Widziane z pozycji siedzącej
Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi, a potem każdy musi sobie jakoś radzić.
47 obserwujących
772 notki
520k odsłon
  1278   1

Siostrzane planety Ziemi i jak się na nich osiedlić.

Nie wiem ile już planet zostało odkrytych w Drodze Mlecznej. Chyba kilka tysięcy. Wiadomo, że są ich miliardy. Na pierwszych stronach mediów regularnie pojawiają się sensacyjne informacje o odkryciu kolejnej "drugiej Ziemi", co ma sugerować, że gdzieś w kosmosie są jeszcze inne miejsca, które moglibyśmy skolonizować, na których moglibyśmy żyć. Wykryte planety znajdują się w takiej odległości od swoich gwiazd, że mogą mieć na swojej powierzchni wodę, co oznacza również, że temperatura, która tam panuje jest stosunkowo łagodna. Masa tych planet jest stosunkowo niewiele różna od masy Ziemi co powoduje, że grawitacja jest tam na tyle podobna do ziemskiej, że dałoby się tam funkcjonować zachowujące nasze, ziemskie ciała. Niektórzy już tam widzą miejsce do kolonizacji, rozważając jak powinniśmy traktować lokalne istoty żywe i czy odróżnimy zwierzę od rośliny, albo istotę inteligentną od nieinteligentnej.

W tym wszystkim dziennikarzom, którzy o tym piszą i konsumentom popularnonaukowych nowinek uciekają gdzieś zupełnie podstawowe szczegóły. Trzeba sobie jasno i jednoznacznie powiedzieć, że prawa natury są nieubłagane.

Objąć to rozumem...

Mało kto rozumie prawa fizyki. Bierze się to stąd, że są one nieintuicyjne, a w ogromnej większości wręcz sprzeczne z codziennym doświadczeniem. Na przykład wbrew Galileuszowi przedmioty ciężkie spadają szybciej od lekkich, a jako żywo nikt, nigdy i nigdzie w życiu nie widział ruchu jednostajnego z pierwszej zasady dynamiki Newtona.

Nasz rozum jest również stworzony do działania w świecie niewielkich odległości, które można podzielić na "odległość na uderzenie pięścią/pałką", "odległość na trafienie z procy/z łuku/oszczepem" oraz "daleko". Mówienie o "latach świetlnych" jest równie abstrakcyjne dla większości odbiorców w Europie, nawet tych po wyższych studiach i z doktoratami, co wyjaśnianie odległości Ziemi od Słońca i Księżyca Indianinowi z Amazonii, który nigdy nie był po drugiej stronie rzeki.

Słońce i planety układu słonecznego ustawione w jednej linii bez zachowania proporcji

Problem w tym, że tak jak dla Indianina Księżyc i Słońce są równie daleko, na niebie, tak dla wspaniale wykształconego Europejczyka "siostrzana" planeta Ziemi, TOI 700 d jest trochę dalej niż Mars, czy Neptun, ale przecież jeszcze stosunkowo blisko. A taki wykształcony Europejczyk ma najczęściej wyobrażenie o proporcjach w odległościach w kosmosie zbudowane na podstawie rysunków reprezentujących Układ Słoneczny, takich jak ten powyżej.

Nie da się przedstawić na rysunku, na ekranie komputera, Układu Słonecznego z zachowaniem odpowiednich proporcji, a jednocześnie z możliwością ogarnięcia wszystkiego jednym rzutem oka. Na przykład na powyższym rysunku Neptun (ten niebieski, po prawej) w takiej proporcjonalnej reprezentacji graficznej powinien znaleźć się dobrych kilkaset metrów na prawo od ekranu, na którym to czytasz. No i oczywiście powinien być czterokrotnie większy od Ziemi, a jest przedstawiony praktycznie w tej samej wielkości.

Dla przykładu, poniżej, odwzorowanie MNIEJ WIĘCEJ prawdziwych proporcji wielkości i odległości Księżyca i Ziemi. 

Czarny prostokąt. Całkowicie po lewej stronie Ziemia, po prawej Księżyc, o wiele mniejszy.

Robi wrażenie, co?

Nie ma się więc skąd tak naprawdę dowiedzieć jak to jest z tymi odległościami, a są one literalnie niewyobrażalne.

Najbliższa nam gwiazda, Proxima Centauri, znajduje się 4,5 lat świetlnych od Ziemi. Oznacza to odległość taką, że gdyby Słońce miało rozmiar piłki pingpongowej o średnicy 2 cm, i położylibyśmy je w centrum Warszawy pod Pałacem Kultury, to Proxima, przy zachowaniu proporcji, znalazłaby się gdzieś na powierzchni Księżyca. Piszę o tym w artykule o proporcjach.

Spróbujmy pomarzyć

Inne planety, nawet te "bliskie", są BARDZO daleko od nas. "Siostrzany" TOI 700 d znajduje się 100 lat świetlnych od nas. Wyobraźmy więc sobie, że chcielibyśmy tam polecieć, żeby go skolonizować. Oto logiczny scenariusz działań, które musielibyśmy wykonać:

  1. Wysłać tam sondę.
  2. Umieścić ją na orbicie TOI 700 d.
  3. Zbadać planetę, najlepiej lądując na jej powierzchni.
  4. Przesłać wszystkie informacje na Ziemię.
  5. Przygotować statek kosmiczny, który by tam poleciał.
  6. Dolecieć do układu TOI 700.
  7. Wejść na orbitę TOI 700 d.
  8. Wylądować, osiedlić się.

Odłóżmy na chwilę na bok fakt, że nie mamy dziś pomysłu na możliwy do zrealizowania statek kosmiczny, który mógłby odbyć taką podróż (nawet bez ludzi), jak i nie mamy urządzeń, które mogłyby polecieć jako sonda, aby zrealizować zadanie nr. 1.

Sonda

Sonda, która poleciałaby na TOI 700 d musiałaby być urządzeniem o bardzo zaawansowanej sztucznej inteligencji. Dużej Sztucznej Inteligencji o jakiej już kiedyś pisałem. Nie mamy niczego takiego jeszcze, dysponujemy jedynie urządzeniami o Małej Sztucznej Inteligencji i nie wiadomo kiedy powstanie DSI. Załóżmy jednak, że DSI istnieje.

Po to, aby lot na odległość 100 lat świetlnych (czyli "bardzo blisko") mógł mieć w ogóle sens musi odbyć się z odpowiednią prędkością. Po to, żeby osiągnąć tę prędkość, trzeba się rozpędzić. Przyjmijmy, że mamy takie rozwiązanie i możemy wysłać sondę statkiem kosmicznym, który będzie w sposób stały mógł mieć przyspieszenie 10G czyli dziesięciokrotnie większe niż przyspieszenie ziemskie. Możemy sobie na to pozwolić, bo w pojeździe nie będzie ludzi. Inaczej przyspieszenie takie spowodowałoby dziesięciokrotny wzrost ich ciężaru ciała w pojeździe, co byłoby bardzo niekomfortowe.

Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie