Blog
Perły przed Wieprze
tad9
tad9 poczta: tad9@gazeta.pl lub taaad9@gmail.com
126 obserwujących 326 notek 793438 odsłon
tad9, 1 lipca 2012 r.

Kronika Kulturalna

      Zaprawdę powiadam Wam: idą ciekawe czasy... Wygląda bowiem na to, że - po dwudziestu latach dynamicznego rozwoju - kończy się forsa, a taka sytuacja zwykle skutkuje szeregiem osobliwych epifenomenów. Niektórzy do owych epifenomenów zaliczają nawet niespodziewane zatrzymania czy samobójstwa, z jakimi mamy ostatnio do czynienia, ale ja zwrócę uwagę w inną stronę – ku barwnej łące kultury.  Ten blog trzyma poziom, więc skupimy się na kulturze wysokiej, ale najpierw krótka wycieczka w rejony pop. Zresztą – może się pospieszyłem z tą popkulturą, bo będziemy mieli do czynienia z „bildungsroman”, a więc z gatunkiem ambitnym. Oto, na naszych oczach odbywa się szybkie dojrzewanie dwóch młodzieńców – Kuby Wojewódzkiego i Michała Figurskiego. Panowie właśnie stracili posady w radiu za dowcipy o ukraińskich sprzątaczkach (no, niedokładnie za to, ale o tym – potem...) i dzięki tej lekcji uczą się prawd podstawowych. I tak, Michał Figurski zauważył, że lojalność szefa zwykle kończy się „... wtedy, gdy pojawiła się groźba strat finansowych”, albo, że z jednych (np. z Rydzyka) można szydzić i zbierać oklaski, a z innych szydzić nie można. Panowie mylą się jednak, jeśli naprawdę uważają, że poszło o ukraińskie kobiety. Kogo one obchodzą? Szło o wyczucie momentu. Nawet dzieci widziały przecież, że przekaz miesiąca brzmi: „Euro to sukces!”, a tu Figurski z Wojewódzkim robią kupę! Ale i to pewnie przeszło by bokiem – gdyby nie zareagowali Ukraińcy. Tak więc obu panom polecam na przyszłość dokładniejsze badanie kontekstów sytuacyjnych, albo konsekwentne trzymanie się celów bezpiecznych, takich jak Rydzyk właśnie. Tu ktoś mógłby postawić zarzut, że zamieszanie wokół Wojewódzkiego z Figurskim nie ma związku z sygnalizowanym na początku wyczerpywaniem się funduszy... Otóż ma, choć pośredni. Przecież indukowany przez media entuzjazm wokół Euro to rodzaj „głupiego Jasia” mającego wprawić masy w dobry humor, podnieść notowania reżimu, itd., itd., a wszystko po to, by złagodzić czy opóźnić moment zderzenia z rzeczywistością. Każdy, kto działanie „głupiego Jasia” utrudnia naraża się na klapsa – tym razem padło na Figurskiego z Wojewódzkim...

       Ale Wojewódzki z Figurskim to waga średnia. Ciekawszy jest zatarg reżimu ze „środowiskiem artystycznym” wagi ciężkiej. Bo oto, z bezwarunkowo dotąd popierających reżim gardeł coraz częściej wyrywa się okrzyk: władza zabija kulturę! Zabija, bo skąpi na to i tamto.... Nie, no oczywiście, że artyści, jako ludzie subtelni nie będą się wprost handryczyć o pieniądze (niczym pierwszy lepszy sklepikarz). Artyści będą walczyć o pryncypia. Dość co prawda kosztowne. Dla reżimu kosztowny może być też konflikt ze „środowiskiem artystycznym”, ale – cóż robić?
Minister Zdrojewski pewnie by nawet chciał sypnąć groszę, ale – nie może i pozostaje mu tylko parafrazowanie klasyka („Holland się uprze i jej daj. Skąd wezmę, jak nie mam?”). W efekcie bezchmurna aura relacji rząd - „środowisko” zmieniła się w aurę burzową, a najświeższe wyładowanie ma miejsce w okolicach stołecznych teatrów. Były już jakieś manifesty i manifestacje, a teraz doszedł protest przeciw nominacji Tadeusza Słobodzianka na szefa Teatru Dramatycznego im. Holoubka. Lansujący Słobodzianka magistrat nie ukrywa, że w tle jest także (he, he – także...) „wątek ekonomiczny”, „środowisko” ruszyło więc do boju i na władzę sypią się gromy.

       Jacek Poniedziałek, który przeszedł do historii rolą gołego Hamleta, napisał nawet tekst odsyłający Hankę „Bufetową” do bufetu (a resztę władz– do diabła), w odpowiedzi na co Słobodzianek zasugerował, że Poniedziałek to idiota. Idzie więc na noże, a – formalnie rzecz biorąc – nie powinno. Przecież Słobodzianek to krew z krwi i kość kości „środowiska artystycznego”. Dość spojrzeć skąd przychodzi. Otóż, w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku wychodziło sobie pismo „Student”. Było to pismo najzupełniej oficjalne i „pierwszoobiegowe”, ale ponieważ prowadząca je ekipa popadła z czasem w jakieś opozycyjne herezje, więc władze ową ekipę rozpędziły wprowadzając na jej miejsce ludzi nowych. Tak mniej więcej zaczynała się wielka kariera Jerzego Pilcha i – właśnie – Tadeusza Słobodzianka. Mniejsza dziś o Pilcha, ale jeśli chodzi o Słobodzianka, to z czasem przeszedł on pod skrzydła „Polityki”, a potem to już szło mu z górki... Chociaż „z górki” nie jest tu określeniem najszczęśliwszym, albowiem Słobodzianek szedł raczej w górę, by wreszcie – już za III RP- dojść na szczyt w postaci nagrody „Nike” za sztukę na motywach twórczości Jana Tomasza Grossa. Tak więc – życiościek i rekomendacje Słobodzianek ma jak złoto, więc te wszystkie kwasy związane z jego nominacją muszą być natury materialnej. Wydaje się, że Słobodzianek faktycznie przybywa z misją, by trochę oszczędniej gospodarować groszem, a jeśli tak - sprawa jest poważna, bo gdy zacznie oszczędzać nawet na ogrzewaniu, to Jacek Poniedziałek będzie musiał grać w ciepłych majtkach, tymczasem od dobrych pięćdziesięciu lat wiadomo, że ambitny teatr nie jest możliwy bez pokazywania gołej dupy. Tak więc wyczerpywanie się zasobów jakoś awanturę o Słobodzianka tłumaczy...

Opublikowano: 01.07.2012 11:45.
Autor: tad9
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

href="http://radiopl.pl">image image

image

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • Z Amerykańskiej Akademii Filmowej zaczęli wyrzucać Murzynów i Żydów? Ciekawy początek...
  • "na pewno wielu Polaków żałowało, że nie mają korzeni semickich" ponoć byli i tacy,...
  • nie musisz się przypominać, pamięć jeszcze mi działa

Tematy w dziale