Właśnie wróciłem z hipermarketu, gdzie byłem uzupełnić zapas wódki czystej i takich tam innych. Już jadąc zorientowałem się, że przeciez dziś ma byc przeprowadzony strajk włoski w tych instytucjach. Pełen obaw wkroczyłem do tego przybytku handlu i nic niezwykłego nie zauważyłem. Wszystko działało jak zwykle. Zapytałem nawet panią przy kasie o ten strajk, a ta lekko znudzona stwierdziła, że strajk owszem i jest ale jej sie nie chce.
Pomyślałem jednak sobie, że szkoda mi tych wszystkich pracowników, którzy mimo święta muszą stawiać się do roboty patrzeć jak inni się bawią. Czy jest jakieś wyjście?! Nie za bardzo, bo ci wszyscy, tacy jak ja, którzy współczują bardzo tym ludziom jednocześnie nie chcą rezygnować z możliwości dokonania zakupów w te dni. Wiele jest argumentów za i przeciw, nie będę ich przytaczać, bo mieli sie to na okrągło i nic z tego nie wynika. Ja jednak mam pewną propozycję. Wszystkich pewnie ona nie zadowoli, ale takich pomysłów, które wszystkich zadowalają zwyczajnie na świecie nie ma!
Otóż wprowadziłbym dodatek za pracę w niedzielę płacony przez klientów. Po prostu w niedzielę i święta ceny w sklepach, które są otwarte byłyby o jakiś procent wyższy niż w inne dni. Na przykład 10 % więcej za sumę wszystkich zakupów. Nie będzie to technicznie trudne, bo w kasach fiskalnych na pewno można byłoby to łatwo zrobić. Dzieje się tak na przykład w taksówkach, w których w niedzielę są wyższe taryfy. Po zakończeniu dnia, nastąpiło by podliczenie utargu i te 10 % byłoby dzielone pomiędzy tych, którzy w ten dzień pracują. Założę się, że pracowniby ustawiali by się w kolejkach by pracować w niedzielę i święta. Klienci zaś, tacy jak ja, nie mieliby obiekcji w razie niedzielnych zakupach. Chcemy kupować w niedzielę - płaćmy!
Jeden warunek, który, jak mi podpowiada doświadczenie, bedzie nie do przeskoczenia. Mianowicie nasz kochany fiskus na pewno nie omieszkałby korzystać z okazji, aby złupić tych ludizi - nałoży Zus i podatek i przestanie sie opłacac. Dlatego ten dodatek należałoby traktować jako odszkodowanie, a nie wynagrodzenie ze stosunku pracy. Wtedy nie trzeba by było płacić ZUS-u i podatku.Tylko, czy rząd byłby w stanie cos takiego zaakceptować.
Dyskusje na temat handlu w niedziele trwają już od lat, a nic sie nie zmienia. Może taki pomysł miałby szanse!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)