Jest kryzys. Dramatycznie spadły dochody ludności. Dramatycznie wzrosły ceny żywności. Odbija się to zakupach. Sklepy z żywnością notują znaczny spadek obrotów. A ludzie jak już kupują, to miast kupować masło kupują jakieś sprzedawane w super- i marketach erzace. Sprzedawcy mówią, że nie pamiętają takiego „padu” sprzedaży. Sprzedawcy pytani dlaczego taka słaba sprzedaż mówią że "ludzie nie mają pieniedzy". Jak to nie mają ?. "Bo sami nie mamy" odpowiadają. Pieczywo droższe jest „małosprzedawalne”, bułki leżą przez cały dzień, jedynie chleb się sprzedaje. Z wędlin schodzą te najtańsze.
Święta Bożego Narodzenia udało się obejść godnie i jeszcze dostatnio ale prezenty świąteczne były biedne. W kontraście do poprzednich lat pod domami mało opakowań po kinach domowych, zestawach audio, komputerach itp. Jedynie kupowano zabawki dla dzieci i to wszystko.
Ludzie mają już świadomość, że święta wielkanocne mogą być bardzo biedne. Panuje powszechne przekonanie, że nie będzie w dającej się przewidzieć przyszłości lepiej. Bo zresztą i z czego i dlaczego ma być lepiej? Jeszcze optymiści się pocieszają że jest nie najlepiej ale będzie poprawa. Na pytanie kiedy i dlaczego miny im rzedną. Do tego dochodzą opinie właścicieli biur podatkowych, że takiej bryndzy nie widzieli w podatkach od paru lat. Widać też po ilości ich klientów i niewielkiej ilości donoszonych faktur że mało która firma ma jakieś oszałamiające obroty. Zakład fryzjerski się skarży, że inaczej niźli w ostatnich paru latach szczyt świąteczny był na poziomie normalnego ruchu, a po nowym roku jakby naród wyłysiał. W sklepach meblowych ilość towaru w stosunku geometrycznym do klientów. Jakieś dodatkowe rzadkie premie są wydawane na stolik, lampę albo dwa krzesła. A po miastach hulają reklamy pożyczek gotówkowych, ekspresowych, bez żyrantów itp. I mało chętnych. Mieszkania drożeją w artykułach sponsorowanych, a w realu wracają do tych sprzed boomu spekulacyjnego. I nie widać powodów dla których by miały znów rosnąć.
Jest wielki kryzys.
Do Polski wpływają olbrzymie dotacje unijne, kraj jest zadłużany w tempie oszałamiającym a ludzie nie mają pieniędzy. Gdzie one są?
Tzw. nastroje społeczne są bardzo złe. Dodatkowo je pogarszają je manipulacje medialne, bowiem wytwarzają one różnego typu napięcia emocjonalne o nieracjonalnym dla podanych nim ludziom podłożu. Nie mówi się rosnących cenach, zamiast tego papka medialna ludzi "ze szkła" mało kontaktowego dla zwykłych ludzi. A w tle katastrofa smoleńska i kolejne porcje manipulacji i kłamstw.
I to widać i słychać na ulicach. A tego „wiodące ośrodki badania opinii społecznej” nie podają. Tylko podają, że PO ma ciągle coraz więcej w sondażach.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)