W ubiegłą niedzielę (czyli 22 czerwca 2008 r.) odbyły się wybory uzupełniające do Senatu w okręgu krośnieńsko – przemyskim. Skupiły one sporo uwagi mediów, obserwatorów politycznych i zwykłych ludzi, którzy jakoś się polityką interesują. Nic dziwnego; w końcu to miał być pierwszy sprawdzian dla partii politycznych po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych, zakończonych zwycięstwem PO.
Miał to też być realny sprawdzian dla sondaży, wskazujących na wręcz powszechne umiłowanie dla PO, jakim mieli tą partię obdarzyć Polacy. W końcu niejeden „profesjonalny” tekst w mediach o tym napisano i powiedziano. Polskie społeczeństwo miało wręcz kochać Platformę – wg tychże sondaży, PO to partia, o jakiej Polacy od lat marzyli, spokojna, kompetentna, dająca nadzieję na lepsze życie. Sondaże mówiły w pewnym momencie nawet o 60 % poparciu dla PO.
Ileż to słów napisano o tym fenomenie, że w kilkanaście tygodni po objęciu władzy Polacy nadal tak popierają PO, partię wręcz idealną.
O tym, że Polacy od dawna mają przekonanie, że każdej nowej ekipie rządowej należy dać szansę, że trzeba im dać się wykazać i że to poparcie w znacznej mierze z tego wynika oczywiście nie wspominano.
O tym też, że takie AWS wysokie poparcie miało ponad rok od wyborów w 1997 r. (w końcu AWS odniosła znakomity wynik w wyborach samorządowych w 1998) a takie SLD wysokie poparcie dowiozło aż do wybuchu afery Rywina (grudzień 2003), oczywiście w tych mediach ani słowa nie było. Co najwyżej w jakiejś nieprawomyślnej niszowej prasie albo na blogu ktoś o tym mógł napisać.
No i wybory. Zwyciężył jak wiadomo kandydat PiS, otrzymując prawie dwa razy więcej głosów niż kandydat PO (40 993 do 22 457). Ruszyli zaraz do boju ci wszyscy, co pragnęli ten wynik jakoś pomniejszyć. Wyborczą klęskę PO (bo nawet sprzyjające Platformie media pisały o znaczącym czy wręcz druzgocącym zwycięstwie kandydata PiS u) starali się bagatelizować jak się tylko dało. Użyli przede wszystkim dwóch argumentów.
Pierwszy z nich niewątpliwie jest prawdziwy – a mianowicie, że w płd – wschodniej Polsce PiS miał zawsze większe poparcie. Nikt temu zaprzeczyć nie może.
Drugim argumentem na dezawuowanie wyników wyborów 22 czerwca miała być niska frekwencja. Wyniosła ona 12,2%.
Tylko skąd te 60 procentowe wyniki dla PO w sondażach przeprowadzanych na „reprezentatywnej grupie ankietowanych”, tego już nie mówiono. Pewnie w zachodniej Polsce w tych sondażach musiało popierać tą partię chyba 100 % ankietowanych, że w sumie wynik był „tylko” 60.
No i ta frekwencja – wystarczyło sprawdzić, jaka była frekwencja w innych uzupełniających wyborach do Senatu, żeby stwierdzić, że wcale nie była ona niska. Wedle danych podanych przez Państwową Komisję Wyborczą frekwencja w innych takich wyborach ZAWSZE była niższa i to zdecydowanie od tej z 22 czerwca 2008.
By nie być gołosłownym podaję: Elbląg – 28 stycznia 2007 r. – 2,56 %, Rybnik – 21 listopada 2004 r. – 3,06%, Rzeszów – 12 września 2004 r. – 5,45%, Bielsko – Biała – 12 września 2004 r. – 5,24%, Katowice – 12 września 2004 r. – 3,63%, Dąbrowa Górnicza – 12 września r. – 3,50%, Legnica – 12 lipca 2004 r. – 2,81%, Wrocław – 29 marca 2004 r. – 6,39%, Konin – 16 stycznia 2005 r. – 3,18%, Białystok 13 październik 2003 r. – 5,64%, Wałbrzych – 27 kwietnia 2003 r. – 3,73 %.
Dane te świadczą jednoznacznie: w tych wyborach frekwencja była zdecydowanie NAJWYŻSZA od wielu lat. Wyborcy, zazwyczaj wręcz ignorujący wybory uzupełniające tym razem ich nie zignorowali. Ruszyli do urn, by dać wyraz swym poglądom, sympatiom i antypatiom politycznym.
Przez całą dekadę lat 90-tych i aż do 2005 panowało wśród wyborców zniechęcenie do głosowania. Pojawiały się głosy, że niezależnie od tego na kogo się odda głos – będzie i tak samo. Ktoś kiedyś powiedział, że niezależnie na kogo się głosuje (na prawicę, czy lewicę) i tak głosuje się na Leszka Balcerowicza. Inny głos mówił, że Polską przez te wszystkie lata rządziła Unia Wolności, nawet jak jej w Sejmie nie było.
Wyniki wyborów z 22 czerwca wskazują, że czasy te mogły już minąć. Że ci wszyscy co myśleli, że ich opcja rządzić będzie zawsze, bo ma faktyczny monopol na prezentowanie swych opinii w mediach mogą się grubo w tych rachubach POmylić.



Komentarze
Pokaż komentarze