Nie uważam, że pójście do wyborów jest powszechnym obowiązkiem i nie namawiam moich rodaków do głosowania. Udział w głosowaniu jest naszym prawem, z którego możemy skorzystać lub nie. Jeżeli ktoś w czasie wyborów ma ochotę pobrykać sobie po zielonej łące i angażować się w badanie życia płciowego biedronek – jego sprawa i jego prawo. Niewątpliwie było by lepiej żeby zrezygnował z tych absorbujących zajęć na rzecz współdecydownia o tym, kto będzie nami w najbliższej przyszłości rządzić, ale jak nie – trudno!
Nie dość na tym. Uważam, że udział w wyborach ludzi, którzy nie interesują się polityką i którzy, zamiast wertować programy partii politycznych wpatrują się z uwagą w zawiłe losy bohaterów „Mody na sukces” jest szkodliwy. Wielokrotnie słyszałem opowieści członków komisji wyborczej o ludziach (wyborcach), którzy pojęcia zielonego nie mieli po co do lokalu wyborczego przyszli. Jeden z nich szukał na listach swojego nazwiska, a na sugestię komisji, że być może nie zapisał się na żadną z nich, rzucił złym słowem, zakwestionował jakość polskiej demokracji i wyszedł trzaskając drzwiami. Inny zasłonił oczy i zagłosował na chybił trafi celując długopisem w listę. Czy naprawdę chodzi nam o takich wyborców? Mnie nie!
Na przełomie wieków XIX i XX emocje rozpalała dyskusja nad wyborem prądu jaki ma płynąć w sieciach energetycznych. Jedni twierdzili, że ma to być prąd stały, inny, że zmienny. Gdybym wtedy żył, a ten dylemat próbowano rozwiązać przy pomocy referendum – nie wziąłbym w tym głosowaniu udziału gdyż nie mam na ten temat bladego pojęcia. Mógłbym się zapoznać z tym tematem i próbować wyrobić sobie jakieś zdanie lecz jako dyletant wolałbym oddać decyzję w ręce ludzi, którzy są fachowcami. Już starożytni ostrzegali, żeby nie mieć zdania na każdy temat.
Politycy namawiają do wzięcia udziału w wyborach licząc na zwiększenie swoich szans. Co ciekawe – mówią o tym kandydaci ze wszystkich opcji wierząc w to, że to oni właśnie są najlepszą alternatywą dla niezdecydowanych. Ja wolałbym, żeby do urn poszli ci, którzy się polityką interesują i mają, co do niej, wyrobione zdanie (jakiekolwiek by nie było).


Komentarze
Pokaż komentarze (3)