Zdarzyło się w sobotę (14-04). Piękny dzionek. Słońce sobie poczynia jak w lipcu, ptaszki świergocą ile wlezie. Więc przytachałem leżak na taras, ułożyłem się na nim wygodnie. Z tymi ptaszkami to przesada - pomyślałem, więc włączyłem radio. No i szok. W tak pięknym dniu niejaki Marek Jurek postanowił zakończyć swój żywot polityczny w partii PIS!
Najpierw - pomyślałem - zgrywa! Akcyzę na coś chcą podnieść, dowalić jakiegoś podatku, czy podnieść jakieś składki, więc trza to zręcznie ukryć grubszą aferą. Żurnaliści rzucą się, bo to chieny przecież, a za dwa dni wszystko wróci tam gdzie trzeba. Znaczy się Marek "Kurwa" Jurek na marszałka, a Kaczyńskie na oddział położniczy majstrować przy czwartej najjaśniejszej.
Ale słucham dalej... i coraz ciekawiej. Marek... wyżej wymieniony - brnie tak, że trudniej będzie mu się wycofać, na braci nadaje i żółć wylewa naokoło. Zwlokłem się tedy z mojego azylu na tarasie i dawaj - przed telewizor. A tam, jak zawsze, festiwal mądrali, którzy wiedzą w czym rzecz, wygłaszają i opinie rozumne snują. Słucham tego, ale - dalibóg - wciąż nie wiem o co chodzi!
Jako interesujący się polityką (biernie) słyszałem oczywiście o zmianie konstytucji na taką, przy której embriony będą wreszcie bezpieczne. Mam w tym względzie swoje zdanie i wiem, że w debata na ten temat nie ma najmniejszego sensu. Toczy się ona od początków Trzeciej najjaśniejszej i nie zdarzyło się, żeby argumenty któreś ze stron spotkały się ze zrozumieniem strony drugiej. Wygra ta opcja, której przeciwnicy prędzej wymrą. Jesteśmy w Europie i nie mam wątpliwości kto przeważy...
Ale, żeby takie coś było przyczyną dekompozycji obozu BeKa (Braci K.). Marek "..." J., znany jest z tego, że jako jeden z nielicznych w PIS-ie ma jakiekolwiek poglądy. Trzyma się ich i nawet na centymetr nie ustąpi. Jest bezkompromisowy, co ja akurat uważam za wadę - nie tylko polityka, ale i człowieka. Czasem należy ustąpić, gdy racje przeciwnika są lepsze. Marek "..." czegoś takiego nie uznaje, więc ja go też nie poważam. Cieszę się, że jednego oszołoma mniej, choć nie wierzę, że tak się to fajnie skończyło. Marek "." nie powiedział - niestety - jeszcze ostatniego słowa!
Lecz, dalej pojęcia nie mam, o co im właściwie poszło. Mówi się, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jednak w tym wypadku mamy chyba wyjątek - potwerdzający regułę.


Komentarze
Pokaż komentarze