Widziane z pozycji siedzącej
Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi, a potem każdy musi sobie jakoś radzić.
47 obserwujących
772 notki
520k odsłon
  262   0

Trafalgar, czyli zatopiona francuska flota.

Prezydent Macron, oficer marynarki i 5 innych osób stoi na pokładzie okrętu podwodnego w porcie.

Francja dostała w pysk i podkuliła ogon. Zauważyłem, że nikogo to nie zdziwiło. Ani to, że dostała w pysk, ani to, że podkuliła ogon. Tak działa świat. 

Uważa się, że to Stany Zjednoczone decydują o wojnie, o pokoju, o zmianie kierunków polityki, o tym, kto jest terrorystą, a kto bojownikiem. Inni mają się zamknąć i robić co im się każe.

Czy faktycznie?

Świat nie jest dwubiegunowy, jak przed 1990. Nie ma jednoznacznej konkurencji Pekin-Waszyngton, która definiowałaby wszystko, choć USA bardzo do tego dążą. Podobno radziecki minister spraw zagranicznych Eduard Szewardnadze powiedział prezydentowi Bushowi (ojcu), gdy likwidowano ZSRR, że ta likwidacja to najsilniejszy cios, jaki sowieci wymierzyli w USA, i że całkiem niewykluczone, że Amerykanie się z tego nie podniosą. Być może miał nawet rację - od upadku ZSRR USA wyraźnie i stale podupadają.

W 1991 roku skończył się prosty i logiczny podział na dobrych i złych, podział w którym wszystko było jasne. Taki podział (widzimy to przecież i u nas w polityce wewnętrznej) niezwykle upraszcza politykę. Dziś mamy hegemona, który stara się utrzymać swoją pozycję, mamy pretendenta do hegemonii, który coraz skuteczniej podkopuje pozycję hegemona, i mamy mniejszych graczy. Ale ci mniejsi wcale nie są bez znaczenia. Prowadzą swoją politykę i robią to skutecznie, tak jak Rosja w Syrii, tak jak Turcja w Syrii, Azerbejdżanie i w Iraku, ale przecież i w Unii Europejskiej, gdzie za pomocą imigrantów szantażuje Berlin i otrzymuje czego żąda.

Starzejący się hegemon wykłada na jednak stół atuty, by zachować pozycję. Szwajcarzy, Holendrzy, Belgowie, Polacy, Włosi, wszyscy kupują sprzęt amerykański. Izrael jest tak uzależniony od USA w kwestiach militarnych, że już praktycznie nie jest w stanie prowadzić żadnej, lokalnej polityki zagranicznej. To nie strach przez represjami Teheranu tylko decyzje Waszyngtonu powodują, że żydowskie samoloty wciąż nie bombardują celów w Iranie.

Francja nie jest gospodarczo na niższej pozycji niż Rosja. Ma ogromne strefy wpływu w Afryce, dysponuje technologiami kosmicznymi. Mogłaby teoretycznie budować pozycję lokalnego mocarstwa, na przykład w oparciu swoje dawne kolonie, gdzie w niektórych miejscach kontroluje 100% gospodarki narzędziami finansowymi. A przecież od 2003 roku, gdy odmówiła udziału w amerykańskiej napaści na Irak, nie prowadzi już praktycznie żadnej polityki zagranicznej. No, może jeszcze poza dość wczesnym wycofaniem się z Afganistanu. Jest tak, gdyż jest uzależniona od hegemona czy to w swoich strefach wpływu w Afryce, czy nawet w funkcjonowaniu jedynego swojego lotniskowca atomowego.

To nie tylko Francji, ale całej Unii Europejskiej Amerykanie pokazują środkowy palec przechwytując to australijskie zamówienie na okręty podwodne, bo wiedzą, że mogą! Odwrócili się od Atlantyku, zajęli się Pacyfikiem, a u nas, na straży, pozostawili Wielką Brytanię. Prawdopodobnie nie jest to koniec porządków, które robi Waszyngton przygotowując wielkie starcie z Pekinem (bo chyba każdy wie, że to też o to chodzi). Końcem prządków będzie prawdopodobnie oddanie CO NAJMNIEJ Europy Wschodniej we władanie Rosji, co już zaczyna być powoli widoczne.

Francja MOGŁABY w tej sytuacji pretendować do roli lokalnego mocarstwa, sprytnie grając z Rosją i wykorzystując do tego Turcję. Dałoby się to zapewne zrobić, tak jak udało się to po II Wojnie Światowej i mogłoby to być korzystne zarówno dla Paryża, jak i Berlina. 

Tylko, że Francja umiera. Ostatnich 10 lat to czas coraz większych napięć wewnętrznych połączonych z coraz bardziej powszechnym chaosem społecznym i gospodarczym. 

To wcale nie jest zabawne, jak niektórzy chcieliby widzieć sytuację pogardzanych "żabojadów". Regularnie kpimy sobie z kolejnych, coraz bardziej groteskowych prezydentów V Republiki i z głębokim przekonaniem stwierdzamy, że na rozpad swojego państwa zapracowali sobie sami. Problem w tym, że gdy Amerykanie oddadzą nas Rosji, to nie będziemy już mieli się do kogo zwrócić o pomoc. 

Chyba, że do Turcji. Tylko jaki interes mogliby mieć Turcy we współpracy z Polską, poza zrobieniem z nas, tak jak USA, elementu przetargowego?  

Kompromitacja i upokorzenie Francji pokazuje też, jak bardzo Polska się nie liczy w tym wszystkim. Jak bardzo jest tylko pionkiem bez znaczenia. 


Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura