Inspiracją do napisania tej notki jest artykuł w GW autorstwa Marka Jurka i Mariana Piłki wzywającego do zmian w polskim systemie politycznym. („Weźmy się za sanację polityki” GW 10-04-08). Tak przy okazji, artykuł ten zaprzecza tezie, lansowanej często na „Salonie”, że GW jednostronnie ukazuje polską rzeczywistość z pozycji liberalnych. Jednak nie o tym.
Nie chce polemizować z tezami tego artykułu, zwłaszcza, że z wielomi z nich się zgadzam mimo, że jego autorzy całkowicie nie są z mojej bajki. Nie uważam jednak, że należy polski system polityczny i partyjny całkowicie zmienić, jak to autorzy ujęli w samym nawet tytule.
I dla mnie jest oczywistym, że to co się w naszej polityce dzieje dość daleko odbiega od tego co chcielibyśmy, aby się działo. Żeby polscy politycy bardziej dbali o interes Polski, przedkładając go nad sprawy partyjne i osobiste. Zeby każde ich wystąpienie było przepełnione troską o ogólną szczęśliwość naszą narodową i indywidualną jej obywateli. Żeby spory były prowadzone merytorycznie, a kompromisy w wyniku tych sporów zawarte satysfakcjonowały każdą ze stron. Ogólnie: „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Dlaczego sie tak nie dzieje – doprawdy nie wiem – przecież mogłoby być tak pięknie. Jednak rozglądając się po naszym ziemskim padole z niedowierzaniem konstatuję, że tak pięknie nie ma nigdzie. Tyle ludzi na tym świecie, tyle krajów i systemów, a do ideału daleko – oj daleko. Dlaczego tak się dzieje. Myśle, że wynika to z ludzkiej natury, która przedkłada interes własny nad ten ogólny. Są oczywiście jednostki, które postępują inaczej. Nazywamy ich idealistami, ale statystycznie są one raczej osamotnione. Dlatego też upadł socjalizm, który optymistycznie zakładał, że ludzie będą pracować dla wspólnego dobra, a następnie dzielić się sprawiedliwie owocami swojego wysiłku. Okazało się to mrzonką. Niestety, musimy się z tym stanem rzeczy pogodzić i - im szybciej sobie uświadomimy, że gość, który stoi na mównicy i gładkimi słowami namawia nas do głosowania siebie nie zawsze mówi prawdę, a najczęściej cygani ile wlezie – tym lepiej. Nie ma się zresztą co jemu dziwić. Kto wybierze kandydata, który obiecuje tylko pot i łzy?! Obowiązkiem polityka to być skutecznym, czyli wybranym.
Mimo tego uważam, że polski system polityczny jest w miarę sensowny, a najważniejsze, że ewoluuje we właściwym kierunku. Mamy demokrację parlamentarną, która jest dosyć kulawym systemem, ale póki co - nic lepszego nie wymyślono. Walka o władzę odbywa się pomiędzy partiami politycznymi, co także nie jest może najmądrzejsze ale chociaż czytelne, gdyż potencjalny wyborca może z grubsza się zorientować w linii danej partii. W wyborach parlamentarnych zazwyczaj nie znamy kandydatów i wiemy zazwyczaj tylko to, co sami o sobie opowiedzą. Dlatego jednomandatowe okręgi wyborcze nie są szczęśliwym pomysłem. Teraz, nawet nie znając kandydata, zawsze cos wiemy o partii, którą reprezentuje. Facet z Samoobrony, chociaż wychwalałby się pod niebiosa nigdy nie uzyska mojego poparcia, gdyż wiem z jakiego jest towarzystwa. Ponadto partia bierze za takiego osobnika jakąś tam odpowiedzialność. Gdy ten coś spieprzy, w jakiś sposób dostaje się także partii, która go wystawiła. Boleśnie przekonał się o tym Leszek Miller w wyborach 2005 r. i Lepper i Giertych w 2007 r. W JOW Lepper miałby duże szanse się dostać do Sejmu, przy obecnej ordynacji – ma o wiele trudniej.
Wielu publicystów przedstawia system, w którym między sobą konkurują dwa duże ugrupowania – za system optymalny. JOW mają do tego doprowadzić.jednak już teraz mamy w Polsce taką sytuację. Mamy dwie duże partie w parlamencie i dwie małe, które będą miały w przyszłych wyborach spory kłopot aby się dostać. Przez lata małe partyjki wykruszyły się, a wyborcy głosują coraz odpowiedzialniej eliminując tych, którzy okazali się być hochsztapleramii i zwykłymi oszustami. Wprowadzenie JOW wprowadzi nawą jakość, z którą będziemi musieli przez jakiś czas się zapoznawać, co wprowadzi zamieszanie. Nie wiem, czy taki eksperyment jest nam potrzebny, skoro ten poprzedni już jakoś się utrwalił.
Jestem także za finansowaniem partii politycznych przez państwo. Może mogłyby dostawać mniej pieniędzy, co oszczędzi nam widoku bizantyjskich spotów wyborczych i kilomentrów bilbordów przy drogach. Ale finansowaniem ze składek, czy odpisów podatkowych partii jest mrzonką (płacić będą tylko ci, którzy będą mieli nadzieję na jakieś realne korzyści). Demokracja musi kosztować bo jest i tak tańsza jak inne ustroje.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)