Byłam niedawno na spotkaniu ze znajomymi z lat młodości. W grupie była moja dawna psiapsiółka, która dziś jest kimś, to znaczy działa w partii politycznej. Kiedy po paru drinkach rozluźniła się zupełnie, zaczęła opowiadać takie rzeczy, chyba chcą pokazać, że jest jeszcze ważniejsza niż jest, że się prawie porzygałam.
Otóż oni tam największy problem jaki mają, to jak przekształcić kasę partii w kasę prywatną! No i ta moja koleżanka jest sercem projektu „na usługę”. Jak już napisałam, ta dawna kumpela, chciała chyba pokazać jak bardzo jest obrotna i jak bardzo wiele od niej zależy i kiedy się ululała, opowiadała ze szczegółami.
Najpierw trzeba poszukać kogoś zaufanego, najlepiej rodzinę kogoś z partii, kto prowadzi usługi trudne do obliczenia. Brzmi skomplikowanie ale jest proste. Przykładowo obsługa medialna. Albo szkolenia z wizerunku. Ktoś sobie liczy za to pół miliona i to jego sprawa. Płacimy więc pół miliona za „coś tam”. Teraz potrzebna jest osoba z partii, która ma działalność gospodarcza albo zajmuje się czymś co można kupić. No i firma której daliśmy pół miliona za te pół miliona minus własna prowizja, no sorry ale nie ma nic za darmo, kupuje u „osoby z partii” „coś”. „Coś” też najlepiej jak jest powiązane z „wytworzeniem intelektualnym” czyli na przykład seria wykładów. A co? Ktoś zabroni? Może też być jakiś tam coaching czy stworzenie intelektualne reklamy. Normalnie nikt tego kupować nie chce bo gdyby chciał to po co tracić partyjną kasę.
W ten sposób z pół miliona partyjnej kasy której nie można przeznaczyć na własne mieszkanie czy samochód otrzymujemy jakieś cztery i pół stówki tysiączków jak najbardziej prywatnych.
Takie oni tam mają problemy i tym się zajmują...



Komentarze
Pokaż komentarze (58)