Wojciechowski pisze o słowach śp. Jadwigi Kaczyńskiej

"Przejmujące słowa śp. Jadwigi Kaczyńskiej

Zginęli ludzie, którzy byli na czele tego państwa i państwo się o nich
nie upomina. To znaczy, że tego państwa właściwie nie ma... - te słowa
Jadwigi Kaczyńskiej, wypowiedziane kilka miesięcy temu w wywiadzie do
filmu Anity Gargas, szczególnie zapadły mi w pamięć.

Zginęli ludzie i państwo się o nich nie upomina - to najkrótsza i
najprościej wyrażona prawda o "zamachu posmoleńskim." Bo o ile wciąż
nie wiemy, czy w Smoleńsku był zamach, czy go nie było - Jadwiga
Kaczyńska też mówiła, że nie wie, co się tam stało - o tyle po
Smoleńsku bez wątpienia nastąpił zamach na poszukiwanie prawdy, zamach
na szacunek dla ciał ofiar i ich pamięć, na uczucia osób bliskich, na
elementarne zasady praworządności, na polską godność narodową. I ten
zamach wciąż trwa.

Zginęli ludzie i państwo się o nich nie upomina... warto zachować w
pamięci te słowa zmarłej wczoraj śp. Jadwigi Kaczyńskiej."


Niestety dla Pana Wojciechowskiego o zdawaniu egzaminu przez państwo
wypowiadali się tez fachowcy.
Państwo nie zdało egzaminu, fakt... Tylko że ten egzamin rozpoczął się
o wiele wcześniej.
Nie będę pisała sama bowiem i tak musiałabym napisać to, co od
dłuższego czasu wisi w sieci. Przejmujący tekst Erwina Wencla
Oto fragmenty:

"MATKA CHRZESTNA KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ

Niedawno premier dostał do ręki pocisk, którym mógł całą kaczyńską
ferajnę odesłać z jej kabotyńską martyrologią wprost na Księżyc -
książkę "Ostatni lot" płk. Latkowskiego, byłego szefa 36 spec-pułku.
Po jej lekturze nikt przy zdrowych zmysłach nie może mieć nawet cienia
wątpliwości jaki ciąg logicznych zdarzeń doprowadził do katastrofy
smoleńskiej. A jednak premier dalej woli tolerować pisowskie
warcholstwo, zamiast wykupić we wszystkich kanałach telewizyjnych czas
antenowy i przeczytać wszystkim Polakom tę ksiażkę od deski do deski.
I na tym ostatecznie zakończyć ten temat.

Są w niej podane konkretne dowody ( w tym zeznania złożone przez
pilotów w Prokuraturze ) że katastrofa została świadomie sprokurowana
przez Jadwigę Kaczyńską i jej synów Jarosława i Lecha. To
J.Kaczyńskiej nie podobało się często jaki konkretnie pilot ją "wozi".
Nie życzyła sobie zwłaszcza zbytnich śladów rosyjskiego wykształcenia
jej powietrznych kierowców. Wiadomo - o losach tak czystego polskiego
produktu patriotycznego nie może decydować jakiś półruski żołdak.

Więc na wysokich szczeblach rozdzwaniały się telefony - ten może
panią podrzucić na Hel, a ten w żadnym wypadku. Na życzenie pani matki
- won z kabiny pilotów. Nie waham się nazwać Jadwigi Kaczyńskiej matką
chrzestną katastrofy smoleńskiej. Mam świadomość stanu jej zdrowia,
który może zwalniać ją osobiście od udziału w czynnościach
procesowych, ale w żadnym wypadku nie może powodować ich zaprzestania.
Należy do końca wyjaśnić rolę Jadwigi Kaczyńskiej w spowodowaniu
zapaści 36 spec-pułku, której efektem była smoleńska tragedia.
Jesteśmy to winni wszystkim jej ofiarom. Także podstawę i zasady
korzystania przez nią z usług tej jednostki ( w tym kto za jej loty
płacił ).

Gdy J.Kaczyńska kazała leciały w dół stosowne polecenia, gdy minister
obrony Bohdan Klich chciał niektórym generałom powiedzieć: "do
widzenia", prezydent Lech Kaczyński twardo mówił mu: "nie". Nie bo nie
i koniec dyskusji. Tak było m.inn.w przypadku Dowódcy Wojsk
Powietrznych Kraju gen. Błasika, którego minister obrony narodowej już
po katastrofie CASY pod Mierosławcem chciał odwołać za bałagan w
wojskowym lotnictwie. Prezydent postawił Klichowi skutecznego wała i
Błasik pozostał jako lojalny wyłącznie Kaczyńskiemu Dowódca. Aż do
samego końca ( lotu Tupolewa ). A dzisiaj to właśnie J.Kaczyński
domaga się odwołania ze stanowiska ministra Klicha za tę katastrofę.
Czyli
m.inn.za to, że gen. Błasik dowodził pilotami Tupolewa. Prawda,
że Polska to zupełnie normalny kraj ?

Gdy nawyki J.Kaczyńskiej i jej synów stały się już nazbyt upierdliwe,
ówczesny dowódca 36 spec-pułku płk. Pietrzak zaczął wyraźnie stawiać
się prezydenckiemu pałacowi. Ten swoim naturalnym zwyczajem i odruchem
zaczął więc szukać na niego haków i posyłać go coraz częściej do
prokuratury. Sprawa kto rządzi spec-pułkiem: pałac, czy płk.Pietrzak
stanęła na ostrzu noża gdy ten odmówił Lechowi Kaczyńskiemu wydania
rozkazu załodze Tupolewa o lądowaniu w stolicy Gruzjii - Tbilisi. Lech
Kaczyński, po śmierci - "uroczy" i dobrotliwy mąż, tatuś i dziadziuś,
po otrzymaniu wówczas od pilotów słusznego kopa w dupę, powiedział im
krótko: "jeszcze się policzymy".

Płk. Pietrzak obliczył się sam i sam wkrótce po tym zdarzeniu odszedł.
Sytuacja w spec-pułku stawała się z dnia na dzień coraz gorsza. W
wyniku intryg Kaczyńskich nie odszedł z lotnictwa Dowódca Wojsk
Powietrznych gen. Błasik, a odszedł ostatni fachowy dowódca spec-pułku
płk Pietrzak - jedyny pilot z uprawnieniami instruktora na samoloty
TU-154. Dyscyplina uległa dalszemu obniżeniu, wzrosła gwałtownie
degeneracja struktur i procedur. Katastrofa smoleńska mentalnie
zbliżała się milowymi krokami. Na życzenie i zgodnie ze scenariuszem
prezydenckiego pałacu.

Do czasu Kaczyńskich niepisaną zasadą było, że gdy na pokładzie jest
"pierwszy", Tupolewa lub Jaka pilotuje zawsze dowódca pułku, czyli
pilot nie tylko z odpowiednią wiedzą, ilością wylatanych godzin w
różnych warunkach atmosferycznych, ale także największym
doświadczeniem i adekwatną do zajmowanego stanowiska decyzyjnością. J.
Kaczyńska i jej synowie wprowadzili zasadę wyznaczania i wybierania
pilotów nie przez dowódcę pułku, ale przez pałac i nie według
kryteriów merytorycznych, ale "politycznego nosa" do pilotów. Ich
rusofobia osiągnęła poziom zagrażający życiu Polaków.

Tusk nie zabiega by zamiast bredni o zamachu Putina, do polskiej
opinii publicznej dochodziły prawdziwe i potwierdzone wiadomości
dlaczego gen. Błasikowi i kapitanowi Pietrasiukowi tak bardzo zależało
na spełnieniu "życzenia" Lecha Kaczyńskiego o planowym wylądowaniu w
Smoleńsku. Pierwszy był nie tylko wdzięczny prezydentowi za
pozostawienie go na stanowisku Dowódcy Lotnictwa, ale także świadomy,
że wyłącznie od życzliwości Lecha Kaczyńskiego zależy jego
przeniesienie do niezwykle nobilitującej służby w strukturach
kierowniczych NATO. Kpt. Protasiuk natomiast chciał tym lotem dosłużyć
się stopnia majora oraz stanowiska dowódcy elitarnej eskadry w
spec-pułku ( w momencie lotu był tylko pełniącym jego obowiązki ).
Obydwaj nie chcieli dołączyć do grupy pilotów z którymi Lech Kaczyński
"jeszcze się policzy", a jak już, to na pewno pozytywnie w formie
wdzięcznej gratyfikacji, a nie karnej dymisji. Ewidentnie zaryzykowali
własne ( i nie tylko własne ) życie w imię absolutnie źle pojętej
lojalności i chęci dalszej kariery. Tak doszło fizycznie do katastrofy
smoleńskiej.

W książce płk Latkowskiego jest pełne kompendium wiedzy "technicznej"
co, jak i dlaczego, pokazujące jak błędne decyzje polityczne Familii
Kaczyńskich zamieniły się w śmierć i tysiące ludzkich tragedii. Autor
fachowo udowadnia to, co jako kompletny laik wydedukowałem wkrótce po
katastrofie ( "Dlaczego spadł Tupolew" ). Katastrofa Tupolewa
nastąpiła nie w Smoleńsku, ale z chwilą jego startu z Warszawy do
czego ze względu na obowiązujące procedury i przepisy absolutnie nie
miało prawa dojść.

p.s.
dziękuję mojemu Przyjacielowi, byłemu wieloletniemu pilotowi 36
spec-pułku za cierpliwe, dokładne, a przede wszystkim kompetentne i
fachowe wyjaśnienie przyczyn, przebiegu i skutków katastrofy."


Tak więc panie pośle Wojciechowski...
Tak to właśnie wyglądało to "zdawanie egzaminu".
I to tyle jeśli chodzi o mój komentarz.

W cytowanych fragmentach dokonałam samowoli. Ze względu na  śmierć
Jadwigi Kaczyńskiej zmieniłam kilka określeń czy komentarzy jakie
padają pod jej adresem oraz rodziny. Mam nadzieję, że ze względu na
czas pisania notki, autor cytowanych tekstów mi wybaczy.

-płk dypl. pil. Robert Latkowski - Dowódca 36 Specjalnego Pułku
Lotnictwa Transportowego im. Obrońców Warszawy od 11 listopada 1986-5
do lutego 1999

-płk dypl. pil. Tomasz Pietrzak -  Dowódca 36 Specjalnego Pułku
Lotnictwa Transportowego im. Obrońców Warszawy od  25 lutego 2003-27
sierpnia 2008


http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/542895,Matka-chrzestna-katastrofy-smolenskiej.html

http://januszwojciechowski.salon24.pl/480026,przejmujace-slowa-sp-jadwigi-kaczynskiej

http://pl.wikipedia.org/wiki/36_Specjalny_Pułk_Lotnictwa_Transportowego

 

P.S. Z uwagi na czas i okoliczności wszelkie komentarze nie na temat kasuję od ręki.

         

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (34)

Inne tematy w dziale Polityka