Zacznijmy od tego, że pan Listkiewicz osiągnął ogromny sukces sportowy na swoim stanowisku. Za jego kadencji reprezentacja Polski dwa razy dostała się do światowych mistrzostw, co innym także się udawało, ale także do mistrzostw europejskich, co przeżywamy po raz pierwszy. Kiedyś sobie żartowałem, że tak na dobrą sprawę, też mógłbym być selekcjonerem poslkiej reprezentacji. Na piłce się wprawdzie nie znam, ale ci wielcy fachowcy, wybitni trenerzy, którzy futbol mają w jednym palcu też niewiele zdziałali, więc ja nie wyróżniałbym się pośród nich, a zarabiałbym o wiele lepiej jak teraz. Dzisiaj muszę jednak gębe zamknąć. Reprezentacja Polski, mimo całej swojej mizerii przeżywa dobre lata. Nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje, ale się dzieje. Mamy kiepskich piłkarzy, którzy, co najwyżej grzeją ławy w markowych klubach, zaplecze sportowe to – szkoda mówić, a korupcja w polskich klubach sięga zenitu. A tu proszę! Nawet złotym chłopakom Górskiego nie udało się dostać do europejskich mistrzostw, a tym cieniasom się udało. Brawo!. Jest w tym niewątpliwie zasługa prezesa PZPN. Choć doprawdy nie wiem, które jego działanie to sprawiło, ale tak samo nikt w tym kraju nie wie, dlaczego Małysz najpierw skakał jak kozica górska, a teraz przestał.
Ale największym sukcesem Listkiewicza jest wywalczenie dla Polski EURO 2012. Będzie to największe wydarzenie sportowe w polskiej historii od czasów międzynarodowych turniejów rycerskich. Temu nikt nie zaprzeczy i można wskazać konkretne działania prezesa, które do tego doprowadziły. Swobodnie porusza się po bagnie europejskich struktur piłkarskich, ma znajomości, zna języki (nawet węgierski) jest obyty, dobrze czuje sie w mediach. Jest wreszcie przystojny (zdanie mojej żony), co także nie jest tak całkowicie bez znaczenia. Kto go zastąpi?!
Jasne, nie ma ludzi niezastąpionych, ale wybór jest niewielki. Minister od sportu chce, by był to człowiek spoza układu. Zgłaszam od razu moją kandydaturę. No jak nie ja, to jest takich wielu, mój sąsiad – ślusarz, miłośnik boksu, czy nauczyciel angielskiego z Pcimia. To żart, ale wskażmy kogoś, kto wie o co chodzi, kto umie po tym wszystkim poruszać w miarę sprawnie i jest spoza układu. Padła kandydatura Marcinkiewicza (o pośle Czarneckim łaskawie przemilczę). No jasne - polityk. Ten to na pewno wyprowadzi związek z bagna. Do tego chyba politycy dążą – aby przejąć sprawy związane z piłką i by decydowano o nich na posiedzeniach Sejmu. Może i niezły pomysł, lecz przypomnę, że politycy mają w Polsce zaufanie nieco poniżej dilerów narkotykowych.
Listkiewicz nie jest bez winy. Przez lata tolerował korupcję w piłce nożnej. Niewiele zrobił aby się temu przeciwstawić. Lecz z drugiej strony – co miał zrobić?! Nie ma on wszakże narzędzi do walki z tym zjawiskiem. Nie ma uprawnień śledczych ani karnych. Korupcja w piłcce jest od zawsze i jest wszędzie. Może pomyślał, że widać tak to już jest i trudno walczyć z wiatrakami. Oponenci prezesa mówią: to trzeba było sie podać do dymisji. Ale czy to naprawdę jest tak niezwykle dobre wyjście. Mówią – nie ma honoru. Nie rozśmieszajcie mnie...
W czasach największych afer korupcyjnych we Włoszech, reprezentacja tego kraju wywalczyła mistrzostwo świata. Z optymizmem patrzę na tegoroczne Mistrzostwa Europy, bo mimo, że żaden ze mnie kibic, to zawsze miło, jak nasi wygrywają.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)