O związkach chociaż mi się nie chce ale... przeczytałam tekst pani Agaty Czarniak, no i nie chcem ale muszem.
Tekst jak tekst a nawet jeszcze gorzej, ale zwróciłam nań uwagę, gdyż miał najwięcej ochów i achów jaką widziałam ostatnio na Salonie. Oj, jaki wspaniały, och co za mądry, ach dziękuję bo taki potrzebny.
Żeby nie było, że przeczytałam mało dokładnie, zrobiłam to trzy razy, potem dałam tekst staremu i kazałam mu streścić "co autorka miała na myśli". Miałam jeszcze zawołać sąsiadkę, no ale ta wczoraj miała randkę, a że „robi to” raz na dwa tygodnie, nietaktem byłoby zawracać jej to, co akurat zawracał jej... jej osobisty zawracacz.
Wracając do tekstu, mój stary stwierdził dosadnie to co nieśmiało podejrzewałam. Że sensu większego tekst nie ma, a nawet nie tylko większego ale i w ogóle.
Pani Czarniak najpierw pisze, że żyje sobie w konkubinacie i jej dobrze, jak będzie miała ochotę to załatwi papierki służące do potwierdzenia tegoż konkubinatu. No to ok... Następnie płynnie jak gdyby nigdy nic napomina, że co prawda sytuacja gejów i lesbijek jest trochę inna, bo ona jak jej się znudzi ten konkubinat, to sobie ślub weźmie, a oni nie, ale co tam.
No i tak jednym krótkim "co prawda" autorka olewa, to o co od lat walczą ludzie innych orientacji seksualnych. Takich lekkich dyrdymałów w tekście jest dużo, autorka na przykład nie słyszała o sytuacjach kiedy umiera jeden ze związkowych gejów i jest co po nim grabić. Wtedy natychmiast zjawia się rodzina, która co prawda za jego życia nie chciała mieć z nim nic wspólnego, ale po śmierci jak najbardziej, a najbardziej z jego majątkiem. I żadne zapisy przed kołtuńskimi polskimi sądami tu nie pomogą. Przecie rodzina to rodzina, a gej to gej. Dziwne to nie jest, jakie społeczeństwo takie i sądy.
Chciał nie chciał muszę choć raz Panią Czarniak zacytować:
"Najbardziej śmieszą mnie te utyskiwania rzekomo dyskryminowanych i ciemiężonych konkubin i konkubentów, którzy nie wierzą w żadne papierki, bo ich miłości nie da się ubrać w prawnicze ramy, ale jednocześnie tej samą miłością nie mogą się cieszyć bez spisania jej u notariusza (czy kto to tam ma za to odpowiadać)."
Tu już autorka wykazała się koszmarnym brakiem logiki. Wpierw napisała sama, że by korzystać z praw trzeba mieć papierki, a następnie pisze o kimś, że bez papierka żyć nie może.
Otóż konkubenci mogą się obejść bez papierków pod warunkiem, że będą się mogli odwiedzać w szpitalu, będą mogli dziedziczyć, rozliczać się razem czy co tam jeszcze. I od razu w kwestii rodziny i posiadania dzieci, czyli argument o wyższych celach czyli produkcji potomstwa na rzecz trwania Narodu i ludzkości też. Proszę bardzo, stworzyć system premiujący dzieciatych i spoko, nie uzależniać ulg i przywilejów od papierka ślubnego, ale od dzieci.
Całość tego tekstu posłużyła jedynie różnym nieszczęśnikom, lubiącym grzebać komuś w majtkach, do wywołania chamskiej dyskusji "o pedałach," a Esce na przykład do udowodnienia, że to skok na kasę. Na tę samą kasę, na którą Eska zakładając, iż ma ślubny papierek już dawno skoczyła.
No i te uwagi nieszczęśników od logiki. Jak damy im związki to będą żądać małżeństw, jak damy małżeństwa będą żądać adopcji dzieci itd itp.
Może nieszczęśnicy owi mają słabe charaktery? Pewnie nie piją piwa, by nie skończyć na denaturacie, nie uprawiają seksu by nie zostać nimfomanka czy innym seksofiem. Kawa? Nie wolno, przecie wiadomo ze tam kofeina, więc pewnie skończą waląc w żyłę słomę makową.
Całość po prostu bez sensu, składu i ładu. Pani Agata może wziąć ślub, jak jej się znudzi kocia łapa, więc po co jej związek partnerski? A oni(geje/lesbijki) nie mogą i bardzo dobrze im tak.
No bo przecież wiadomo, że winni braku dobrej pracy, wykształcenia i w ogóle wszystkiego są komuniści, narkomani geje i lesbijki.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)