O dyskusji na temat aborcji, która znowu zaczęła się toczyć wśród polityków mówi się, że to temat zastępczy. Nie lubię tego zwrotu bo jakakolwiek debata, która nie dotyczy gospodarki, walki z bezrobociem, biedą itd. będzie tematem zastępczym dla tych, których to nie intereuje albo chcą skrytykować dyskutanta. Politycy powinni zajmować całością życia publicznego, choć - oczywiście - w odpowiednich proporcjach.
Aborcja w gruncie rzeczy jest dyskusją na temat: "kiedy zaczyna się życie". Są dwa skrajne poglądy: jeden, że zaczyna się jak dwie komórki się sczasną i już! i drugi, że zaczyna się gdy człowiek wyjdzie z brzucha mamusinego i sobie wrzaśnie. (Żydzi jeszcze twierdzą, że zaczyna się gdy pies zdechnie, a dzieci wyjdą z domu, ale tym nie warto się zajmować). Ja, jako, że pojęcia bladego nie mam, a doświadczenia z mamusinego brzucha jakoś dziwnie zapadły u mnie w niepamięć jestem skłonny do kompromisu. Niech będzie połowa, czyli jakieś 4 i pół miesiąca. Czy, tak jak kiedyś było, że do 16 tygodnia ciąży - można aborcję wykonać. Ja wiem, że nikogo to nie zadowoli, ale na tym i właśnie polega kompromis!
Jestem przeciwnikiem aborcji. Uważam, że jest to najgłupszy sposób na nieposiadanie dziecka. Jak nie chcę, z jakichkolwiek powodów, mieć dziecka - mogę to załatwić w inny sposób. Jest ich dużo i każdy dorosły je zna. Ale zdarza się czasem, że nie zadziała i co wtedy?! jeden powie - trudno - stało się. Ale nie można tego wszystkim narzucać. Jest wiele przyczyn dla których ludzie decydują się na taką - niełatwą przecież - decyzję. Dlatego, uznając, że aborcja jest czymś złym i godnym potępienia proponuję, aby nie karać za jej przeprowadzenie. NIech ci którzy się na to zdecydują żyją z tą skazą na sumieniu, albo jak u katolików, z tym grzechem.
Jestem też przeciw refundacji kosztów zabiegu przez państwo (chyba, że aborcja z przyczyn medycznych lub z gwałtu). Za swoje błędy - niech każdy płaci sobie sam!


Komentarze
Pokaż komentarze