Nie będę się do tych „5 be” odnosił. Niezbyt mi odpowiada język debaty publicznej w Polsce, choć zdaję sobie sprawę z tego, że czasem trzeba coś mocniej powiedzieć, żeby dziennikarze usłyszeli. Lecz nie zgadzam się z argumentem, że budowa Świątryni Opatrzności Bożej jest sprawą Narodu, a nie tylko Kościoła. Wprawdzie ponad 200 lat temu, a potem jeszcze przed wojną sejmy uchwalały jej budowę, ale były to inne państwa niż to, które jest teraz. Wtedy nie było rozdziału państwa od Kościoła w formie takiej jak to mamy obecnie. Nie dyskutuję, czy ten rozdział jest dobry, czy zły ale jest i to jest fakt. Umówiliśmy się, że państwo nie będzie ingerować w sprawy religijne, a Kosciół w sprawy państwowe. Sfinansowanie przez podatników budowy tej światyni byłoby taką ingerencją, na którą sie nie zgadzam. Bo przecież te wszystkie bajdurzenia o muzeach, czy izbach pamięci w jej murach, to tylko taka ściema aby obejść przepisy.
W wielu świątyniach i kościołach widziałem sklepiki i kramy sprzedające pamiątki i dewocjonalia. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, ale Jezus faktycznie wygnał kupców ze światyni. Albo Kościół ma jakieś zasady albo nie. W różnych innych dziedzinach broni swoich zasad do ostatniej kropli krwi, a tutaj inaczej.
Czy Kościół jest bogaty. Nie znam jego kondycji finansowej. Nie publikuje nigdzie swoich bilansów i stąd się bierze mit o jego bajecznych bogactwach. Fakt, faktem, jeśli chodzi o środki trwałe – nie ma chyba zasobniejszej instytucji na świecie. W Polsce posiada swoje oddziały i filie w każdej wsi i mieście. Swoje placówki ma zazwyczaj w najatrakcyjniejszych punktach miasta, gdzie ceny gruntów są najwyższe. Ich wyposażenie przyprawia o zawrót głowy. Ale co nam z tego kwiatka, który nie pachnie. Z tego raczej kasy nie ma (choć wydzierżawia masę nieruchomości, czasami nawet na niezbyt pobożne cele). Ma za to miliony klientów regularnie uczeszczających na msze. Zostawiają oni tam pokaźną sumkę, która nie jest nigdzie nierejestrowana, a ksiądz robi z nią co chce. Nie jest chyba tak źle, skoro kościoły rosną jak grzyby po deszczu, a i plebanie nie popadaja w riunę. Część z tego jest przeznaczane na pomoc dla biednych. W końcu taka jest jego ideologia i zadanie – pomoc potrzebującym. Ale ile?! - tego nie wie nikt. Jedni funkcjonariusze przeznaczają więcej inni mniej. Orkiestra Owsiaka co roku pokazuje swoje rozliczenia. Można zobaczyć – ile zebrali, ile przeznaczyli na swoje koszty, a ile na zakup sprzętu dla szpitali. I to jest O.K. Kościół też powinien tak robić aby uciąć spekulacje. Bo czasem na oko widać, że księżulo bierze więcej dla Sie-bie niż na Sie-ma.
Jedno mnie denerwuje. Jest okres zimowy. Zima łagodna – więc nie ma problemu. Ale gdy się tylko zaostrza, noclegownie dla biednych zapełniają się do granic wytrzymałości. Kościół apeluje wtedy o pomoc dla nich. Ale swoich wypasionych plebani, salek katechetycznych nie otworzy. A należą przecież one (teoretycznie) do wszystkich wiernych. Więc dlaczego tak jest?!
O pozostały „be” pani Szenyszyn opowiadał nie będę, bo w dużej części się z nimi nie zgadzam.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)