Wczorajszy program publicystyczny o nazwie bodaj "Polacy" (PR 1 TVP) "poraził" mnie mocno. Nie z powodu wypowiedzi zaproszonych gości, z kórych jeden był gejem, a druga katoliczką (te argumenty już znam i szkoda się nimi zajmować), ale z powodu wypowiedzi uczestników programu - tzw. statystycznych Polaków szaraków. Otóż okazuje się, że na tle krajów, z którymi chcemy sie równać, tolerancja u nas jest na poziomie niższym niż dno Odry w Miedonii.
Dzielny pan redaktor pokazał obrazki z parad równości w innych krajach i spytał się, czy tak samo będzie u nas. Nawet dyżurny gej przeraził się i wybełkotał, że u nas wcale tak nie będzie. Pokazano rozebranych facetów w rogach na głowie i śmiesznie pomalowane panienki. Wywoływały święte oburzenie u zebranych i gromki okrzyk w stylu apage satanas! A ja se myślę, że wolę oglądać taką paradę, jak paradę łysych facetów, którzy co rusz gromadnie zamawiają piwo i palą pewien indyjski symbol. Przecież te holenderskie manifestacje, zaprawione wygłupem, i zgrywą są całkiem wesołe. Czym różnią się od karnawału samby w Rio, czy choćby tzw chrztów morskich, które odbywają sie na statkach przy przekraczaniu równika?! Pewnie, jest to zaprawione ideologią, która może nam się nie podobać. Ale mnie się wiele ideologii nie podoba, lecz nie wyrażam świętego oburzenia w czasie parad wojskowych na Placu Czerwonym, czy choćby manifestacji rodzimych górników przed Sejmem. Wolę już skąpo odziane panienki, które rozdają lizaki...
Dalej było jeszcze ciekawiej. Pokazano koncert, w którym pewien holenderski (chyba) chłopak śpiewał piosenkę o tym, jak mu dobrze żyć w stadle rodzinnym złożonym z dwóch tatusiów. Oburzenie sięgnęło zenitu, a jedyna pani, która próbowała tego stanu bronić popłakała się i musiała wyjść ze studia. Ja tam nie wiem, czy ten chłopaczek śpiewał o swojej sytuacji, czy wyuczony tekst. Jeżeli o swojej (w Holandii żyje podobno wiele takich rodzin) - to nie wyglądał na strasznie pokrzywdzonego przez los. Tak na oko - było mu dobrze z dwoma tatusiami. A właściwie - czemu miało by nie być?! Tu padł mój ulubiony argument przeciwników adopcji dzieci przez pary hamo. Jedna starsza pani stwierdziła, że dziecko powinno mieć i ojca i matkę. w innym wypadku to patologia. POWINNO!. Otóż to! Ja dodałbym, że powinno mieć też dwóch dziadków, dwie bacie, mieszkanie, a najlepiej domek z ogródkiem i samochód. Wszyscy chyba się z tym zgadzamy, że powinno. Ale niestety w życiu nie jest jak powinno. Jeśli dziecko ma tylko jednego rodzica (z różnych powodów) to żyje w rodzinie patologicznej? A gdy samotna mama ma trójkę dzieci to patologia do potęgi trzeciej. W Gazecie Wyborczej parę tygodni temu opisano pary homo, które wychowują dzieci, całkowicie - co rzecz oczywista - nielegalnie. Była mama, która rozstała się z mężem, a potem odkryła w sobie pociąg do płci tej samej. I związała się z partnerką. Teraz mieszkają razem, a dwójka jej dzieci ma dwie mamy. Pytanie - co lepsze dla tych dzieci - gdy mają tylko jedną matkę czy dwie. Obie pracują, więc przynoszą do domu dwie pensje. jedna jest dobra z polskiego, a druga z matmy, któraś z nich zawsze znajdzie czas na pojście na koncert do szkoły muzycznej... Lecz oczywiście powinno być inaczej. Nie ma ojca, to co - do domu dziecka?! Założe się, że nasze moherki tego chłopaka, co to tak ładnie śpiewał też oddelegowałyby do domu dziecka - najlepiej na Białoruś - bo to od Holandii dalej....
Może i gospodarczo do Europy coraz bliżej, to mentalnie nie zbliżyliśmy się nawet o piędź. no chyba, że ci Polacy z programu zostali wyselekcjonowani w ściśle określony sposób właściwy telewizji publicznej czasów IV RP.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)