W dzisiejszej GW przeczytałem artykuł prof. Bronisława Geremka pt. „Niech Prezydent stanie ponad PIS-em”. Mimo, że, w odróżnieniu do większości blogowiczów, bardzo pana profesora cenię i poważam, to z wieloma tezami jego artykułu się nie zgadzam.
Przede wszystkim nie uważam, że wybory naszemu krajowi są potrzebne jak „powietrze”. Bo, skoro umówiliśmy się i zapisali gdzie trzeba, że wybory mają się odbywać co cztery lata – to niechże tak zostanie. Wybraliśmy gości, którzy mają w naszym imieniu rządzić, to trudno – trzeba im zaufać. Nie może być tak, że w połowie kadencji, rządzący obrażają się na warunki, w których im przyszło realizować swoją misję i zabierają zabawki z nadzieją, że wybiorą ich jeszcze raz, a wtedy pokażą na co ich stać. Narażamy się na to, że bedą się tłumaczyć, że nie zdążyli zrealizować tego co obiecali, bo mieli za mało czasu. Dajemy im cztery lata i pokażcie co potraficie. No chyba, że chłopaki z PIS-u posypią głowę popiołem i przyznają się, że nie potrafią i, że mimo, że się starali ich wysiłki poszły na marne. Jakoś nie zauważyłem wsród tychże zbytniej chęci do czegoś takiego. Profesor argumentuje, że każdy dzień, który dzieli nas od wyborów przynosi straty w życiu publicznym. Trudno! Demokracja kosztuje i musi kosztować. Większe straty (jak dowodzi historia) przynosi nieprzestrzeganie jej reguł. Obecna koalicja szkodzi Polsce – też jestem o tym przekonany, ale uważam, że musimy znosić jej niekompetencję jeszcze jakiś czas, aby ostatecznie wyrzucić ją do politycznego kosza.
Nie podzielam też poglądu profesora, że: „fundamentalnym jest stworzenie warunków do masowego udziału w wyborach”. Po pierwsze takie warunki są już od lat stworzone. Każdy może iść głosować i nie stawia mu się w tym jakichkolwiek przeszkód. Każdy może zapoznać się z programem partii do której kandydat należy, a nawet się z nim spotkać i pogwarzyć. Skoro tego nie czyni jego strata... Uważam zgoła, że zbyt wielu ludzi głosuje w naszym kraju – ludzi, którzy pojęcia zielonego nie mają na temat funkcjonowania demokracji. Ostanio oglądałem program na temat początków elektryczności. Spór przebiegał wtedy na linii- który prąd jest lepszy – stały czy zmienny. Gdyby rozpisano wtedy plebiscyt, by społeczeństwo ów spór rostrzygnęło – ja bym na to głosowanie nie poszedł. Nie mam wiedzy w tym względzie, a żeby pójść tylko po to by pokazać moje obywatelskie zaangażowanie - absurd. Wielu chodzi do wyborów bez jakiegokolwiek przygotowania. Nie mają wiedzy na temat kandydatów, programów partii, czy możliwości realizacji przez te partie swoich obietnic. Gdy Wałęsa obiecał swoje 100 milionów dla każdego średnio kumającego rodaka powinno być jasne, że to bujda na resorach. Mimo to wielu planowało już na co te pieniądze wydadzą, gdy Lechu zostanie prezydentem. Opowiadali mi członkowie komisji wyborczych, że wielu jest takich, którzy na chybił trafił zanaczają krzyżyk przy którymś z kandydatów nie zważając na to kim jest. Był nawet taki jeden, który zdenerwował się srodze, że nie ma go na liście kandydatów. Na sugestię, że być może się nie zapisał – odparł, że ma w dupie taką demokrację i w życiu w lokalu wyborczym się juz nie pojawi. I bardzo dobrze – takich chyba nam nie potrzeba. Nie mam zresztą do takich ludzi pretensji. Polityka ich nie interesuje i trudno z tym polemizować. Mnie nie interesuje nimizmatyka i takie moje zbójeckie prawo, mimo, że niejeden numizmatyk uzna mnie za debila...
Profesor zgadza się z postulatem powołania komisji śledczej na temat Blidy i Leppera. Po mojemu – szkoda czasu i atłasu. Już dziś jestem w stanie mniej więcej powiedzieć – jakie będą ustalenia tej komisji. Tak jak w sprawie Rywina, gdzie członkowie komisji, którzy słuchali tych samych zeznań i mieli wgląd do identycznych dokumentów wysmarowali pięć kompletnie różnych od siebie raportów. I jakoś dziwnym trafem - im większa różnica polityczna pomiędzy ich autorami, tym ocena skrajniejsza. To co przyjął sejm też jakoś dziwnie różniło się od ustaleń sądu. Tamta komisja była tylko po to, by kilku marnych polityków wypromowało swoje mizerne persony. Błyszczą one dziś na firmamecie, a następne miernoty aż ślinią się, by pójść w ich ślady. Gdyby te komisje powstały to skończy się to tym, że Lepper będzie chciał postawić przed Trybunałem Stanu Kaczyńskich, Kaczyński – Leppera i Kwaśniewskiego, Giertych – Kaczyńskich, Kwaśniewskiego, Olejniczaka, Balcerowicza i Leo Benhakera, a Pitera wszystkich po koleji z wyłączeniem swojej ciotki. TVN 24 będzie zachwycony bo transmisja na żywo zwalnia z myślanie nad czasem antenowym, reklamy pomiędzy Ziobrem, a Maksymiukiem będą w cenie reklam w czasie Super Bowlu, wszyscy będą zadowoleni – tylko po co?!...
I na koniec. Panie profesorze. Ja wiem, że tęskni pan za merytoryczną debatą programową, za argumentami, za burzą mózgów. Należy pan do pięciu - dziesięciu procent tych polityków, którym interes Polski leży na sercu. Swoim życiem pokazał pan, że umie pan walczyć o ideały. Lecz musi się pan pogodzić z tym, że polityk to ktoś kto kłamie, oszukuje i kradnie, małym dzieciom rozdaje lizaki, a jak nie widzą to im zabiera zabawki (cytat z jakiegoś amerykańskiego filmu). Kto tego nie robi ląduje na marginesie – tak jak partia, której pan był przewodniczącym.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)