9 obserwujących
18 notek
69k odsłon
  14700   0

JPS - podręczny spis błędów R.Ziemkiewicza

Na str. 75 czytamy, że „armia rosyjska bez wielkiego trudu” niszczyła partie powstańcze w czasie Powstania Styczniowego. Owo „bez wielkiego trudu” trwało prawie dwa lata i wymagało od władz carskich zaangażowania 250-tysięcznego wojska. Trudno uznać to za wzór sprawności wojennej zważywszy słabość strony polskiej.

Na str. 98-99 Ziemkiewicz relatywizuje odpowiedzialność endecji za zamordowanie prezydenta Narutowicza. Wpierw uwaga warsztatowa. Pisze on o „histerycznym” poziomie emocji piłsudczyków podpierając się cytatem z Adama Koca z r. 1920, który pisał, że będzie „bić Moskali, rżnąć endeków”. Autor nie podał przypisów, więc nie znamy pochodzenia owego cytatu, ani kontekstu. W każdym razie nie jest prawdą – to co pisze Ziemkiewicz – że Koc był wtedy dowódcą 202. Ochotniczego Pułku Piechoty. Był dowódcą Dywizji Ochotniczej, w której skład wchodził ów pułk dowodzony przez niejakiego majora Sieranta. Uwaga warsztatowa dotyczy tego, że Ziemkiewicz – inaczej niż profesjonalny historyk – zbyt dosłownie, bez krytyki naukowej, traktuje takie słowa. Przykładowo odnieśmy to do znanego z lat 80-tych sloganu: „A na drzewach zamiast liści, będą wisieć komuniści”. Stosując metodę Ziemkiewicza, ktoś za 50 lat napisze rewizjonistyczną książkę o tym, że zasadniczym celem „Solidarności” była eksterminacja członków PZPR.

W związku z tym pytanie do autora? Ilu endeków wyrżnął Koc? Bo według powszechnej wiedzy to właśnie Koc był tą osobą, która niedługo później – w latach 30-tych – bardzo zbliżył się do najbardziej radykalnych środowisk endecji. To on próbował wciągnąć je w orbitę sanacji i to on był fetowany jako honorowy gość na obozie kadry kierowniczej ONR, co miało miejsce latem 1936 r. „Wszyscy są zgodni co do tego, że Koc był zafascynowany osobowością Piaseckiego” – pisze historyk. Tego Piaseckiego.

Zabójstwo Narutowicza nazywa Ziemkiewicz czynem „szaleńca”, nie podając nawet nazwiska Eligiusza Niewiadomskiego. To manipulacja. Bo jeśli Niewiadomski był szaleńcem, to ów pan Cyba – prowincjonalny taksówkarz – tym bardziej był osobą nieświadomą swojego czynu. Eligiusz Niewiadomski pochodził ze znanej i szanowanej w Warszawie rodziny. Nikt do chwili zamachu nie uważał go za szaleńca. Niewiadomski działał politycznie, był wykładowcą politechniki. W rządzie Rady Regencyjnej piastował stanowisko kierownika wydziału w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Pełnił to stanowisko także po odzyskaniu niepodległości, aż do momentu zbrodni. Z krótką przerwą: w czasie wojny z bolszewikami służył w II oddziale Sztabu Generalnego. Zajmował się tam kontrwywiadem. Taki z niego był szaleniec.

Niewiedza albo manipulacja sprawiła, że Ziemkiewicz pisze chwilę dalej nieprawdę odnośnie Traktatu Ryskiego. Usprawiedliwia tam endeckich polityków, którzy odrzucili korzystniejszą dla Polski linię graniczną na wschodzie. Jak to ujął „fantastycznie korzystny przebieg granicy wschodniej, z Grodnem i Kamieńcem Podolskim”. Zostawiając na boku pogląd Ziemkiewicza trzeba zaznaczyć, że Grodno i tak znalazło się w Polsce, bo leży ono tuż obok obecnej naszej granicy. Autorowi zapewne chodziło o Mińsk. Bardziej zaś przyczepimy się cytatu ze str. 100: „naprawdę trudno robić Dąbskiemu czy Wasilewskiemu zarzut z tego”. I tu jest manipulacja lub niewiedza. Leon Wasilewski był prominentnym politykiem PPS, nie endecji, i zdecydowanie sprzeciwiał się kapitulanctwu endeków. Jan Dąbski, przewodniczący polskiej delegacji, był z PSL i zachowywał się chwiejnie w tej sprawie. Uległ zdaniu Stanisława Grabskiego, przedstawiciela endecji. No ale tego nazwiska, najważniejszego w tej historii, nie znajdziecie Państwo w tym miejscu książki Ziemkiewicza.

Na str. 114 Ziemkiewicz czepia się tego, że przedwojenny polski przemysł zbrojeniowy produkował „poniżej 50 proc. posiadanej mocy, bo na zamówienie większej ilości sprzętu nie było pieniędzy”. To prawda, ale tylko w PRL historycy stawiali to jako zarzut. Nowoczesna historiografia nie uważa tego za błąd. Zainteresowanych odsyłam do zbioru dokumentów opublikowanych w 2007 r. przez prof. Wojciecha Włodarkiewicza pt. „Wrzesień 1939. Przemysł zbrojeniowy Rzeczypospolitej w relacjach i wspomnieniach”. Duża część opublikowanych tam dokumentów to zeznania osób odpowiedzialnych za ten przemysł, które złożyły przed rządem na wychodźstwie tłumacząc się także i z tej kwestii. „Budowa nowych fabryk była przewidywana była dla produkcji „na wyrost”, aby w razie wojny można było od razu przejść na trzy zmiany i wojenne tempo produkcji. Ale na budowę nie było pieniędzy, a zwłaszcza na taką budowę na wyrost, a tak samo nie miał dostatecznej ilości pieniędzy minister na kupno gotowego sprzętu. Stąd urodziła się koncepcja produkcji na eksport, tam, gdzie zdolność produkcyjna była, a wojsko nie miało kredytów na zakup sprzętu. Myśl ta w zasadzie była zdrowa, bo pozwalała na rozbudowę przemysłu, dawała produkcję na wyrost, pozwalała na utrzymanie większej ilości wyszkolonych ludzi, a wreszcie dawała dewizy, za które z kolei szef Sztabu mógł kupować sprzęt zagranicą” – zeznawał w Londynie 23 maja 1943 r. gen. Tadeusz Malinowski, szef COP.

Lubię to! Skomentuj244 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura